Strona główna Najnowsze artykuły Kobiece kręgi – droga do siebie
Krąg kobiet, uśmiechają się, są w grupie, wspieraja się, kochają mówi o tym w wywiadzie Natalia Miłuńska
Strona główna Najnowsze artykuły Kobiece kręgi – droga do siebie

Kobiece kręgi – droga do siebie

autor: Dorota Mirska-Królikowska

W mediach społecznościowych wrze jak w ulu. Powstaje mnóstwo grup kobiecych, w których uczestniczki dyskutują, wspierają się, rozmawiają. A potem zwołują kręgi, czyli spotkania w realu. Gdzie wreszcie można spojrzeć sobie w oczy, uścisnąć dłoń, wysłuchać i zostać wysłuchaną. Czym są kręgi kobiet? Dlaczego stają się dla nas coraz ważniejsze i potrzebne O tym rozmawiamy z Natalią Miłuńską, antropolożką, edukatorką, niezależną ekspertką, założycielką Szkoły Śnienia i twórczynią programu pracy z cyklem miesięcznym www.miesiaczka.com.

Badania pokazują, że kobiety w Polsce działają coraz prężniej na wielu polach. Częściej niż mężczyźni studiujemy, jesteśmy aktywne zawodowo, rozwijamy samoświadomość, wyrażamy siebie własnym, mocnym głosem. Chcemy przy tym czuć ciepło i wsparcie ze strony swoich sióstr, przyjaciółek. Tworzymy więc kobiece kręgi, grupy wsparcia, a kiedy trzeba, wychodzimy na ulice, otwierając czarne parasolki, i walczymy o swoje prawa. Razem. Od początku ery patriarchatu, uciszane i spychane na margines, mówimy wreszcie: „Dość”. Wreszcie chcemy być sobą.

Ta nasza kobieca droga do siebie zaczęła się wiele lat temu. Doskonale pamiętam, kiedy piętnaście lat temu Natalia Miłuńska zakładała pierwszy „Czerwony namiot”, przestrzeń, w której kobiety mogły porozmawiać bezpiecznie, bez poczucia wstydu, o miesiączce, o fazach księżyca, o swoim ciele i jego potrzebach. Patrzono wówczas na nią trochę jak na dziwaczkę, trochę nawiedzoną… O miesiączce chcą gadać? Naprawdę nie mają o czym? Co za głupi temat… No nie głupi, po prostu kobiecy, naturalny – dla nas ogromnie ważny.

I to właśnie dzięki Aniji Miłuńskiej, jednej z pierwszych tzw. Zwołujących kręgi w Polsce, jej córce Natalii i kolejnym kobietom, które do nich dołączały, zwoływały kolejne kręgi i organizowały warsztaty dotyczące kobiecości, miał szansę powstać w Polsce silny, kobiecy ruch. Ruch, który przełamywał kolejne tabu i stereotypy kobiecości, w których tkwiłyśmy i często tkwimy nadal.

Poprosiłam Natalię Miłuńską o rozmowę na temat naszej, a także jej własnej, długiej, kobiecej drogi do siebie.

Czym są kobiece kręgi?

– Krąg jest formą spotkania, w którym nie ma hierarchii. Współcześnie bywa spotkaniem samym w sobie, ale bywa też używany jako forma komunikacji na warsztacie. Zazwyczaj po prostu przychodzimy w wyznaczone miejsce i rozmawiamy na jakiś ważny dla nas temat. Krąg symbolizuje równość. Podstawową zasadą jest brak hierarchii. Tu nie ma ważniejszych czy bogatszych, nie ma lepszych i gorszych, nikt nie „rządzi” – jesteśmy sobie równe.

Podczas spotkania w kręgu każda z nas siada i opowiada o jakimś ważnym dla siebie doświadczeniu. Ma okazję je nazwać i dzięki temu więcej zrozumieć, swobodnie wyrazić siebie. To kobieta decyduje, jak długo mówi, o czym mówi, na ile jest to osobiste. Co bardzo ważne – nie przerywamy sobie, nie udzielamy dobrych rad, nie oceniamy. Kręgi dają więc kobietom niesamowitą możliwość odzyskiwania własnego głosu. Kobiety zabierają głos publicznie, w społeczności, ale jest to bezpieczna przestrzeń. Dzięki temu możemy się nauczyć mówić głośno – to, co chcemy i jak chcemy. Wydaje mi się, że kobiety w Polsce bardzo tego potrzebują, ponieważ przez wieki trwania patriarchatu nasz głos został stłamszony. Byłyśmy uciszane, deprecjonowane, spychane na margines.

