Strona główna Dziecko Leśna szkoła – czego uczą się dzieci w szkole w środku lasu?
Leśna szkoła - na czym polega edukacja terenowa? Czego uczą się dzieci w szkole leśnej? Widok z dołu na dzieci stąpające ostrożnie po gałęzi drzewa, która zawisła w powietrzu.
Strona główna Dziecko Leśna szkoła – czego uczą się dzieci w szkole w środku lasu?

Leśna szkoła – czego uczą się dzieci w szkole w środku lasu?

autor: Izabela Nowakowska-Teofilak Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Szkoła leśna. Tu salą lekcyjną jest leśna polana, nie ma ocen, kartkówek ani podziału na klasy. Dzieci w różnym wieku uczą się razem, do nauczycieli mówi się po imieniu, a lekcje trwają tyle, ile potrzebują uczniowie. Pełna beztroska? Pytamy Agnieszkę Kudraszow, współzałożycielkę Leśnej Szkoły Puszczyk w Białymstoku.

Agnieszka Kudraszow: W leśnych szkołach jest dużo wolności, ale nie ma samowoli. Realizujemy tematy z podstawy programowej, tylko w inny sposób niż w klasycznym modelu szkolnictwa. Wiedza nie jest prezentowana w sposób podawczy, dzieci zdobywają ją same. Nie siedzą w ławkach, nie są odpytywane przy tablicy.

Lekcje oparte są na pedagogice przeżyć, okazjach pedagogicznych, których w naturalnym, bioróżnorodnym środowisku jest mnóstwo. Podążamy za potrzebami i możliwościami uczniów. W leśnej szkole zarówno nauczyciele, jak i uczniowie nie są oceniani i porównywani. Mogą realizować swój plan dydaktyczny niezależnie, mają w tej kwestii pełną wolność.

Izabela Nowakowska-Teofilak: Brzmi pięknie, ale jak bez ocen sprawdzić, w jakim stopniu dziecko przyswoiło wiedzę?

– Kartkówki, sprawdziany, oceny – wszystko to można zastąpić bliską relacją. Nasi uczniowie zwracają się do nauczycieli po imieniu, co absolutnie nie rujnuje wizerunku mentorów, za to burzy mury i dystans, które są zazwyczaj budowane między młodymi a dorosłymi. Dzieciaki mogą przyjść ze wszystkim, porozmawiać, wiedzą, że na pewno nie zostaną odrzucone. Nauczyciele doskonale znają uczniów i wiedzą, na jakim etapie jest każdy z nich.

Pracujemy na standardach i programach opracowanych przez Instytut Dobrej Edukacji. Zgodnie z nimi po okresie adaptacji mentor spotyka się z uczniem i jego rodzicami. Rozmawiają o tym, jaki jest plan działania na najbliższy rok, czego chcemy się dowiedzieć, w jakim kierunku rozwijać, do których zagadnień przyłożyć większą wagę. Wszystko to zapisywane jest w specjalnym dokumencie nazywanym Indywidualną Drogą Edukacyjnego Rozwoju.

W trakcie roku szkolnego odbywają się jeszcze dwa takie spotkania, podczas których uczniowie i rodzice dostają informacje zwrotne, jak przebiega realizacja początkowych założeń. To też moment, w którym nauczyciel może zweryfikować te plany. Taka forma komunikacji jest najbardziej naturalna. Dokładnie tak samo wyglądają przecież nasze rozmowy w pracy.

Leśne przedszkole – dzieciństwo blisko natury

– Nie ma ocen, odpytywania, sprawdzianów, ale klasy chyba są?

– To zależy, czy ma pani na myśli pomieszczenia, w których odbywają się lekcje, czy grupy wiekowe, w których dzieci się uczą?

– W naszym klimacie chyba trudno przez cały rok prowadzić lekcje w lesie?

