Strona główna Najnowsze artykuły Agnieszka Maciąg: uczmy się patrzeć na siebie oczami miłości
Agnieszka Maciąg leży na kocu na górskiej polanie. Opowiada o ciałopozytywności i o tym, jak nauczyć się kochać swoje ciało takim, jakie jest.
Strona główna Najnowsze artykuły Agnieszka Maciąg: uczmy się patrzeć na siebie oczami miłości

Agnieszka Maciąg: uczmy się patrzeć na siebie oczami miłości

autor: Dorota Mirska-Królikowska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Ciałolubność, ciałopozytywność, ciałoserdeczność… To tylko niektóre z określeń, które coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych na profilach kobiet, które mają już dość kultu piękna i idealnego wyglądu. Nie chcą być postrzegane i oceniane przez pryzmat ich urody, wieku, figury. Ale prawda jest taka, że jeśli chcemy nauczyć ciałopozytywnego podejścia innych, najpierw same musimy nauczyć się kochać i akceptować nasze ciała. A to okazuje się naprawdę trudnym wyzwaniem… Jak to zrobić? O tym, jak patrzeć na siebie oczami miłości, rozmawiamy z Agnieszką Maciąg.

Psycholożka i dietetyczka Agata Ziemnicka w wywiadzie „Karm się z miłością” opowiada, że do jej gabinetu przychodzi mnóstwo kobiet, które nienawidzą swoich ciał. Nienawidzą siebie do tego stopnia, że chciałyby kawałki odrąbać siekierą… Ta opowieść mną wstrząsnęła. Dlaczego jesteśmy wobec siebie tak okrutne? Dlaczego patrzymy na siebie z nienawiścią? Dlaczego tak trudno zaakceptować nam nasze – ludzkie przecież, naturalne – niedoskonałości? I jak to zmienić? Jak nauczyć się samoakceptacji?

Zapragnęłam zapytać o to Agnieszkę Maciąg, która jako modelka latami dążyła do osiągnięcia idealnego wyglądu za wszelką cenę. I cenę zapłaciła ogromną – wewnętrzną pustką, schorowanym, wyniszczonym ciałem. Znalazła w sobie ogromną siłę, by odciąć się od swego zawodu i zbudować siebie na nowo. Nauczyła się siebie kochać i akceptować bez względu na to, jak wygląda. W nauce tej samoakceptacji i ciałoserdeczności wspiera teraz inne kobiety.

Dorota Mirska-Królikowska: Czy to prawda, że jako młoda dziewczyna – dodajmy: absolutnie piękna dziewczyna, modelka podziwiana na całym świecie – nie podobałaś się sobie?

Agnieszka Maciąg: Prawda. Zawsze wydawało mi się, że jestem za gruba, że coś jest ze mną nie w porządku, wiecznie widziałam w sobie wady. Zresztą nie tylko ja! Mnóstwo modelek ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Mają superwymiary, są bardzo szczupłe, a jednak często nie akceptują siebie. Mnóstwo razy widziałam dziewczyny, które – choć są ewidentnie piękne – krytykują swoje biodra, nogi, nos, uszy.

Już wtedy, pracując w modelingu, zauważyłam, jak bardzo kobiety są wobec siebie okrutne. Nawet te, które, wydawałoby się, powinny mieć wszelkie powody do zadowolenia. Dopiero z perspektywy czasu, patrząc na siebie, pomyślałam: „Aga, jak ty siebie nie lubiłaś, nie doceniałaś, nie akceptowałaś…”. Aż mi się siebie żal zrobiło.

Widziałam kiedyś taki rysunek: kiedy kobieta patrzy na swoje odbicie w lustrze, jest przekonana, że waży 20 kilogramów więcej i jest o 10 lat starsza. A jak patrzy na siebie mężczyzna, to wydaje mu się, że jest o 20 kilogramów szczuplejszy i o 10 lat młodszy. Mężczyźni myślą o sobie o wiele lepiej, niż jest w rzeczywistości, a kobiety o wiele, wiele gorzej. Mamy kompletnie zaburzoną perspektywę odbierania naszego wyglądu.