Myślisz, że w naszym kraju w jakiś wyjątkowy sposób pozbawiano nas głosu?

– Tak! Od 4 lat mieszkam w Hiszpanii i dzięki temu mogę porównać te dwie kultury. I widzę, że kobiety w Hiszpanii są o wiele bardziej ostre i zdecydowane – patrząc z naszej perspektywy. Mówią, co chcą, komunikują wprost swoje potrzeby, potrafią zawalczyć o siebie. A u nas? Znam jedną z bohaterek Solidarności. W tym ruchu było przecież mnóstwo kobiet. Ciężko pracowały na równi z mężczyznami, poświęcały się, narażały. A kiedy tylko system się zmienił, ich rolą stało się parzenie kawy… Musiała powstać książka Kobiety Solidarności, żeby pokazać ich zasługi. A dlaczego ta książka musiała powstać? Bo nie ma ich w głównym nurcie! Wywalczyły kolosalną zmianę, a potem usłyszały od swoich kolegów protekcjonalne: „Pani Kasiu, pani Bożenko, pani zaparzy kawę, bo my tu teraz decyzje podejmujemy”.

I w nas, Polkach, cały czas tkwi zakorzeniony stereotyp, że kobieta usuwa się na drugi plan. Dopiero jesteśmy w procesie odzyskiwania swojego głosu i czucia swojej siły. Dopiero uświadamiamy sobie, że w ogóle mamy jakąś siłę. Nie musimy się tak poświęcać, ustępować innym, usługiwać. Możemy też mieć swoje życie. I na pewno krąg jest taką przestrzenią, do której wchodzisz, żeby odzyskać swoje życie, nabrać odwagi, by tupnąć nogą. I wiesz, że nie jesteś w tym sama!

To jest druga ważna rola kręgu – my, kobiety, potrzebujemy tego, abyśmy były usłyszane przez siebie nawzajem. Potrzebujemy poczucia, że ktoś z nami empatyzuje. Że są inne osoby, dla których jesteśmy ważne, że ktoś słucha tego, co czujemy, co przeżywamy, kim jesteśmy, kim chcemy się stać.Tu nie musimy powtarzać stereotypów, nie musimy mówić tego, co nam się wydaje, że wypada czy trzeba powiedzieć. Uczymy się tutaj mówić SWOJĄ prawdę.

Kręgi kobiet odpowiadają na naszą wielką potrzebę, żebyśmy mogły wyrażać i słyszeć SIEBIE.

Ale krąg to nie tylko spotkania. W tej formule możemy także prowadzić warsztaty rozwojowe dla kobiet – pracujemy wówczas w grupie nad jakimś konkretnym problemem lub tematem. Mogą to być np. warsztaty poświęcone miesiączce, rodzicielstwu, menopauzie itd.

Pamiętasz swój pierwszy krąg? Jak tam trafiłaś?

– 20 lat temu moja mama Anija Miłuńska zakładała w Polsce pierwsze kręgi kobiet. Stworzyła swój autorski program warsztatów rozwojowych, w trakcie których eksplorowała temat kręgów, ale też różnych wzorów związanych z byciem kobietą. A ja byłam w takim momencie w życiu, gdy chciałam spotykać się z kobietami, więc w pewnym momencie po prostu dołączyłam do jednego z kręgów. Pytasz, czy pamiętam… ;-) Ja tego nigdy nie zapomnę! Tych niezwykłych emocji, jakie temu towarzyszyły. Pracowałyśmy z baśniami i innymi tekstami kultury. Przyglądałyśmy się temu, co to znaczy być kobietą, jakie są wzory zachowań, które mamy uwewnętrznione – Kopciuszek czekający na księcia, Królewna Śnieżka uciekająca przez macochą, Syrenka poświęcająca się dla ukochanego… Zastanawiałyśmy się, czy możemy te stereotypy – wtłaczane dzieciom „od zawsze” – zmienić.

