Strona główna ZdrowiePsychologia Pamiętaj o sobie. To najważniejszy człowiek, jakiego masz pod opieką

Pamiętaj o sobie. To najważniejszy człowiek, jakiego masz pod opieką

autor: Dorota Mirska-Królikowska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

„Pamiętaj o sobie. To najważniejszy człowiek, jakiego masz pod opieką” – ten cytat z najnowszej książki Agnieszki Maciąg „Dom pełen miłości” naprawdę warto zapamiętać. My, kobiety, zazwyczaj bowiem dbamy o wszystkich wokół, a siebie zostawiamy na szarym końcu lub wręcz o sobie zapominamy. Najwyższy czas to zmienić i zadbać o swoje potrzeby.

Strona główna ZdrowiePsychologia Pamiętaj o sobie. To najważniejszy człowiek, jakiego masz pod opieką
Pamiętaj o sobie. To najważniejszy człowiek jakiego masz pod opieką. - mówi Agnieszka Maciąg w wywiadzie z Dorotą Mirską. Portret Agnieszki Maciąg w zimowej scenerii w górach, w tle figurka Matki Boskiej.

Brakuje ci sił, jesteś przemęczona, martwisz się tym, co się dzieje na świecie, masz wrażenie, że nie masz nad niczym kontroli… Agnieszka Maciąg przypomina, abyś odpowiednio się o siebie zatroszczyła. Począwszy od stworzenia sobie miejsca, w jakim poczujesz się bezpiecznie i będziesz mogła odpocząć, poprzez granice, jakie musisz postawić w relacji z innymi ludźmi, aż po słowa, jakimi zwracasz się do samej siebie.

„Wszystko zaczyna się od poznania siebie, istoty, którą naprawdę jesteś i miłości do siebie. Każdy z nas potrzebuje szacunku, uznania, akceptacji, godności. Kiedy ofiarujemy to sami sobie, będziemy potrafili podejść z empatią i zrozumieniem do drugiego człowieka”.

SPRAW, BY TWÓJ DOM STAŁ SIĘ TWOIM MIEJSCEM MOCY

Dorota Mirska-Królikowska: Kiedy opowiadasz o swoim domu, mam wrażenie, że w nim jestem. Widzę, że rozświetlają go nastrojowe światełka, pachnie w nim korzennymi przyprawami, jest w nim ciepło, przytulnie.

Agnieszka Maciąg: Tak jest! Nasz dom to przestrzeń, którą my sami tworzymy. Jest odbiciem tego, co jest w nas. Ogromnie doceniam, że stworzyliśmy dobrą, kochającą się rodzinę, a z niej wyrosła przestrzeń, w której możemy się zanurzyć, odciąć od tego, co na zewnątrz.

Prawdziwy dom to uczucia i emocje – przedmioty są tylko uzupełnieniem naszych relacji. Myślę, że przez ostatnie miesiące pandemii i lockdownów wszyscy doceniliśmy niezwykłą wagę i potrzebę domu – swojego spokojnego miejsca w tym wszechświecie. Na zewnątrz panuje chaos, nad którym nie mamy żadnej kontroli. A w naszych czterech ścianach możemy stworzyć coś, nad czym jesteśmy w stanie zapanować i poczuć się dobrze, bezpiecznie i przytulnie. Spokojnie.

Możemy tę przestrzeń urządzić po swojemu, rozświetlić, sprawić, żeby stała się przytulna i dawała ukojenie. Możemy też naszą postawą, energią, słowami i wyborami reakcji wprowadzać w relacje pomiędzy domownikami więcej równowagi, harmonii, miłości.

„Fascynuje mnie kultura Japonii, podziwiam japońskie ogrody. Przechodzisz przez bramę takiego ogrodu, zostawiasz za sobą profanum (hałas, niskie wibracje, gniew itd.) i wchodzisz w sacrum, czyli miejsce święte, które jest twoją przestrzenią życiową. Cały ten chaos zostawiam za sobą, swoją energią tworzę naszą świętą przestrzeń”.