– Cała koncepcja szkoły leśnej opiera się na długotrwałym pobycie na podwórku i wędrówkach do lasu, ale mamy też tzw. pracownie terenowe, czyli obiekty, które umożliwiają schronienie w przypadku bardzo złej pogody. Są one jednak zupełnie inaczej zaprojektowane niż szkoła w standardowym myśleniu.

Nie ma korytarzy ani szatni, pracownie są otwarte, dzięki czemu w każdej chwili można wybiec na podwórko. Zimą dzieci chodzą w nich w narciarskich spodniach i butach, nie muszą się rozbierać. Czas spędzany w pracowniach jest marginalny, są to zazwyczaj momenty, kiedy trzeba wziąć długopis w rękę, a na zewnątrz jest tak zimno, że nie sposób tego zrobić.

– Albo pada deszcz.

– To akurat nie przeszkadza nam w prowadzeniu lekcji na zewnątrz, po prostu rozciągamy specjalną plandekę między drzewami i siadamy pod nią. Jesteśmy bardzo elastyczni, dostosowujemy się do pogody, treści programowych i potrzeb dzieci.

– Czy wszystkie chętnie uczą się na powietrzu?

– Uwielbiają to, oczywiście pod warunkiem że jest im ciepło i sucho, ale nasi uczniowie doskonale wiedzą, jak się ubrać. Czasami wydaje się, że pies z kulawą nogą nie wyjdzie na dwór, a oni chcą lekcji na zewnątrz. Patrząc z boku, można mieć wrażenie, że przez cały dzień nie robią nic innego, tylko skaczą i biegają z kijami. Właściwie cały czas są aktywni. I to dotyczy nie tylko maluchów z klas 1-3, ale także trzynasto- czy czternastolatków. Potrzeba ruchu również u starszych dzieci jest bardzo duża.

Przyroda jest dla dzieci. Syndrom deficytu natury

– Czyli jednak jest klasyczny podział na klasy w leśnej szkole.

– Posiłkujemy się taką nomenklaturą, ale w leśnej szkole dzieci uczą się w grupach mieszanych wiekowo, dobieranych na podstawie ich możliwości. Programy dobrej edukacji, na których pracujemy, są tak skonstruowane, że odpowiadają wszystkim wymaganiom ustawowym, a jednocześnie dają możliwość dostosowania rozkładu materiału i pracy do potrzeb i poziomu dzieci.

– Ilu uczniów jest w takiej grupie?

– Tu też nie ma ścisłych podziałów. Czasami pracujemy w kilkunastoosobowej grupie, a czasem indywidualnie lub w parach – to zależy od przedmiotu i potrzeb dzieci. Nie ma klasycznego planu lekcji, ale jest plan działania. Każdy ma rozpiskę, którą nazywamy IUHU (czyli Indywidualny Unikalny Harmonogram Ucznia), w którym znajduje się informacja o tym, kiedy i jacy nauczyciele są w naszej bazie.

Dzięki temu wszyscy wiedzą, co dzieje się w szkole leśnej i w jakich lekcjach danego dnia mogą uczestniczyć. Na potrzeby organizacji są określone bloki półgodzinne lub godzinne, ale jest też przestrzeń elastyczna. Jeśli coś zaintryguje dzieci, rozwijamy temat i wydłużamy zajęcia. Są jednak zagadnienia, które można przerobić w dziesięć minut, a później dalej się bawić.

– Czego można uczyć w lesie lub w ogrodzie? Czy w leśnej szkole jest przestrzeń do nauki innych przedmiotów poza samą przyrodą?

– Oczywiście. Wszystkiego można się nauczyć w otoczeniu przyrody, jest to tylko kwestia zmiany wyobrażenia, przyjęcia, że salą lekcyjną jest polana w lesie. Na każdą wyprawę zabieramy ze sobą wózki, do których dzieci pakują rzeczy potrzebne do nauki, m.in. stoliki turystyczne albo drewniane podkładki pod zeszyty, dzięki którym mogą robić notatki, siedząc na przykład pod drzewem. Wykorzystujemy też wiele tradycyjnych form dydaktycznych i naukowych, robimy to tylko w innym otoczeniu niż klasyczna sala lekcyjna.

