Strona główna Zdrowe odżywianie Patrycja Woy-Wojciechowska zwyczajnie o życiu na mazurskiej wsi

Patrycja Woy-Wojciechowska zwyczajnie o życiu na mazurskiej wsi

autor: Dorota Mirska-Królikowska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Macie czasami dość miasta, hałasu, smogu, wiecznego pośpiechu i stresu? Marzy wam się, żeby wyjechać na wieś, w malownicze Bieszczady lub na Mazury i uleczyć duszę? Znana fotografka, artystka, reżyserka, autorka programów TV, Patrycja Woy-Wojciechowska to zrobiła. I teraz dzieli się swoimi doświadczeniami w swojej książce „Zwyczajnie. O mazurskim domu daleko od miasta i blisko siebie”.

Strona główna Zdrowe odżywianie Patrycja Woy-Wojciechowska zwyczajnie o życiu na mazurskiej wsi
Patrycja Woy-Wojciechowska autorka książki "Zwyczajnie. O mazurskim domu daleko od miasta i blisko siebie".

Patrycja Woy-Wojciechowska o życiu na Mazurach

Trzeba mieć odwagę, żeby w czasach, gdy najbardziej ceni się oryginalność i wyjątkowość, zatytułować swoją książkę: „Zwyczajnie” i w podtytule O mazurskim domu daleko od miasta i blisko siebie. I ta odwaga bycia sobą – bez względu na to, co powiedzą inni – przebija z każdego słowa tej pięknej książki. To afirmacja prostego, ciepłego, pachnącego chlebem domowego życia, bliskości ukochanych osób, każdego dotyku rąk ukochanej Babuni – bo tak pięknie, z ogromnym uczuciem i czułością mówi o najbliższych Patrycja Woy-Wojciechowska.

Jest też brudna prawda (ale co tu dużo kryć, jawi się nieco romantycznie) o roztopach wiosennych, gdy nie można przejechać przez błoto do wsi, jesiennych szarugach, i długich wieczorach spędzonych w czterech ścianach. Nie ma tu nigdzie w pobliżu kina, teatru, modnego sklepu czy kawiarni. Jest za to czas odzyskany, czas, który można podarować sobie i najbliższym.

Uczta w środku lasu. Rozkosz dla ciała i ducha

Dlaczego przebywanie blisko natury leczy?

Wszyscy wiemy, że kontakt z naturą, lasem, jeziorami, zapachem ziemi ma zbawienny wpływ na naszą psychikę – łagodzi stres, pomaga się skoncentrować, oderwać myśli od nurtujących nas problemów i skupić się na tym co jest tu i teraz. Ale – co ciekawe – przebywanie blisko przyrody leczy także fizycznie!

Otóż w glebie przebywają bakterie Mycobacterium vaccae. Jak dowodzą prace naukowców, jeśli podczas prac w ogrodzie np. przesadzania roślin czy przekopywania ziemi wdychamy te bakterie (lub zjadamy gdy przylgną do niedokładnie umytych dłoni), nasz układ odpornościowy o wiele lepiej radzi sobie z astmą, alergią czy łuszczycą.  Prawdopodobnie w jakiś sposób współpracują one z mikrobiotą naszego układu pokarmowego i wzmacniają jej ochronne funkcje.

Bakterie te mają także silne działanie antydepresyjne. Lekarze z Royal Marsden Hospital w Sutton podawali je osobom podczas chemioterapii i zauważyli, że terapia Mycobacterium vaccae nie tylko znacznie poprawiła ich nastrój, ale także zmniejszyła mdłości oraz dolegliwości bólowe (hortiterapia – sprawdź, czym jest ogród terapeutyczny).

Lecznicze działanie ma także przebywanie wśród drzew. Otóż nie tylko pięknie pachną i kojąco szumią, ale produkują naturalne substancje – fitoncydy, które mają silne właściwości antyoksydacyjne oraz hamujące rozwój mikroorganizmów (fitoncydem jest np. allicyna występująca w czosnku). Spacer po lesie (sylwoterapia) można więc porównać do kąpieli w wielkiej wannie pełnej prozdrowotnych substancji.