Podczas tych spotkań aż kipiało od twórczej energii, poweru takiego, że wow! Pamiętam ten moment, kiedy spojrzałyśmy po sobie i odkryłyśmy coś niezwykłego: „Może my wcale NIE MUSIMY PODLEGAĆ temu, czego zostałyśmy nauczone, i tego powielać? Przecież MOŻEMY STWORZYĆ coś nowego, nowe rozumienie kobiecości, takie, jakie nam pasuje. I to na różnych poziomach – intelektualnym, emocjonalnym oraz w kontakcie z naszym ciałem. Nagle zauważyłyśmy, że mamy ciało! I że to znaczy dla nas więcej niż tylko to, że ono ma ładnie wyglądać i być przyjemne dla innych. To właśnie podczas tych spotkań odkryłam swoją drogę związaną z ciałem i stworzyłam autorski warsztat „Czerwony namiot” poświęcony miesiączce.

Dlaczego akurat miesiączce?

– Ponieważ sama przez długi czas cierpiałam na bardzo bolesne miesiączki. Nic mi nie pomagało. Ale dzięki temu, że trafiłam do kręgu, zrozumiałam, że mogę się komunikować ze swoim ciałem. Odkryłam, co ono do mnie mówi. I… jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ból minął. Miałam 21 lat i był to dla mnie totalny przełom. Zrozumiałam, co się ze mną dzieje, i nauczyłam się pracować z ciałem, tak że samodzielnie uporałam się z tak trudną przypadłością, jak bolesna miesiączka. Zaczęłam eksplorować ten temat, uczyć się i przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie innym kobietom.

„Czerwony namiot” był i jest taką przestrzenią, w której korzystamy z formuły kręgu. Ponieważ skupiamy się na ciele, dużo także tańczymy, pracujemy w ruchu. Trudno jest nauczyć się współpracować z ciałem, tylko o nim rozmawiając. Ale to także przestrzeń, w której każda z kobiet może opowiedzieć o swoim doświadczeniu związanym z ciałem, miesiączką, cyklem. Zwróć uwagę, że kiedy w pracy czy podczas towarzyskich spotkań pada temat miesiączki, to w dobrym tonie jest na nią ponarzekać. Że ona jest taka okropna, beznadziejna i chciałybyśmy jej nie mieć. Ale tak naprawdę jest to tylko zwyczaj społeczny – wszyscy wiemy, co należy powiedzieć, więc korzystamy ze schematu. A potem przychodzą do mnie kobiety i mówią: „Wiesz, to jest pierwsza sytuacja, gdy mogę swobodnie powiedzieć, że lubię tę moją miesiączkę albo ona mi nie przeszkadza”.

Kręgi dają kobietom siłę. Dzięki nim możesz wyjść z samotności, izolacji. Kiedy jesteś wśród innych kobiet, możesz przekonać się, że nie ty jedna masz dany problem. Razem możemy znaleźć rozwiązanie.

W ciągu wielu lat „Czerwony namiot” się zmieniał, ewoluował. Podczas setek godzin pracy z kobietami i własnego pogłębiania wiedzy zwróciłam uwagę, że nie tylko miesiączka jest interesująca, ale również cały nasz miesięczny cykl. Podczas warsztatów i wykładów, które prowadziłam w całej Polsce, starałam się pomagać kobietom oswoić z ciałem i sprawić, żeby spojrzały na cykl nie jak na jakąś przeszkodę czy ciężar, tylko jak na źródło siły i wsparcia. To ogromnie ważne dla nas, żebyśmy zaczęły obserwować swój cykl i z nim współpracować. Kiedy tak na niego spojrzymy, przekonamy się, że jest naszą wyspą skarbów, z której możemy czerpać ogromne profity. Dlatego cały mój program nazwałam „Mój cykl jako wyspa skarbów”.

Super nazwa! I jakie skarby możemy odkryć w naszym kobiecym cyklu?

