Strona główna Najnowsze artykuły Nauka w pandemii, czyli szkoła życia dla dzieci
Nauka w pandemii była dla dzieci szkołą życia. Jakie są jej efekty? Opowiada Patrycja Świtka nauczycielka z Leśnej Szkoły Puszczyk w Białymstoku. Na zdjęciu dziewczynka w żółtym swetrze siedzi przed laptopem w domu i uśmiecha się do aparatu.
Strona główna Najnowsze artykuły Nauka w pandemii, czyli szkoła życia dla dzieci

Nauka w pandemii, czyli szkoła życia dla dzieci

autor: Izabela Nowakowska-Teofilak Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Według szacunków UNESCO od marca do połowy kwietnia do szkół nie chodziło ponad 1,6 miliarda dzieci na świecie. Wielu rodziców martwi się, że czas zdalnej edukacji spowodował u ich pociech duże zaległości w nauce, które trudno będzie odrobić. Te obawy potwierdzają eksperci. Niektórzy piszą wręcz o straconym pokoleniu. A nam się wydaje, że to pokolenie może wszystkich mocno zaskoczyć. Rozmawiamy o tym z Patrycją Świtką, nauczycielką z Leśnej Szkoły Puszczyk w Białymstoku.

Specjaliści z Banku Światowego wyliczyli, że uczniowie w minionym roku opanowali nawet 70 proc. wiedzy mniej, niż powinni przyswoić. Natomiast z badań globalnej firmy doradczej McKinsey przeprowadzonych w ośmiu krajach wynika, że nauczyciele ocenili efektywność nauki zdalnej na 48 procent. Skutki tego pierwszego w dziejach eksperymentu edukacyjnego podobno będziemy odczuwać przez lata…

Poza sztywnymi ramami edukacji

Proponuję zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na to wszystko z innej strony. Może paradoksalnie pandemia pierwszy raz dała dzieciom szansę uczyć się tak, jak chcą, i tego, czego chcą. Pozwoliła im wymknąć się ze sztywnego gorsetu systemu edukacji i zdobyć umiejętności, które ukształtowały ich jako samodzielnych, kreatywnych, odważnych i pewnych siebie ludzi? Czy naprawdę bez szkoły dzieci niczego mądrego się nie uczą, a podstawa programowa i oceny na świadectwie kształtują nas jako ludzi? Koniec tego nietypowego roku szkolnego to dobry moment, żeby zadać sobie te pytania.

W latach 1996–1999 w Niemczech przeprowadzono badanie, które po doświadczeniu zdalnej edukacji wydaje się szczególnie interesujące. Zbierano wypowiedzi ludzi w różnym wieku, ze wszystkich warstw społecznych i o różnym poziomie wykształcenia. Rodziców, dziadków, wychowawców, młodzieży, naukowców zajmujących się badaniem umysłu, psychologów studiujących rozwój człowieka, socjologów medycznych i dydaktyków nauczania w szkołach podstawowych.

Przeprowadzono ponad 150 rozmów, wszystkim zadano to samo pytanie: czego oczekują od współczesnych siedmiolatków pod względem ich wiedzy o świecie? Dlaczego akurat siedmiolatki? Bo w wielu kulturach to magiczna liczba, wiek, w którym dzieci przechodzą od edukacji przypadkowej do sformalizowanej. W wyniku tego eksperymentu stworzono listę umiejętności, które dziecko w tym wieku powinno opanować. Siedmiolatek:

  • potrafi odczuwać własną obecność jako coś pozytywnego
  • umie dotrzymać tajemnicy
  • pamięta o dotrzymaniu przyrzeczenia
  • wspina się na drzewo
  • wie, jak pachną różne gatunki owoców
  • potrafi opiekować się chorym
  • opisuje przykład niesprawiedliwości
  • zna takie pojęcia, jak: zazdrość, tęsknota za domem, gościnność, głos wewnętrzny, nieporozumienie
  • umie podać przykład różnicy między wartością materialną a sentymentalną rzeczy
  • potrafi wykonywać sztuczki magiczne i opowiadać dowcipy
  • umie wbić gwóźdź, wkręcić śrubkę, wymienić baterię
  • zna kształty liści, wie, co w przyrodzie jest jadalne, a co nie
  • zna kolor swoich oczu
  • odczuwa dumę z bycia dzieckiem. Tylko dzieckiem

Jak nauczyć dziecko pozytywnego myślenia?