– W swoich książkach często piszesz, że warto stworzyć w domu swoje miejsce mocy, w którym można się zrelaksować, wyciszyć, pomedytować. Gdzie znajduje się to twoje specjalne miejsce?

– Teraz mam ich już kilka, niektóre są maleńkie, maciupeńkie. W japońskich ogrodach, umieszczone wśród zieleni, znajdują się drobne elementy: jakieś piękne drzewko, figura, lampka, mały zbiornik z wodą – to tworzy wyjątkową, wyizolowaną przestrzeń. Miejsce mocy, czyli punkt koncentracji uwagi na tym, co piękne i harmonijne. Co przypomina nam o świętości.

U mnie w domu jest podobnie. W łazience leżą muszle, kamyki i pomiędzy nimi stoi świeca, kwiat. W przedpokoju i kuchni leżą szyszki lub muszle przywiezione z jakiejś wycieczki, pomalowane na różne kolory kamyki. Kocham zdjęcia pędzli z farbami, pejzaży, chmur, kolorowych przypraw, kobiet z kadzidłami, które się modlą. Inspiruje mnie połączenie natury, duchowości i człowieka. Lubię się na nich koncentrować, czerpać z nich piękno i siłę. Czasem tylko taka niewielka pocztówka umieszczona w mojej przestrzeni może stać się moim miejscem mocy – jej widok daje mi równowagę, piękno i przywołuje wewnętrzną moc.

Self-care (osiędbanie), czyli jak zatroszczyć się o siebie

– Ale jak znaleźć takie miejsce, jeśli ktoś mieszka w mikroskopijnej kawalerce z partnerem i w dodatku z psem?

– Wychowałam się w Białymstoku w bloku, w maleńkim mieszkaniu. Mieszkaliśmy w piątkę, czasem szóstkę, na przestrzeni niespełna 50 metrów kwadratowych. Swojego pokoju, 3 na 3 metry, doczekałam się dopiero wtedy, kiedy już byłam nastolatką. Nauczyłam się nie narzekać, ale cieszyć się tym, co mam. Jest takie powiedzenie: „Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód, jeśli chcesz, znajdziesz sposób”. Ja od najmłodszych lat (dorastałam w czasach komuny podczas głębokiego kryzysu) szukałam sposobów. Ograniczenia i problemy do dzisiaj motywują mnie i zmuszają do rozwoju, do znajdowania nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań.

Kiedy byłam bardzo biedna, samodzielnie coś tam namalowałam na ścianie, powiesiłam jakieś zasłonki, coś uplotłam, przybiłam. Już wtedy dekorowałam ściany pocztówkami. Zawsze je lubiłam. Stawiałam je na półkach, parapetach, przyczepiałam do lusterka. Uwielbiałam na nie patrzeć, wyobrażać sobie miejsca, w których zrobiono te zdjęcia. W tamtych czasach cały mój pokój, choć był maleńki, był moim miejscem mocy. Dlatego wiem, że możemy tworzyć swoją piękną rzeczywistość niezależnie od możliwości finansowych. Liczy się nasz zapał, kreatywność, pomysłowość i przede wszystkim chęć. Jeśli człowiek naprawdę, z głębi serca, czegoś pragnie, może wszystko.

Kiedy podróżuję, tworzę sobie takie miejsca mocy nawet w hotelowych pokojach. Oswajam je i czynię moim miejscem. Zabierałam kadzidełko, świeczkę, jakiś kamyk, pareo, którym mogę się okryć jak szalem lub powiesić je na ścianie. Takie zaczarowywanie przestrzeni to jest kwestia naszej wyobraźni, potrzeby naszej duszy, a nie pieniędzy.

Jeśli chcesz stworzyć swoje miejsce mocy, to zastanów się, co lubisz, czego pragniesz, co autentycznie kochasz, co sprawia ci radość, podnosi na duchu, inspiruje. Każdy ma swoje ukochane symbole, które otwierają duszę na piękno, radość, kreatywność, nadzieję, zaufanie.