Zostałyśmy wychowane na wizerunku pięknej księżniczki czy lalki Barbie. Oczekujemy więc od siebie czegoś kompletnie nierealnego. A nawet jeśli już wyglądamy nierealnie dobrze, to i tak ciągle chcemy więcej… Zobacz, ile pięknych dziewczyn nieustająco się poprawia przy pomocy różnych zabiegów estetycznych – w ciągłej pogodni za ideałem. I nie ma to końca.

– Skoro modelki tak krytycznie patrzą na swoje ciało, to co mają powiedzieć zwyczajne dziewczyny…

– Pamiętam taką sytuację, po pokazie mody weszłam do toalety i podeszła do mnie dziewczyna: „Pani Agnieszko, ja panią tak podziwiam! Jest pani dla mnie ideałem kobiety, kobiecego piękna. I jest mi tak smutno, że ja nigdy nie będę tak piękna jak pani…”. Boże kochany! Poczułam się wtedy strasznie! Bo naprawdę nie chciałam, żeby inni ludzie z mojego powodu czuli się źle. Pomyślałam sobie – chcemy być ciągle takie idealne, cudowne, wpisywać się w trendy… Ale co my tworzymy tak naprawdę? Sprawiamy tylko, że inne kobiety są nieszczęśliwe.

Wydaje się im, że gdyby tak wyglądały jak podziwiane modelki czy aktorki, to byłyby szczęśliwsze. Nie wiedzą przecież, że te ich ideały wcale nie czują się lepiej. Żyją w ciągłym stresie: czy nie widać mi brzucha, czy nie opadają mi piersi, czy za bardzo nie przytyłam, czy nie widać cellulitu, tego, że się starzeję. A im bardziej są podziwiane, tym jest większa presja oczekiwań, większa samokrytyka i krytyka z zewnątrz. Naprawdę nie ma czego zazdrościć! Uroda? Smukłe ciało? To tylko opakowanie. Piękne, ale tylko opakowanie. Co z tego, że podziwiano mnie za urodę, kiedy czułam się pusta w środku, byłam wiecznie chora i niespełniona. Dlatego zdecydowałam, że odejdę z tego zawodu…

Zaczęłam szukać głębiej czegoś, co jest naprawdę we mnie piękne. Zupełnie zmieniłam swoje życie. I naprawdę tamten podziw, który otrzymywałam jako modelka, jest niczym w porównaniu z ogromem miłości, jaki otrzymuję od ludzi teraz. Ludzie nie darzą mnie uczuciem za to, jak wyglądam, ale za to, że ich wspieram, podnoszę, inspiruję. Zależy mi, żeby ludzie dobrze się ze sobą czuli, żeby wzmacniać ich wewnętrzną moc. To jest prawdziwa wartość.

Agata Ziemnicka: karm się z miłością

– Jaki był pierwszy krok w twojej ogromnej przemianie? Co ci pomogło inaczej spojrzeć na siebie i na innych ludzi?

– To, że zaczęłam praktykować jogę. Wówczas nauczyłam się patrzeć na siebie i inne kobiety z większą miłością i empatią. Postanowiłam chodzić na zajęcia jeszcze w czasie, kiedy byłam mocno zanurzona w świecie mody, telewizji, show biznesu, imprez, w ciągłym dążeniu do doskonałości – pięknie ubrana, umalowana etc.

I nagle podczas praktyki jogi spotkałam się z bardzo różnymi dziewczynami – w różnym wieku, o odmiennych figurach. Już po kilku zajęciach poczułam, że niczym się nie różnimy. Nie ma znaczenia, ile mamy lat czy kilogramów. Każda z nas przerabiała ten sam temat – samoakceptację. Uczyłyśmy się kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy w tej chwili. Nie takimi, jakimi będziemy, gdy schudniemy, czy gdy coś innego zrobimy ze sobą, tylko takimi, jakimi jesteśmy tu i teraz.

Zaakceptuj, że twoje ciało się zmienia

Najpierw jesteśmy w okresie dojrzewania, gwałtownie rośniemy, rosną nam piersi, potem ciało się zmienia przed okresem, w czasie okresu, po okresie. Mamy więcej kilogramów, potem mniej. Ciało gwałtownie się zmienia w ciąży, potem kiedy mamy dziecko… I tak dalej. Nigdy nie jesteśmy takie same. Obserwowanie tych zmian to cenna lekcja natury, która uczy nas odpuszczenia i akceptacji.