– Korzystacie z podręczników?

– Jesteśmy otwarci na szukanie wiedzy w dziwnych miejscach, ale podręczniki też są dostępne, bo niektóre dzieci lubią z nich korzystać, chcą wiedzieć, jakie zagadnienia w ciągu roku będą poznawać. Nie pracujemy jednak podręcznikowo, to znaczy nie przerabiamy ich rozdział po rozdziale, nie uczymy się ich na pamięć. Stanowią tylko pomoc dydaktyczną.

Szkoła leśna - dzieci podczas zajęć przyrody w środku lasu.

– A co z komputerami? Trudno mi wyobrazić sobie lekcje informatyki w lesie.

– Bo standardowo kojarzą się one z salą komputerową, do której dzieci mają dostęp raz lub dwa razy w tygodniu, wyłącznie w czasie lekcji. Ale zaskoczę panią, lekcje informatyki w lesie są jednymi z najfajniejszych! Nowoczesne technologie to elementarna część współczesnego życia, dlatego dzieci w szkole leśnej nie muszą czekać na to, aż sala informatyczna się zwolni. Przez cały czas mają swobodny dostęp do urządzeń elektronicznych.

Pracujemy na laptopach i iPadach w mocnych, odpornych na uszkodzenia obudowach, dzięki czemu zawsze można je wrzucić do plecaka, idąc na lekcje do lasu. Dzieci mogą w nich sprawdzać interesujące zagadnienia, wprowadzać dane z obserwacji, napisać wypracowanie, notatkę lub reportaż z wyprawy, siedząc pod drzewem.

– Ale czy w otoczeniu przyrody można się skupić na nauce? Przecież tu szumią drzewa, tam śpiewa ptak, tu lata osa, a tam gryzie komar, raz pada deszcz, a raz świeci rozleniwiające słońce – to wszystko chyba rozprasza?

– To są zupełnie inne bodźce niż te, które działają na nas w mieście. Szum drzew czy śpiew ptaków działa uspokajająco w przeciwieństwie do harmidru na szkolnym korytarzu. Poza tym w otwartej przestrzeni dziecko nie jest ograniczone czterema ścianami, może więc znaleźć miejsce, w którym najłatwiej będzie mu odnaleźć stan skupienia.

Niektórzy mają jednak problem z koncentracją, potrzebują dużo spokoju i mucha latająca przed nosem faktycznie może ich mocno rozpraszać, dlatego w naszej bazie terenowej są tzw. ciche miejsca do nauki w skupieniu. Są to malutkie pracownie, namioty lub strefy odosobnienia, w których dziecko może popracować z nauczycielem 1:1 lub samodzielnie skoncentrować się na zadaniu.

– Skoro lekcje w szkole leśnej odbywają się w lesie i na polanie, zastanawiam się, gdzie zabieracie dzieci na wycieczki?

– Dla równowagi eksplorujemy całą przestrzeń miejską: galerie, muzea, teatry, zabytki. Ale także odkrywamy bioróżnorodność innych regionów. Część wycieczek dzieciaki organizują samodzielnie. Dostają budżet, wybierają cel, rezerwują hotele, planują atrakcje, zamawiają posiłki, dysponują pieniędzmi. Ostatnio na własnych zasadach spędzili tydzień w Łodzi. Pozwalamy im doświadczać. Nie dostają gotowca, biorą wycieczki w swoje ręce.

Dr Katarzyna Simonienko o swobodnej zabawie dzieci na świeżym powietrzu

– Dla dzieci, które były wcześniej w systemowej szkole, taka wolność, swoboda i decyzyjność muszą być dużym szokiem. Jak odnajdują się w leśnej szkole?