„Lubię figurki Buddy. Stawiam je w domu nie dlatego, że jestem buddystką, tylko dlatego, że rzeźba postaci człowieka w medytacji, łagodnie uśmiechniętego, przywołuje we mnie uczucie spokoju, harmonii i równowagi. Przypomina mi, że tu – wewnątrz mnie – jest moje centrum.

Razem z moim mężem Robertem uwielbiamy również figurki Matki Boskiej. Mamy ich mnóstwo, ustawione są w całym domu. Chyba nigdy nie było tak intensywnego zwracania się do swojego wnętrza jak teraz, w trakcie pandemii. Ludzie są tak zmęczeni lękiem i tak przebodźcowani nadmiarem niespójnych informacji, że naprawdę potrzebujemy zwrócić się do naszego wnętrza, aby odnaleźć równowagę i spokój. Tylko tutaj możemy odpocząć i odzyskać swoją moc”.

– Moc domu, jego dobroczynne oddziaływanie na naszą psychikę możemy wzmocnić zapachem. Czy masz ulubione olejki eteryczne, którymi spryskujesz pościel lub rozpylasz w pokojach?

– Jestem zodiakalnym Bykiem, więc uwielbiam wszystko, co sensualne, pełne smaków, aromatów, dźwięków. Od kilkunastu lat interesuję się aromaterapią, mam w domu mnóstwo różnych olejków eterycznych i często z nich korzystam. Bardzo lubię o tej porze roku olejek rozmarynowy – ten zapach sprawia, że lepiej się koncentrujemy. Wcieram go rano w nadgarstki – otulona jego wonią klarowniej myślę.

Pobudzające, orzeźwiające działanie mają olejki cytrusowe: cytronella działa antydepresyjnie i dodaje nam energii. Jej zapach świetnie łączy się z olejkiem z drzewa herbacianego, który ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Lubię też ciężki, ziemisty zapach paczuli lub aromaty drzew iglastych: sosnowy, świerkowy – odkażają powietrze i działają pobudzająco. A o tej porze roku uwielbiam zapachy cynamonu, pomarańczy, goździków, anyżu, lawendy. Są piękne, cieszą duszę, sprawiają, że chce się żyć.

Agnieszka Maciąg w ośnieżonych górach w białym swetrze, szaliku i białej czapce.

POSTAW GRANICE, KTÓRE CIĘ OCHRONIĄ

– Wiele osób czuje teraz przytłaczający smutek, samotność, brak energii. Nie zawsze samo schronienie się w domu, nawet najbardziej przytulnym i pięknie pachnącym, pomaga…

– Bo prawdziwy dom jest w nas – w naszym spokojnym centrum. Ten fizyczny dom jest emanacją tego, co nosimy w sobie. Więc jeśli źle czujemy się w swoim domu, trzeba przyjrzeć się swojej głowie, związkom, emocjom, przekonaniom, wzorcom, nawykom. Jeśli czujemy się źle w naszym życiu, oznacza to potrzebę rozwoju, zmiany.

Rozwój wewnętrzny jest kluczem do dobrego życia – piękne meble i ściany tego nie zastąpią. Zwłaszcza teraz, kiedy świat zewnętrzny jest tak chaotyczny. Ja przepracowałam mnóstwo ze swoich życiowych lekcji, opisałam tę ścieżkę w moich książkach. Teraz ta moja praca i mój wkład w rozwój osobisty i duchowy niesamowicie procentują. Kiedy usłyszę niepokojące wiadomości ze świata zewnętrznego, zamykam oczy i łączę się ze swoim sercem, moim centrum, podnoszę swoje wibracje, rozświetlam się i mam siłę, aby z zaufaniem i radością iść przez życie.

W mojej książce „Dobrostan” opisałam, jak ważna, a nawet kluczowa, jest umiejętność stawiania granic – w kontaktach z innymi ludźmi, ale również ze sobą. Jeżeli wytyczymy je w odpowiedni sposób, łatwiej będzie nam się komunikować z innymi ludźmi, ale również łatwiej nam znać i rozumieć siebie, swoje potrzeby.