Patrycja Woy-Wojciechowska pisze dla tych, którzy celebrują wspomnienia z dzieciństwa

Ta książka jest mi bliska, bo ja też czasami tęsknię za zapachem ciasta drożdżowego, które specjalnie dla mnie piekła moja ukochana babcia – w tradycyjnym piecu opalanym wiśniowym drewnem. Za skrzypieniem drzwiczek jej białego kredensu, za kolorem jabłek malinówek, które przez całą zimę układał na szafie dziadek. Cały dom pachniał tymi jabłkami i ciastem. Nad zlewozmywakiem (była tylko zimna woda) wisiała zawsze pachnąca czystością, wykrochmalona lniana ściereczka. W tym domu czułam się bezpieczna i szczęśliwa. Taki dom zostawia w twojej duszy ciepły, dobry ślad na zawsze.

Chyba każdy z nas ma takie wspomnienia z dzieciństwa, smaki ulubionych potraw, które tylko dla niego przygotowywały kochane ręce babci, wspomnienia wypraw z dziadkiem nad staw, albo do lasu. Magiczne spotkanie z bocianem, może jeleniem….

Jeśli więc tęsknicie za sielskim dzieciństwem, marzycie o tym, by stworzyć swoim dzieciom dom, w którym poczują się jak w raju – to książka dla was. Pełna humoru, dobrych myśli, życzliwości dla ludzi i dobrych, mądrych rad. A także przepisów – sprawdzonych przez autorkę Patrycję i jej najbliższych: prostych, szybkich, ale zdrowych i wyjątkowo pysznych. Wybraliśmy kilka z nich specjalnie dla was.

Kontakt z naturą obniża poziom stresu

Przepisy Patrycji Woy-Wojciechowskiej z książki „Zwyczajnie”

1. Żurawinowy chutney z nutą czerwonego wina

Moi sąsiedzi ze wsi dalej słusznie spostrzegli, że wielkomiejskie dziewczyny odwiedzające nas na wsi, patrząc na dojrzałą gruszę nigdy nie zamarzą o zwykłej konfiturze, one zrobią czatnej! Nawet nazywają nasze przyjaciółki “czatnejówkami”. I choć ja kocham zwykłe konfitury, to właściwie też jako “czatnejówka” miałam ochotę zrobić coś innego.

Oto przepis na chutney, który sama skomponowałam. Jest idealny jako zwykłe smarowidło do chleba, ale pięknie komponuje się na przykład z plackami ziemniaczanymi.

Placki ziemniaczane, żeby były chrupiące, potrzebują dodatku niewielkiej ilości mąki ziemniaczanej. Ja na 2 kg startych na grubych oczkach ziemniaków daję 3 czubate łyżki mąki, pół cebuli, dwa ząbki czosnku, sól i pieprz.

A teraz chutney, bo to on występuje w roli głównej.

Składniki:

  • 3 spore jabłka
  • 2 duże cebule
  • 1 szklanka suszonej żurawiny (opcjonalnie dodatkowo garść świeżej)
  • majeranek (łyżka)
  • sól
  • kieliszek czerwonego wina
  • olej rzepakowy lub słonecznikowy
Placki ziemniaczane i chutney żurawinowy według przepisu Patrycji Woy-Wojciechowskiej.

Fot. Patrycja Woy-Wojciechowska

 

Jak zrobić chutney żurawinowy?

Do większości dań podsmażam cebulkę na maśle klarowanym, ale w tym przypadku lepszy będzie olej. Chutney na maśle po włożeniu do lodówki wyglądałby nieapetycznie, dostałby tłustych grudek, a tego raczej nie chcemy.

Przed przygotowaniem dania zalewamy suszoną żurawinę wrzątkiem i zostawiam do wystygnięcia.

Smażymy drobno posiekaną cebulę na oleju, jak puści soki dodajemy starte lub pokrojone w drobne kawałki jabłka, żurawinę (wlewamy razem z wodą w której się moczyła) i majeranek (sporo!) lub jeśli wolisz zioła prowansalskie. Gdy tylko cebulka zacznie się rumienić podlewamy czerwonym winem i lekko solimy. Jeśli jest sezon na świeżą żurawinę – dodajemy jej garść, ale wtedy dla zrównoważenia jej kwaskowatości trzeba będzie dodać łyżkę miodu lub brązowego cukru.