– Na początku sycą się wolnością i mają poczucie, że trafili do szkoły, w której nic nie muszą robić. Biegają więc z kijem cały dzień albo wylegują się w hamaku. Jest to jednak stan przejściowy, który należy przeczekać. Pełna swoboda, w którą na początku wpadają, szybko zaczyna im się nudzić i budzi się w nich naturalna ciekawość świata. A wtedy wystarczy je już tylko mądrze wspierać.

– A rodzice? Czy mają jakieś obawy? Z naszych szkolnych doświadczeń wynika przecież, że uczy się w ławkach, a do lasu chodzi na spacer, dla rozrywki. W szkole leśnej to wszystko jest do góry nogami.

– Większość rodziców bardzo świadomie wybiera tę formę edukacji. To ludzie, którzy zdecydowanie stawiają na kompetencje miękkie, wiedzą, że większą wartością jest umiejętność uczenia się niż nauczenie się czegoś. Bywa jednak tak, że część rodziców po pewnym czasie rezygnuje, bo choć wydawało im się, że są gotowi na edukację alternatywną, nie mogą pokonać pewnych przyzwyczajeń.

Chcieliby na przykład wiedzieć, czy z tej fizyki bardziej wypada 5, czy 3. Brak ocen sprawia, że zaczynają się gubić, czuć niepewnie albo potrzebują wymiernych sukcesów. Czasem przytłacza ich szara rzeczywistość: zabłocone ubrania, mokre fotele w samochodzie, nieustające pranie, wymyślanie, co znów włożyć do śniadaniówki. Najtrudniejsza jest jednak kwestia zaufania, że dawka ryzyka, luzu, odpuszczenia jest odpowiednia, że dzieci w leśnej szkole są dopilnowane i bezpieczne.

– A są? Chodzenie po drzewach to ryzykowna sprawa.

– Z badań przeprowadzonych w Niemczech, gdzie edukacja leśna ma długą tradycję, a szkoła leśna jest bardzo popularna, wynika, że wypadkowość w tych placówkach jest niższa niż w standardowych. Leśne dzieci potrafią lepiej oszacować ryzyko, znają granice swoich możliwości, mają lepiej rozwinięty zmysł równowagi i uważność, bo ćwiczą to codziennie, biegając po nierównym, leśnym terenie.

Dziecko, które nigdy nie wspinało się na drzewo, może to robić brawurowo, ale to, które ma doświadczenie, doskonale wie, że na drzewo o nieodpowiedniej grubości czy elastyczności lepiej nie wchodzić, potrafi odróżnić gałąź, która będzie dobrym oparciem, od tej, która go nie utrzyma. Dla dzieci z leśnych szkół obcowanie z ogniem czy ostrymi narzędziami jest naturalnym elementem codzienności (sprawdź: jak się zachować w przypadku pożaru lasu). Nawet jeśli się delikatnie sparzą czy skaleczą, wiedzą, jak unikać takich sytuacji w przyszłości. A to zupełnie inna wiedza niż ta pochodząca z przestróg dorosłych – co oczywiście nie oznacza, że nie należy ich powtarzać.

Każdy dzień w leśnej szkole zaczyna się od spotkania w kręgu, podczas którego przypominane są zasady obowiązujące w naszej szkole, codziennie powtarzamy, gdzie jest granica, której nie można przekroczyć. I to naprawdę działa.

Dzieci i zwierzęta – przyjaźń, która procentuje

– Można więc powiedzieć, że leśna szkoła jest dla każdego dziecka, ale nie dla wszystkich rodziców.

– Niezupełnie. Czasem dzieci z powodów rozwojowych czy emocjonalnych nie są w stanie funkcjonować w zasadach obowiązujących w leśnej szkole. Nie wszystkim odpowiada na przykład nasza elastyczność. Mamy kilka punktów stałych, które sprawiają, że jesteśmy osadzeni w czasoprzestrzeni, ale dużo rzeczy dzieje się po prostu, bo jest okazja, coś się wydarzyło, pojawiło i chcemy w tym trwać dłużej albo przerwać to wcześniej, bo okazało się nieciekawe.