Kiedy wyznaczamy zdrowe granice, inni ludzie wiedzą o nas więcej, rozumieją, na co mogą sobie pozwolić, a na co nie. Asertywność jest nam niezwykle potrzebna. W szkołach uczy się nas poddaństwa, podporządkowania i uległości. Później przenosimy to do naszej pracy i do naszych związków. Wreszcie doświadczamy głębokiego kryzysu i nie rozumiemy dlaczego.

Musimy zrozumieć, że nikt nas nie uszczęśliwi – ponieważ jesteśmy odpowiedzialni za samych siebie. Każdy z nas powinien kochać i szanować przede wszystkim istotę, którą jest. To nie jest egoizm – nie chodzi o to, aby czuć się lepszym od innych. Przykazanie „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” swój początek ma w uszanowaniu siebie, w akceptacji i miłości do istoty, którą jesteś. Tylko wówczas gdy sami siebie dobrze traktujemy, możemy dać innym to samo. 

Zdrowe granice musimy ustalić nawet w przypadku relacji z dzieckiem, rodzicem, bratem, mężem, pracownikami. One nie oznaczają surowości, szorstkości, tego, że jesteśmy nieprzyjemni. Przeciwnie – dzięki temu, że druga strona wie, czego chcemy, nasze relacje stają się zdrowsze, a nasza energia jest chroniona przed toksycznymi zdarzeniami.

Pamiętajmy też, że z każdej strony jesteśmy zastraszani – lęk i smutek ma bardzo niską wibrację, która osłabia nas, pozbawia sił, niszczy. Dlatego ważne jest również, kogo, kiedy i jak słuchamy. Media eskalują lęk do granic obłędu – tu również należy umieć postawić zdrowe granice i je wyłączyć, odciąć się od nich jak od niszczących, toksycznych energii, które osłabiają nas i nasz układ odpornościowy. Zostało udowodnione naukowo, że lęk i stres dramatycznie obniżają naszą odporność, co prowadzi do licznych chorób.

Zamiast oglądania i słuchania zastraszających informacji możemy wybrać inaczej i poszukać tego, co niesie pogodę ducha. Można pójść na jogę, oddać się medytacji, malować, czytać pozytywne treści, zrobić sobie kąpiel z olejkami eterycznymi, pójść na spacer, wyspać się. Ja od wielu już lat nie oglądam filmów, nie słucham muzyki ani nie czytam książek, które przerażają, zasmucają, dołują. Po co? Nie robię sobie tego! Stawiam wyraźne granie, a to dotyczy wszystkiego, co ma związek z moim samopoczuciem i moim dobrostanem. Mówię zdecydowanie „nie” zastraszaniu mnie i dołowaniu. Świetnie na tym wychodzę – jestem zdrowsza, silniejsza, buduję wspaniałe związki, świetnie radzę sobie z pracą zawodową. Mam na to wszystko siłę i moc.

Zastanów się, kiedy ty czujesz się dobrze, kiedy jesteś szczęśliwa – i tego się trzymaj. W naszych czasach dokonywanie świadomych wyborów wymaga także odwagi oraz umiejętności samodzielnego myślenia. Czasami ludzie, chcąc zdobyć akceptację, uznanie i być lubianymi przez innych, przy okazji totalnie krzywdzą samych siebie. Ja na to się nie godzę. Tak jak ściany stanowią granicę twojego domu i tak jak nie pozwalasz przekraczać progu mieszkania niechcianym gościom, tak samo chroń siebie przed toksycznymi zdarzeniami i energiami, które ściągają cię w dół, odbierają siłę i spokój. To nie jest egoizm, to zdrowa dbałość o siebie – podstawa osobistego dobrostanu.