Patrycja Świtka o nauce w dobie pandemii

Izabela Nowakowska-Teofilak: Zawartość listy umiejętności dziecka daje do myślenia, bo kompletnie nie ma na niej rzeczy, których uczymy się w szkole

Patrycja Świtka: Żadna z tych umiejętności nie jest twardą wiedzą, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie takie miękkie kompetencje kształtują nas jako ludzi. Podczas pandemii dzieci ćwiczyły je jak nigdy dotąd. Poznały realną troskę o zdrowie własne i najbliższych. Wiele z nich miało ograniczony kontakt z dziadkami, doświadczyły więc realnie, czym jest tęsknota. Pojęcie odpowiedzialności również przestało być czystą abstrakcją. Podobnie jak bakterie, zarazki czy wirusy. Dzieci bez wątpienia wiedzą już, skąd się biorą infekcje i jak należy opiekować się chorym.

Wiele z nich niestety zaliczyło także najtrudniejszą lekcję, czyli pożegnanie kogoś bliskiego. Większość wreszcie mogła nacieszyć się towarzystwem rodziców, obserwować ich w czasie pracy, dowiedzieć się, na czym ona polega. Podczas lekcji online zobaczyły, że nauczyciel jest nie tylko mentorem, ale także człowiekiem z różnymi słabościami, że nie jest wszechwiedzący i że dla niego ten czas również jest trudny. W zderzeniu z technologiami, których do tej pory nie znaliśmy i nie używaliśmy, często byliśmy bezradni.

Tymczasem dzieci z obsługą komputera, różnego typu programów czy aplikacji radziły sobie doskonale. Bywało, że prosiłam uczniów o pomoc w rozwiązywaniu problemów technicznych. Dla nich to był szok, nowe doświadczenie. Nagle role się odwróciły, nauczyciel, który do tej pory uczył i wymagał, teraz potrzebuje ich wiedzy i wsparcia. To doświadczenie z pewnością dodało im pewności siebie, wiary we własne możliwości, wzmocniło samoocenę, nauczyło empatii, wyrozumiałości, cierpliwości. Czas pandemii był ważną szkołą życia.

– Ale to nie przekłada się na oceny, bo z wszystkich raportów wynika, że wyniki w nauce są słabsze niż kiedykolwiek.

– W czasie edukacji zdalnej wiedza uczniów była właściwie niemierzalna. Ocenianie sprawdzianów i testów mijało się z celem, bo trudno było powiedzieć, kto właściwie tę piątkę czy szóstkę dostaje: uczeń, rodzic, wujek czy babcia? Dzieci miały możliwość korzystania z różnego typu pomocy poza naszą kontrolą. Jeden z chłopców oddał mi pracę, która była po prostu skopiowana z internetu. Kiedy zapytałam go, dlaczego to zrobił, powiedział, że nie miał wyjścia, bo na zadany temat po prostu nic nie wiedział. Był pewien, że dostanie jedynkę, ale wyjaśniłam mu, że to nie tylko jego porażka, ale przede wszystkim moja, jako nauczyciela. Bo jeśli on nic nie wie, to znaczy, że ja mu tę wiedzę źle przedstawiłam, że muszę szukać innych sposobów, by do niego dotrzeć. Ta rozmowa podziałała na niego lepiej niż jakakolwiek ocena.

W czasie zdalnej edukacji szybko zrezygnowałam z klasycznego systemu ocen. Jeśli już musiałam, oceniałam pracę i zaangażowanie, nie wiedzę. Z mojego doświadczenia wynika, że oceny to najgorsze zło naszego systemu szkolnictwa. Na jednych działają paraliżująco, blokują, wywołują strach, który negatywnie wpływa na proces uczenia. Na innych z kolei wpływają jak afrodyzjak, uzależniają i przysłaniają wszystko inne, wtedy dziecko uczy się dla ocen, nie dla siebie. A tymczasem dobre oceny od dawna nie są podstawą pewnej przyszłości.