– Zacznijmy od tego, żeby zaakceptować to, że funkcjonujemy w cyklu, podczas którego nasze samopoczucie, emocjonalność, poziom energii się zmieniają. Przed owulacją oraz w jej trakcie mamy fazę przypływu energii (czas ekstrawertyczności), a przed miesiączką i podczas niej fazę odpływu energii (czas introwertyczności). I jeśli nic o tych cyklicznych przemianach nie wiemy lub je ignorujemy, to jest tak, jakbyśmy cały czas szły pod prąd, walczyły z silnym nurtem (np. kiedy w fazie odpływu usiłujemy intensywnie pracować czy spotykać się z wieloma ludźmi). Jeśli masz 20 lat, to jeszcze dajesz radę i walczysz z tym prądem, ale kiedy kończysz 30 czy 40 lat, to jesteś już wykończona.

Tymczasem wystarczy poznać fazy swojego cyklu i dokładnie, z kalendarzem w ręku, określić je, tak aby wszystkie jego skarby ukazały się naszym oczom. W fazie owulacyjnej (po miesiączce) hormony cię niosą, dają ci kopa i totalny power. Jajo owulacyjne jest jak małe słońce – wiele kobiet doświadcza w tym czasie wybuchów twórczej energii. Owulacja to ekspansja, ekspresja, zajmowanie miejsca, wyrażanie siebie – to wielki ogień. To też umiejętność bycia osobą ognistą. Najfajniejsze inicjacje dla dziewczynek z różnych kultur, jakie znalazłam, mówią o tym, że dziewczynka, wkraczając w dorosłość, zyskuje prawo do swojego ognia. Rozumianego nie tylko jako domowe ognisko, ale ognia pojmowanego jako twórczość, energia, również ta seksualna, jasne widzenie.

Owulacja to energia, którą masz, żeby coś zmieniać, działać, robić. Wpisz więc w kalendarz intensywne treningi, spotkania, szkolenia – wszystko, co wymaga działania i jasnego umysłu. Korzystaj z ognia, który teraz masz w sobie.

Ale pamiętaj, że po tej fazie przychodzi fala odpływu – ona również niesie skarby, ale innego typu. Czas przedmiesiączkowy to czas, gdy zanurzasz się w sobie, mocno odczuwasz emocje.

I to jest w naszej kulturze wyzwanie, ponieważ w Polsce czucie kojarzy się ze słabością. Jeśli więcej czujesz, to jesteś bardziej miękka i słaba, łatwiej cię ustawić czy zniszczyć. A ja odkryłam, że czucie i świadomość własnych emocji oraz umiejętność ich nazywania, czyli pogłębione kompetencje emocjonalne, mogą być źródłem dużej siły.

Fala odpływu to też etap, w którym potrzebujesz czasu dla siebie – możesz się wówczas trochę wycofać z aktywności, odpocząć…

Myślę, że to jest dopiero wyzwanie w naszej kulturze. My nie umiemy odpoczywać…

– Dokładnie tak. Kobiety w Polsce nie mają prawa do odpoczynku. To jest najbardziej dyskutowane zagadnienie na wszystkich warsztatach – czy mogę dać sobie prawo do odpoczynku? Czy mogę odpoczywać wtedy, kiedy mam miesiączkę (i tuż przed nią)? I zwykle podczas takiego kobiecego kręgu nagle pojawia się błysk w oku i pada obrazoburcze pytanie: „A może mogłybyśmy odpoczywać zawsze wtedy, kiedy jesteśmy zmęczone? Nie, nie możemy! A może możemy?”. To pokazuje rzeczywistość kobiet w naszym kraju.

Dlatego podczas warsztatów używam określenia „prawa ciała”. Że skoro jako kobiety mamy prawa wyborcze, prawo do edukacji, do własnego konta w banku, to jesteśmy teraz na takim etapie, że potrzebujemy mieć prawo do odpoczynku. I to jest bardzo trudne, ponieważ jak pokazują badania statystyczne*, na kobiety w Polsce spada większość obowiązków domowych: zmywanie, sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi itd. Wniosek? Pracujemy na dwa etaty. A więc pracujesz na dwa etaty i jesteś przekonana, że tak musi być. I do tego masz mocny kulturowy wzór, że jak się poświęcisz i będziesz Matką Polką, to wtedy jesteś w porządku. Otrzymujesz wówczas akceptację, nawet sama od siebie „od środka”. Takie myślenie sprawia, że danie sobie prawa do odpoczynku jest naprawdę bardzo trudne.