Ola Potykanowicz o samowspółczuciu: zaopiekuj się sobą

– Czasami najgorszy krytyk, najbardziej toksyczna osoba, siedzi w naszej głowie…

– Dokładnie tak jest. Potrafimy sobie tyle przykrych rzeczy powiedzieć, że już nie potrzebujemy krytyków z zewnątrz. Głos w naszej głowie mówi, że jesteśmy niewarte, niegodne, gorsze, głupsze itd. I tak zatruwa nas od pokoleń. Jesteśmy tak wychowane. Nic nie wspierało naszego poczucia własnej wartości. Od dziecka słyszałyśmy przekaz, że musimy się z kimś porównywać, rywalizować. Mamy wtłoczone stare i niekorzystne kody myślowe. Ale! Jesteśmy tym szczęśliwym pokoleniem, które ma dużą wiedzę na ten temat.

Wiemy już, że możemy zmienić fałszywe, szkodliwe myśli i przekonania. Pamiętam, że to było w moim przypadku bardzo znaczące odkrycie. Przepracowywałam ten swój wewnętrzny negatywny dialog przez długie lata. Nadal, kiedy sprzątam czy zmywam naczynia, przyglądam się uważnie, co wtedy sama do siebie w myślach mówię. Trzeba mieć nieustanną świadomość tej wewnętrznej narracji, ponieważ to, co do siebie mówisz, co o sobie myślisz, buduje relację, jaką masz sama ze sobą – to tworzy naszą rzeczywistość. Myśli i słowa mają moc. Ważne jest, żeby oczyścić się z tych, które ściągają nas w dół, i zmienić na takie, które budują i wznoszą (sprawdź: afirmacje Agnieszki Maciąg).

– Jak to zrobić?

– Mów do siebie tak, jak mówisz do ukochanego dziecka czy przyjaciółki. Zobaczysz, jak twoje samopoczucie i nastrój się zmienią. Pamiętaj też, że warto jest uczyć się czuć siebie. Czym innym są myśli, a czym innym to, co podpowiada nam nasze ciało, jakie przychodzą do nas emocje i uczucia. Obserwuj siebie, pogłębiaj samoświadomość.

Zatrzymuj się i zadawaj sobie pytania: Jak ja się czuję w tej sytuacji? Co mi chce przekazać brzuch (czy inaczej splot słoneczny), kiedy podczas spotkania z jakąś osobą czuję, że jest zaciśnięty i trudno mi oddychać. Czy to jest dobra, wartościowa relacja? Czy może rozmowa z tą osobą ciągnie w dół, drenuje z energii? Głowa nas okłamie, ciało nigdy.

Ja przez wiele lat „byłam tylko w głowie”, w myślach. Wiedziałam, co ja o jakiejś osobie czy sytuacji myślę, ale nie wiedziałam, co czuję. To był proces, podczas którego zaczynałam uczyć się siebie czuć. Pomagały mi w tym świadome spacery, praktyka jogi, oddechu, medytacja. Podczas jogi obserwowałam własne emocje – gdzie się w moim ciele kumulują. Gdy coś mnie bolało, zastanawiałam się, co takiego było w moich myślach i emocjach, że spowodowało ten ból, dyskomfort.

Mamy niesamowite narzędzia do poznania siebie: ciało, umysł, emocje. Tylko nikt nas nie uczy, jak się nimi posługiwać. Sami musimy to zrobić. Nasze dzieci mają więcej szans, ponieważ powoli edukacja zaczyna zauważać potrzebę troski o ciało i emocje dzieci. Coraz więcej szkół wprowadza w program nauczania elementy medytacji, mindfulness.

Nawet jeśli dziecko przez moment wyciszy się przed lekcjami, klasówką, już staje się bardziej świadome siebie. My, dorośli, musimy sami wziąć odpowiedzialność za swoje dobro. I to nie stanie się z dnia na dzień, nie obudzimy się nagle i poczujemy, że jesteśmy ze sobą połączeni. Nie, to jest proces. Piękny proces samopoznania. Tak jak z nauką jazdy na rowerze – powoli, krok za krokiem, upadek za upadkiem uczysz się, jak jechać. Aż nadejdzie ten dzień, kiedy pomkniesz naprzód z totalną radością, lekkością i z uśmiechem na twarzy.