Nie można zakładać, że jeśli dziecko jest prymusem w szkole, to na pewno osiągnie sukces w życiu. Dzieci wychowywane w takim przekonaniu często kończą jako dorośli z depresją, bo w zderzeniu z rzeczywistością czują się oszukane albo mają poczucie, że zawiodły. Gorsze oceny w tym roku niekoniecznie wynikają z mniejszego zaangażowania dzieci. Może po prostu zaczęły uczyć się tego, co je interesowało, wychodząc poza kanon, słowa klucze, podstawę programową i to, czego wymaga od nich system. Może nie jest to wcale pokolenie stracone, jak twierdzą niektórzy eksperci, a pokolenie ludzi świadomych swoich pasji i zainteresowań, indywidualistów, wybitnych specjalistów. Zdecydowanie za mało ufamy dzieciom.

Dr Katarzyna Simonienko o swobodnej zabawie dzieci na świeżym powietrzu

– Artur Fisher, należący do elity niemieckich wynalazców, powiedział, że każde dziecko tryska pomysłami, ale po kilku latach w szkole mu to mija, bo wciska się je w zbyt ciasny gorset.

– Niestety to prawda, ale pandemia bez wątpienia ten gorset poluzowała i jestem przekonana, że dziecięca wyobraźnia oraz ciekawość świata to dobrze wykorzystały. Jeśli chcemy wspierać rozwój dziecka, powinniśmy przede wszystkim umacniać w nim zdolność do bycia swoim własnym nauczycielem.

– Znajoma opowiedziała mi anegdotę z lekcji online, podczas której pani od geografii wspomniała o polityce kontroli populacji w Chińskiej Republice Ludowej. Uparcie ignorowała jednak pytania uczniów o to, co Chińczycy robili z tymi „nadliczbowymi dziećmi”. Po chwili jeden z chłopców krzyknął: „Już wiem! W internecie napisali, że oni te dzieci zabijali!”.

– Dla jednych będzie to opowieść o niekompetentnej nauczycielce, która przedstawiła temat pobieżnie i unikała odpowiedzi na trudne pytania. Nie oceniam, bo prowadzenie lekcji online było dla nas naprawdę dużym wyzwaniem. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim historia o zaradnym, ciekawym świata chłopcu, który ignorowany doskonale poradził sobie sam i z czeluści internetu wydobył odwiedź na nurtujące go pytanie.

Wiedza zdobyta w ten sposób z pewnością zostanie z nim na dłużej, niż gdyby uzyskał ją w formie nudnego wykładu. Informacja, na której opiera się właściwie cały nasz klasyczny system szkolny, to nie tylko coś różnego od wiedzy, ale w pewnym sensie jej przeciwieństwo.

– Dlaczego?

– Informacja narzuca nam określony sposób widzenia rzeczywistości. Tymczasem wiedza powstaje w procesie wymiany ze światem, w którym bierze udział całe ciało. „Wyjaśnij mi, a zapomnę. Pokaż mi, a będę pamiętać. Pozwól mi to zrobić, a zrozumiem”. Ta konfucjańska maksyma znajduje potwierdzenie w najnowszych odkryciach w dziedzinie badania mózgu. U małego dziecka synapsy wytwarzają się przede wszystkim wtedy, gdy jest ono aktywne, działa samodzielnie. Dziecko nie powinno poznawać świata jako czegoś gotowego, musi odkrywać go na nowo. A na to dotychczas w szkolnej podstawie programowej było niewiele czasu. Miniony rok to zmienił.

Czy nauka zdalne przyniosła dzieciom jakieś korzyści? Dziewczynka ze słuchawkami na uszach siedzi w swoim pokoju przed laptopem i uczestniczy w lekcjach online.

– Zwykliśmy myśleć, że wiedza to przede wszystkim fakty i informacje, daty, wydarzenia, wzory…

– Tymczasem wiedza to także wątpliwości, pytania bez odpowiedzi, sprytne zgadywanie, fragmenty wspomnień dziecka, rutynowe czynności, umiejętność decydowania: to mnie nie interesuje, a to z kolei bardzo. Wiedzieć nie znaczy dużo o czymś mówić, wkuwać na pamięć wzory i regułki. Wiedzieć to potrafić coś zrobić. A tymczasem umiejętności praktyczne były dotychczas bardzo niedoceniane. Lekcje online to zmieniły, bo wygenerowały mnóstwo problemów i przeszkód technicznych, z którymi dzieci musiały sobie poradzić.