2. Imbirowa zupa Isi

Wymyśliła ją moja siostra Dominika (czyli Isia). Zupa imbirowa jest tak pyszna, że przez wiele lat stanowiła stałą pozycję menu w legendarnej już podkowiańskiej “Milimoi Art Cafe”.

Składniki:

  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1 szklanka przecieru pomidorowego
  • 1 utarte jabłko
  • starty imbir wielkości śliwki
  • serek topiony śmietankowy
  • łyżka miodu
  • nuta cynamonu i pieprzu kajeńskiego
  • sól i pieprz

Wszystko mieszamy, gotujemy, miksujemy, a przed podaniem przecieramy przez sito. Krem można podawać z grzankami, plasterkiem cytryny i pietruszką, lub z wszystkim tym, na co akurat masz ochotę.

Zupa imbirowa - przepis z książki Patrycji Woy-Wojciechowskiej "Zwyczajnie".

Fot. Patrycja Woy-Wojciechowska

3. Krem z buraka

Znowu burak w roli głównej! Ale jest to jedno z moich ulubionych warzyw. Często robię sałatę z plastrami pieczonego buraka, pomarańczy i sera koziego. Całość posypuję prażonym słonecznikiem. Sztos!

Ale teraz namawiam na jedną z najszybszych i najzdrowszych zup. Mój patent! Litr wywaru warzywnego łączymy z trzema dużymi upieczonymi burakami i dużym ząbkiem czosnku. Jeśli chcemy aby zupa była gęstsza lub bardziej jedwabista, możemy dodać jednego małego, ugotowanego ziemniaka. Dosmaczamy. Krem cudownie smakuje z podsmażonymi listkami szałwii lub rozmarynem. Dobrze jest polać z wierzchu kilkoma kroplami octu balsamicznego.

Krem z buraka Patrycji Woy-Wojciechowskiej. Przepisy z książki Zwyczajnie.

Fot. Patrycja Woy-Wojciechowska

Chleb Najlepszy Alicji

Składniki:

  • 1 kg mąki – kiedyś używałam pszennej, teraz od niej staram się stronić. Lubię mieszać orkiszową z jaglaną i gryczaną, lub delikatniejszą w smaku owsianą
  • po 1 łyżce: soli, czarnuszki (jednego i drugiego sypię zwykle więcej) majeranku, oregano
  • garść orzechów laskowych i włoskich, słonecznika i siemienia lnianego
  • 2 szklanki uprażonych otrąb (jest ich mnóstwo do wyboru, mogą być pszenne)
  • 4 szklanki ciepłej (nie gorącej!) wody
  • 10 dkg świeżych drożdży lub 3 paczki suszonych (można użyć również zakwasu – sprawdź, jak zrobić zakwas na chleb)
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżki sezamu (opcjonalnie)

Mieszamy w dużej misce wszystkie suche składniki oprócz drożdży i cukru. Te rozpuszczamy w szklance z ciepłą wodą, czyli robimy zaczyn. Sposobem mojej Mamy stawiamy szklankę z ciepłym zaczynem w misce, w dołeczku z suchymi składnikami. To dlatego, że potrzeba około kwadransa, żeby drożdże urosły. A że w kuchni zawsze jest co robić, więc łatwo przegapić moment, kiedy zaczyn zacznie wylewać się ze szklanki. Wtedy wlewamy go do miski i mieszając dolewamy powoli resztę wody. Ciasto powinno mieć konsystencję ciut gęstszą niż na placki.

Mieszamy wielką drewnianą łychą (na przykład szepcząc zaklęcie. Każdy może sobie je sam ułożyć, w rodzaju: niech ten chleb da zdrowie moim bliskim). Moja Mama mówi, że chleb lubi rosnąć dwa razy, więc ja zawsze najpierw przykrywam go w misce na około 10 minut.

Jak trochę podrośnie przerzucam do czterech podłużnych średniej wielkości form, uprzednio wysmarowanych oliwą i obsypanych sezamem. I znowu czekamy na wyrośnięcie. Pieczemy około 1,5 godziny w 180 stopniach, pilnując aby się nie przypaliły.

Okładka książki Patrycji Woy-Wojciechowskiej "Zwyczajnie. O mazurskim domu, daleko od miasta i blisko siebie"

Patrycja Woy-Wojciechowska „Zwyczajnie. O mazurskim domu, daleko od miasta i blisko siebie”

Podobne artykuły