Bywa, że mamy zaplanowaną wyprawę, ale pogoda jest tak zła, że nie jesteśmy w stanie jej zrealizować. Plan nagle się zmienia. Niektóre dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych nie są w stanie tego zaakceptować. Brak stałego rozkładu dnia wytrąca je z równowagi. Leśna szkoła ma mnóstwo zalet, ale nie jest to jedyna słuszna forma edukacji dla każdego. Zawsze rozmawiamy z rodzicami i szukamy najlepszych rozwiązań dla danego dziecka. Czasem okazuje się, że jest to właśnie szkoła, która pracuje w systemowym rygorze.

– Ta zmienność i elastyczność w szkole leśnej jest wyzwaniem także dla nauczycieli.

– To prawda, muszą mieć plan, ale także gotowość na to, że go nie zrealizują. Poza tym powinni być otwarci, wyczuleni na potrzeby dzieci, funkcjonować w partnerstwie i pełnym szacunku do ucznia. To ważniejsze niż wszechwiedza i nieomylność. Nasi nauczyciele mogą popełniać błędy, nie muszą wszystkiego wiedzieć, część rzeczy mogą sprawdzać i odkrywać razem z uczniami. Nie ma w tym nic złego. To ludzkie.

– Co można osiągnąć w edukacji terenowej, czego nigdy nie uzyska się w klasie?

– Z pewnością jest to nauka sprawczości. Leśne dzieci czują, że mają wpływ na to, co się dzieje, znają pojęcie odpowiedzialności, umiejętność rozpoznawania ryzyka. Poza tym organizm lepiej dotleniony, wystymulowany ruchowo, zupełnie inaczej przyswaja wiedzę. Z badań naukowych wynika, że już po półgodzinnym spacerze w lesie możliwości mózgu wyraźnie się zwiększają. Pobyt w naturze, leśne powietrze, mikroby, które się tam znajdują – to wszystko korzystnie wpływa na nasze zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne (sprawdź czym jest japońska kąpiel leśna shinrin-yoku).

– Leśna edukacja w Polsce kończy się jednak na podstawówce. Wcześniej czy później i tak trzeba usiąść w ławce. Dla wolnych, dzikich dzieci to pewnie trudne?

– Dzieci, które znają swoje cele, możliwości i swoją wartość, nie obawiają się świata. Odnajdują się później doskonale w każdej formie edukacji. Najważniejsze jest to, żeby młody człowiek wiedział, czego chce, był wewnętrznie zmotywowany – wtedy naprawdę jest w stanie nauczyć się wszystkiego i odpowiednio przygotować do każdego egzaminu.

Testy nie są problemem, jeśli jest to etap do realizacji marzeń i celów dziecka. Nasza szkoła leśna ma dopiero sześciu absolwentów, ale każdy z nich trafił do tej szkoły średniej, którą sobie wymarzył.

Nauka w pandemii, czyli szkoła życia dla dzieci

– Może się wydawać, że szkoły leśne to przede wszystkim dobre miejsce dla przyszłych biologów, ekologów, chemików i biochemików. Wiadomo, jakie zawody wybierają najczęściej absolwenci edukacji plenerowej?

– Dwóch naszych absolwentów z sześciu wybrało technika programistyczne. Zupełnie nieprzyrodnicze, techniczno-matematyczne kierunki. Patrząc na nich, nie mamy wątpliwości, że to, co chcemy osiągnąć w leśnej szkole, mimo nieszablonowych metod, najwyraźniej się udaje.

Chcemy, żeby nasze dzieci były elastyczne, potrafiły się dostosowywać, wiedziały, że pewne cele osiąga się łatwo i szybko, a do innych trzeba się przyłożyć. Podobnie będzie na rynku pracy. Jedni wybiorą wolne zawody i będą pracować według własnych reguł, a inni bez problemu odnajdą się w zasadach narzuconych z góry. Najważniejsza jest siła, którą będą mieli w sobie, i determinacja, żeby się realizować.

Najnowsze artykuły