„Każdy człowiek ma w sobie mistrza, tylko trzeba go wydobyć z siebie. Jest w nas mądrość, spokój, harmonia, tylko przykryte przez wzorce, blokady. Trzeba to wydobyć i zacząć z tym żyć. Pięknie żyć”.

Agnieszka Maciąg: uczmy się patrzeć na siebie oczami miłości

NAKARM CIAŁO I DUSZĘ

W swojej książce „Dom pełen miłości” podajesz wspaniałe przepisy. Potrawy są nie tylko pyszne, ale zdrowe, odżywcze, poprawiające nastrój. Dla wielu z nas przygotowania do Świąt to udręka, tyle stania przy garnkach, lepienia pierogów, pieczenia ciast…

– Ja też mam za sobą etap gotowania z przymusu, kiedy nie chciałam tego robić i nie lubiłam. Ale zatrzymajmy się na chwilkę i przypatrzmy tej czynności. Rozejrzyjmy się wokoło – jesteśmy błogosławieni, bo mamy dach nad głową, ciepłą kuchnię, mamy co jeść i posiadamy te wszystkie cudowne przyprawy, dzięki którym każde danie – nawet najprostsze – staje się dziełem sztuki.

Ja gotuję z intencją, wdzięcznością i świadomością, dla kogo i po co to robię. Mam duszę artystki i jestem przekonana, że każdy człowiek jest artystą – istota ludzka pragnie tworzyć. Nie każdy musi malować obrazy, ale każdy chce stwarzać coś nowego, czego jeszcze nie było. A jak możemy szybciej się spełnić niż w gotowaniu?

Gotowanie to mój rodzaj medytacji życia – powoduje, że staję się spokojna, uziemiona. Uwielbiam stać w kuchni, na pięciu palnikach gotuje się pięć różnych potraw, piecze się ciasto, w domu obłędnie pachnie tymi wszystkimi cudownymi przyprawami.

Jesteśmy tak bardzo przebodźcowani nadmiarem niepokojących informacji, w głowie dzieje się nam tak dużo, a prawdziwe życie jest tu i teraz: trzeba nakarmić rodzinę. Kiedy tylko to staje się dla nas ważne, kiedy odkładamy problemy za próg domu, wtedy naprawdę możemy w naszych głowach solidnie odpocząć. Koncentrujemy się na gotowaniu, a więc na samym życiu. To nie jest abstrakcja, to jest nasza rzeczywistość.

Kiedy zaczynamy gotować i robimy to z całkowitą świadomością, to zanurzamy się w chwili, umysł się oczyszcza, odpoczywa – to jest pełny mindfulness. Myślimy tylko, ile czego dodać, jak to ma smakować. Ja podczas gotowania włączam moją ulubioną muzykę, zapalam świece, żeby było przyjemnie. Pomimo że na dworze jest ciemno, zimno, mokro, ja tworzę w moim domu mój piękny, ciepły świat, który cudownie pachnie.

Miałam w życiu trzy wypadki samochodowe, zawsze jako pasażerka. Dlatego wiem, że każdy dzień jest darem. Nasze życie jest kruche, trzeba je doceniać i cieszyć się każdym dniem. Na specjalnej tablicy w kuchni napisałam: „To jest najważniejszy dzień mojego życia”. Za każdym razem kiedy do niej wchodzę, to wiem, że to jest najważniejszy dzień mojego życia. Jest bezcenny. Już nigdy takiego dnia nie będzie. Muszę dobrze go wykorzystać. Uczynić pięknym, uczynić dziełem sztuki. Ten napis mi o tym przypomina.

Natura człowieka jest taka, że koncentruje się na tym, co nie działa, co jest nie tak, czego nie ma – tak jesteśmy skonstruowani. Ale ja wybieram inaczej. To ode mnie zależy, żeby każdy dzień był wartościowy i piękny. I robię wszystko, aby tak było. Każdy z nas tworzy swoją rzeczywistość. Niech będzie dla nas wspaniała!

Podobne artykuły