W ramach moich warsztatów uświadamiamy sobie to, jak bardzo jest nam ten odpoczynek potrzebny. Co on nam daje. Jak ogromnie ważne jest, żeby przez kilka dni w miesiącu odpuszczać i robić konieczne minimum, dać sobie czas, żeby pobyć ze sobą, żeby trochę się wycofać. Może nie będzie to początkowo łatwe, ale warto nauczyć naszą rodzinę, żeby nam na to pozwoliła, żeby uszanowała prawa naszego ciała. Taka praca z cyklem może przynieść rewolucyjne zmiany w codzienności.

Widziałam już w sprzedaży kalendarze i planery dla kobiet uwzględniające miesięczny cykl, a także fazy księżyca…

– Fajny pomysł. Naprawdę warto poznać siebie, swoje ciało, jego potrzeby i z nimi współgrać. To daje ogromne, bardzo konkretne i wymierne korzyści. Kobiety przychodzące na moje warsztaty mówią, że po tym, jak nauczyły się współgrać ze swoim cyklem, zmieniły swoje życie, mają więcej energii do pracy, a jednocześnie dają sobie pozwolenie na odpoczynek, lepiej czują się w swoim ciele, przestają się nieustannie oceniać i krytykować. Tak jak mówiłam: wyspa skarbów ;-)

A czym jest krąg snów – inna forma kręgu, którą prowadzisz?

– Na warsztatach kręgowych Aniji pojawiał się co jakiś czas temat snów. Ponieważ od zawsze miałam ważne, niesamowite sny, bardzo mnie to ciekawiło. Podczas jednej ze swoich podróży poznałam Connie Kaplan, amerykańską nauczycielkę śnienia, od której nauczyłam się, jak prowadzić krąg snów – spotkanie, podczas którego ludzie dzielą się snami i odpowiadają na nie. Przez pięć lat prowadziłam potem w Warszawie krąg snów, który spotykał się nieprzerwanie co dwa tygodnie. Policzyłam, że wysłuchałam i przepracowałam ponad 2000 snów! To dało mi dużą wiedzę i sprawiło, że założyłam Szkołę Śnienia, w której teraz uczę inne kobiety, jak prowadzić krąg snów.

W kręgach i innych grupach kobiecych często spotyka się termin „siostrzeństwo”. Co ono dla ciebie znaczy?

– Termin siostrzeństwo” przeszedł do przestrzeni publicznej z ruchu kręgowego oraz ze środowisk feministycznych – odkąd dziewczyny tworzyły pierwsze manify, to określenie zawsze tam funkcjonowało. I wbrew pozorom wcale nie jest ono łatwe do zinterpretowania. Bo jeśli ktoś myśli, że dziewczyny, które spotykają się w duchu siostrzeństwa, słodzą sobie i są dla siebie miłe, to bardzo się myli.

Podczas jednego w warsztatów Aniji dotyczących właśnie siostrzeństwa omawiałyśmy baśń o Kopciuszku. Oczywiście wszystkie wiemy, że Kopciuszek jest biedny, uciskany, pracowity, zasuwa w popiele i ma dwie wredne siostry. Przyjrzyjmy się im – są bardzo niepewne siebie, chciałyby zostać zaakceptowane i wybrane przez Księcia, ale cały czas spotyka je odrzucenie. Matka im radzi: „Obetnij sobie piętę, obetnij palec” – żeby tylko się dostosować, wepchnąć w pantofelek społecznych oczekiwań. Więc te dwie siostry wcale nie mają łatwo i przyjemnie, ale stoją na wyższej pozycji niż Kopciuszek, więc nieźle go mobbingują i dręczą.

To jest właśnie baśń o zaprzeczeniu siostrzeństwa. O kobiecej tęsknocie, żeby ktoś nas wybrał i potwierdził, że jesteśmy w porządku, jesteśmy piękne i wartościowe. Anija zaproponowała, żeby wyjść z tego układu wrednych sióstr, które rywalizują o względy królewicza, i zrobić bal siostrzeństwa. A siostra nie ocenia siostry. Nie dowali jej. W trudnej, publicznej sytuacji wstawi się za nią, zamiast jej wbić nóż w plecy, okaże jej wsparcie. Ale żeby stać się siostrą dla drugiej kobiety, trzeba przestać się z nią porównywać.