I dla mnie bycie w tej grupie kobiet okazało się niezwykle silnym przeżyciem, początkiem wszystkich zmian. Zaprzyjaźniłyśmy się. Chodziłyśmy nie tylko na jogę, ale spotykałyśmy się podczas pełni księżyca. Każda z nas przynosiła coś do jedzenia, rozkładałyśmy koc, najpierw medytowałyśmy, śpiewałyśmy mantry, a potem jadłyśmy i rozmawiałyśmy. To były niesamowite, terapeutyczne sytuacje – otwierałyśmy się i wszystko z nas wypływało: bez masek, bez udawania, każda dzieliła się z serca swoimi opowieściami. I każda z nas dostawała ogromną miłość, oparcie, bezwarunkową akceptację i miłość. Energia tych kobiet mnie też mnóstwo dała – siłę do zmian i pracy nad sobą.

– Czyli joga, medytacje, śpiewanie mantr, a nawet dobre słowo innej kobiety mogą mieć terapeutyczną moc? Mogą pomóc nam zaakceptować siebie?

 – Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromną moc możemy dać drugiemu człowiekowi dobrym słowem. Niedawno do mojego męża, który jest fotografem, napisała pewna dziewczyna. Robert robił jej sesję zdjęciową kilka dni po tym, kiedy amputowano jej nogę. Amputacja była konieczna, żeby ratować jej życie, ale dziewczyna nie miała wówczas nawet 20 lat, była zdruzgotana. I ta profesjonalna sesja zdjęciowa, podczas której chciano pokazać piękno tej dziewczyny, miała ją wesprzeć na duchu.

Pojawiła się cała ekipa – makijażystki ją wspaniale umalowały, garderobiane ubrały w piękne ubrania, oświetleniowcy, technicy, oczywiście mój Robert, robili wszystko, żeby dziewczyna czuła się wyjątkowo. Każdy pracował (charytatywnie oczywiście) z ogromnym sercem i dziewczyna rzeczywiście na zdjęciach wyszła ślicznie. Po sesji kontakt się urwał i nie wiedzieliśmy, jak potoczyły się jej losy. I teraz po kilkunastu latach wysłała do Roberta list, pisząc, że tamta sesja okazała się dla niej przełomowym wydarzeniem. I wcale nie chodziło o zdjęcia…

Napisała, że kiedy wchodziła do studia bez nogi, czuła się strasznie. Ale niespodziewanie tyle (zupełnie przecież obcych) osób otoczyło ją troską, opieką i życzliwością, co dało jej tak wielką siłę, że uwierzyła w siebie. Dzisiaj jest szczęśliwą kobietą, znalazła miłość, ma dzieci i wszystko ułożyło się w jej życiu dobrze. A wszystko to dzięki sercu i dobremu słowu innych ludzi. I dlatego chciałabym bardzo zachęcić kobiety, żebyśmy przestały się koncentrować na tym, co w nas nie działa, tylko zaczęły dostrzegać piękno w sobie i w drugiej kobiecie.

Jesteś wystarczająco dobra

– Z tym może być problem… Kiedy czyta się w internecie, jak kobiety z nieprawdopodobnym okrucieństwem komentują wygląd innych kobiet, naprawdę włosy się jeżą na głowie.

– Ale te pełne jadu komentarze wynikają wyłącznie z braku samoakceptacji tych kobiet, braku miłości do samej siebie. One są zarażone wirusem okrucieństwa. Okrutny wobec drugiego człowieka jest ten, który jest okrutny wobec siebie. Więc ja czytam te komentarze z takim… współczuciem. Ile tam musi być smutku i nietolerancji dla samych siebie. Bo wydaje mi się, że jeżeli jesteśmy w stosunku do siebie bardziej tolerancyjne, akceptujące, to takie też jesteśmy w stosunku do drugiej kobiety.