– Albo robili to za nich rodzice.

– Na początku rodzice faktycznie byli bardziej niż kiedykolwiek zaangażowani w edukację dzieci. Ale czy to z perspektywy czasu było takie złe? Wreszcie zamiast rutynowego pytania „Jak w szkole?” mogliśmy zobaczyć, jak wyglądają lekcje i w jaki sposób nasze dziecko się na nich zachowuje. Słucha z zainteresowaniem, jest aktywne, czy też przysypia ze znudzenia? Z moich obserwacji wynika, że na początku dzieciom wyraźnie brakowało zwykłej aktywności związanej z ukierunkowywaniem i kontrolowaniem upływu czasu, jednak po pierwszym szoku szybko przyzwyczaiły się do nowej rzeczywistości i doskonale radziły sobie bez pomocy dorosłych.

Rodzice wielu moich uczniów pracowali poza domem, a dzieci, mimo tego że nikt ich nie pilnował, zawsze punktualnie włączały się do lekcji. Myślę, że w finale tego edukacyjnego „eksperymentu” u wielu dzieciaków rozwinęło się poczucie wewnętrznej siły i niezależności, dzieci stały się bardziej kreatywne. Musiały kompletnie przeorganizować swoją codzienność, zacząć poniekąd od zera. Na to zawsze potrzeba siły, ale jednocześnie takie doświadczenie również daje siłę. Własną.

Jak nastolatki radzą sobie z izolacją w trakcie pandemii COVID-19?

– Czyli edukacja zdalna nie była kompletną porażką?

– Absolutnie, nawet mimo jej licznych mankamentów. Wiadomo, że wiele dzieci miało problem z dostępem do komputerów czy internetu, a tym samym utrudniony kontakt z nauczycielem. Nie bez znaczenia było także odizolowanie od rówieśników i ograniczona możliwość wyjścia z domu. Najdotkliwiej odczuły to bez wątpienia dzieci z rodzin patologicznych i przemocowych.

Pamiętajmy jednak, że gdyby ta pandemia wybuchła w czasach, kiedy to my chodziliśmy do szkoły, czyli trzydzieści, czterdzieści lat temu, wszyscy pozostalibyśmy bez jakiejkolwiek formy edukacji, bo nie było wówczas ani takich narzędzi, ani technologii. Być może wtedy można by było mówić o straconym pokoleniu, ale z pewnością nie teraz.

– Niektórzy twierdzą jednak, że dzieci najlepiej uczą się od ludzi, a nie od programów.

– Idąc krok dalej, można powiedzieć, że dzieci nie da się niczego nauczyć, mogą tylko nauczyć się same. A w czasie zdalnej edukacji wreszcie miały do tego przestrzeń. Bardzo wierzymy w moc instytucji, jaką jest szkoła, tymczasem, jak twierdzą niektórzy eksperci, 90 proc. wychowania odbywa się dzięki wydarzeniom w świecie, a nie naszym wychowawczym staraniom. Warto o tym pamiętać.

Więcej informacji znajdziesz tu:

  1. Unesco (2021). One year into COVID-19 education disruption: Where do we stand? Pobrano z: https://en.unesco.org/news/one-year-covid-19-education-disruption-where-do-we-stand
  2. Chen, L.K., Dorn, E., Sarakatsannis, J., Wiesinger, A. (2021). Teacher survey: Learning loss is global – and significant. Pobrano z: https://www.mckinsey.com/industries/public-and-social-sector/our-insights/teacher-survey-learning-loss-is-global-and-significant
  3. Elschenbroich, D. (2003). Co siedmiolatek wiedzieć powinien. Warszawa: Wydawnictwo Cyklady.
  4. https://www.worldbank.org/en/search?q=education+online+covid+efficiency+&currentTab=1

Najnowsze artykuły