Dopóki my, kobiety, porównujemy się ze sobą nawzajem, trudno jest nam się polubić i wspierać, ponieważ inne kobiety stają się naszą konkurencją. I niestety bardzo srogo je oceniamy.

Ale jak to zrobić? Jak przestać się porównywać z innymi? Robimy to przecież nieustannie…

– Zbudować swoją wartość na własnych zasadach i przestać szukać potwierdzenia na zewnątrz. I to właśnie dają kręgi – budujemy w nich osadzenie się w sobie, wewnątrzsterowność. Jeśli ty w głębi siebie będziesz pewna swojej wartości, to nie będziesz potrzebowała kogoś, kto ci powie, że jesteś ok. Nie wzruszy cię też, jeśli ktoś ci powie, że jesteś beznadziejna. I dopiero wtedy, gdy przestaniesz być uzależniona od oceny z zewnątrz, możesz znaleźć się w relacjach siostrzanych z innymi kobietami.

Jeżeli jesteś pewną swojej wartości kobietą, to nie potrzebujesz tego, by czuć się lepiej kosztem drugiej kobiety (ponieważ czujesz się dobrze sama ze sobą), masz za to w sobie przestrzeń na ciekawość. Ciekawi cię, jaka może zaistnieć pomiędzy tobą a drugą kobietą relacja. Jeśli ta kobieta odnosi sukces, to nie czujesz się zagrożona, tylko się nim cieszysz. Jeżeli jesteś niepewna siebie i cały czas tkwisz w poczuciu, że może jesteś gorsza, to co się dzieje, jeśli twoja przyjaciółka odnosi sukces? No niby się z niego cieszysz, ale tak naprawdę jesteś zawistna i wbijasz jej szpilę.

Dopóki szukasz potwierdzenia swojej wartości ze strony osób z zewnątrz, będziesz grała w grę – mówiąc słowami Aniji – w lepszą i gorszą. Będziesz się porównywać z innymi kobietami, będziesz je oceniać, nie będziesz dla nich siostrą…

– …tylko największym wrogiem! Włosy się jeżą na głowie, kiedy czyta się w mediach społecznościowych komentarze, jakie niektóre kobiety kierują pod adresem innych, zwłaszcza tych wyjątkowo ładnych, zgrabnych, niezależnych, odważnych. Czasami mam wrażenie, że okrutną krytyką chcą się przypodobać mężczyznom…

– W feministycznym ruchu ta postawa zyskała nazwę strażniczki patriarchatu, strażniczki opresji kobiet. Taka kobieta oczekuje od mężczyzn aprobaty, szuka w nich autorytetu. Pilnuje, żeby żadna inna kobieta nie wyskoczyła ponad nią – wszystkie musimy równać w dół. Jeżeli wystajesz – dostajesz „bęcki”. Siostrzeństwo jest na przeciwległym biegunie. Tylko że jeżeli my, kobiety, rywalizujemy ze sobą i jesteśmy niepewne siebie, to osiągnięcie siostrzanych relacji wcale nie jest łatwe.

Ale z moich obserwacji wynika, że jesteśmy na drodze do siostrzeństwa. Jest w nas wielka potrzeba i tęsknota, żebyśmy my, kobiety, były ze sobą razem, wspierały się nawzajem. Chcemy przekazać swoim dzieciom inne, lepsze wzorce niż te, które dostałyśmy od poprzednich pokoleń. Pragniemy tworzyć bardziej przyjazną rzeczywistość. Widzę, że kobietom się chce, że się organizują, próbują zmieniać świat i w robieniu tej zmiany bardzo potrzebują innych kobiet. Uważam, że cały ruch związany z kręgami, strajkami, wielkie pragnienie kobiet w Polsce, żeby rozwijać swoją samoświadomość, poczucie własnej wartości, pokazuje, że idziemy w dobrym kierunku. Odnajdujemy siebie.

Najnowsze artykuły