Naprawdę warto pamiętać, że mamy określoną ilość energii. Nie może tak być, że my będziemy nienawidzić siebie i innych ludzi i będziemy doświadczać dobrego życia. Odpuśćmy tę samokrytykę. Jeśli nie jesteśmy w stanie cieszyć się tym, jak wyglądamy, to przynajmniej koncentrujmy się na tym, co jest dobre w nas lub jest dobre w drugim człowieku. Jest takie zdanie, że piękno jest w oczach patrzącego. Bo jeśli ktoś patrzy złym okiem, to zobaczy każdą wadę w najpiękniejszej osobie. A jeżeli ktoś patrzy oczami miłości i ma piękno w sobie, to zobaczy piękno w najbrzydszym człowieku.

Uczmy się więc patrzeć oczami miłości. To naprawdę zależy od nas, wszystko jest w naszej głowie i sercu. Niezależnie od tego, jak wyglądamy, jak jesteśmy idealne czy nieidealne – to, czy kochamy, czy nie kochamy siebie, jest absolutnie nie wynikiem tego, jak wyglądamy, tylko tego, co o sobie myślimy.

– Ale wiele kobiet łączy te dwie rzeczy nierozerwalnie. Myślą, że jeśli np. schudną, to bardziej siebie pokochają i będą o sobie lepiej myślały.

– To, że schudniemy, może sprawi, że poczujemy się lepiej, ale to wszystko. Nie sprawi, że siebie pokochamy. Dużo pisałam o tym w swojej książce, Miłość. Ścieżki do wolnościpokochanie siebie, takie prawdziwe, zaczyna się nie od ciała, ale od duszy. Naprawdę, wiem, co mówię, bo ja przez 30 lat próbowałam kochać siebie poprzez to, że mam idealne ciało. I nic z tego nie wyszło. Tak nie da rady.

W momencie kiedy zaczęłam docierać do swojej duszy, szanować ją, doceniać, zmieniło się także postrzeganie mojego ciała. Jestem duszą, która ma opakowanie takie, jakie ma. Ani lepsze, ani gorsze. Takie, które się z czasem zużywa, przestaje być takie idealne. Ale jestem wdzięczna za to, co mam. Zaczęłam kochać ciało za to, że dobrze mi służy. Niesamowite są momenty, kiedy podczas choroby zaczynamy dostrzegać, jak dużo nasze ciało dla nas robi.

Niedawno miałam problem z kręgosłupem, długo mi dokuczał. Ale to nie była wina kręgosłupa, tylko zbyt dużej ilości obowiązków, jakie na siebie wzięłam. I ty. moje kochane ciało, jesteś moim nauczycielem. Pokazujesz mi, uczysz mnie przez ten ból, żebym lepiej zorganizowała swoje życie zawodowe, tak żebym nie robiła sobie krzywdy. Żebym nie brała na siebie zbyt dużo obowiązków, żebym szukała balansu, równowagi w życiu.

Doceńmy, że to ciało robi wszystko, by nas wspierać, byśmy mogły doświadczać dobrostanu, dobrego życia. A my co? Krytykujemy je, patrzymy na nie z pogardą z powodu każdej niedoskonałości, wiecznie niezadowolone katujemy wyniszczającymi dietami czy nieludzkimi treningami, powtarzamy – więcej, lepiej, dawaj, dalej, do przodu…

– No ale przecież sport, treningi, aktywność są bardzo ważne, dzięki nim utrzymujemy ciało w dobrej kondycji, lepiej się czujemy i wyglądamy. Nie ma w aktywnym życiu przecież niczego złego, prawda?

– To zależy, o jakiej aktywności mówimy. Nie jestem w stanie oglądać niektórych trenerek fitness, które wiecznie zagrzewają do wysiłku – jeszcze zrób to, jeszcze tamto, końca tych wyzwań nie widać. Moim zdaniem stwarzają nierealne wzorce – jaka kobieta może poświęcić codziennie po kilka godzin, żeby pracować nad swoim „sześciopakiem”? To jest gonienie królika, którego nigdy się nie dogoni. Cały czas jest coś jeszcze. Naprawdę łatwo się zapętlić w tym dążeniu do doskonałości.

Kiedyś usłyszałam z ust jednej z trenerek, kobiety o idealnie wyrzeźbionym ciele, takie zdanie: zrobiłam 10 kilometrów, wróciłam do domu i pomyślałam, że w sumie powinnam jeszcze 10 zrobić. Strasznie okrutne to jest. Przy takim podejściu, choćbyśmy nie wiem co zrobiły, i tak nie jesteśmy z siebie zadowolone. I nasze ciało dostanie kolejną naganę…

Joga nauczyła mnie tego, że dbałość o zdrowie, ruch powinny być zrównoważone, harmonijne. Nic na siłę. Ruch najlepiej jest dostosować do własnych potrzeb, wybrać taki, żeby dobrze się z nim czuć. Jedna osoba uwielbia biegać, inna ćwiczyć pilates, inna woli jeździć na rowerze, jeszcze inna kocha taniec. Pamiętam dziewczynę, która przyszła na zajęcia jogi z potężną nadwagą i brakiem samoakceptacji, po stracie partnera. Bardzo poturbowana. Zaczęła chodzić na jogę, żeby nauczyć się kontaktu ze sobą, samoakceptacji. Ileż ona łez wypłakała, wykrzyczała, ale w końcu nauczyła się kochać siebie taką, jaką jest. A to spowodowało lawinę zmian w jej życiu. Zaczęła się zdrowo odżywiać, chudnąć.

A jak się troszczymy o siebie, to nie robimy sobie krzywdy. Nie jemy nieodpowiednich rzeczy, nie katujemy siebie nieodpowiednimi ćwiczeniami, tylko otwieramy siebie na rzeczy, które sprawiają nam radość. Ta dziewczyna została tancerką i tańczy tango. Dzisiaj podróżuje po całym świecie i jest szczęśliwa. Ale udało się jej zmienić życie, bo zaczęła od ukochania SIEBIE. Nie traciła kilogramów, nie pracowała nad sobą, żeby zasłużyć na miłość, dla partnera, tylko dlatego, że się o siebie troszczyła.

Afirmacje Agnieszki Maciąg – piękne życie zaczyna się od pięknych myśli i słów

– Powiedziałaś ważną rzecz – że walczymy o idealną sylwetkę, żeby zasłużyć na miłość, dla partnera. Kobiety są przekonane, że dzięki pięknemu ciału zdobędą serce ukochanego. I to jest błąd?

– Jeżeli partner odchodzi od kobiety dlatego, że ona źle wygląda, to dobrze, że sobie poszedł. Naprawdę zasługujemy na coś więcej. Nie powinnyśmy liczyć na to, że jak będę piękna, idealna i szczupła, to znajdę partnera, który będzie mnie kochał. Wielokrotnie widziałam sytuacje, kiedy mężczyźni byli z pięknymi kobietami tylko dlatego, że się mogli nimi pochwalić, popisać. One były dla nich ozdobą, dopełnieniem ich statusu społecznego. Wcale ich nie kochali. I to były straszne związki, naprawdę nie ma czego zazdrościć.

Natomiast jeśli kobieta nie jest idealna, a znalazła miłość, partnera, to powinna się z tego ogromnie cieszyć i w tej miłości uczyć się samoakceptacji. Mężczyźni wolą kobiety, które nie są idealne, ale siebie lubią, czują się swobodnie w swojej skórze. Bo dzięki temu, oni – też przecież nieidealni – mogą czuć się ze sobą dobrze. Jeżeli my jesteśmy w stosunku do siebie pełne akceptacji i miłości, to jesteśmy też takie w stosunku do partnera.

Ja bardzo kocham mojego Roberta za to, że on przez te 25 lat naszego związku, kiedy byłam piękna i mniej piękna, kiedy byłam szczupła i kiedy ważyłam zdecydowanie za dużo, zdrowa i chora, cały czas mnie kochał. Były i są momenty, kiedy ja się czuję niepiękna, a on i tak mnie kocha. Dzięki temu mam szansę doświadczyć, czym jest prawdziwa miłość. Kochajmy więc siebie, patrzmy na swoje ciało, swoją duszę, ale także na innych ludzi z miłością. Dzięki temu świat wokół nas będzie się stawał piękniejszy.

Najnowsze artykuły