Strona główna Najnowsze artykuły Kamila Szczawińska o życiu blisko natury
Kamila Szczawińska, modelka, psychodietetyczka, wegetarianka opowiada o życiu blisko natury.
Strona główna Najnowsze artykuły Kamila Szczawińska o życiu blisko natury

Kamila Szczawińska o życiu blisko natury

autor: Aleksandra Jaworska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Jedna z najbardziej znanych polskich modelek na świecie. Pracowała dla największych projektantów. Skończyła psychologię kliniczną. Dziś szczęśliwa mama dwójki, a wkrótce trójki dzieci, wegetarianka – Kamila Szczawińska mówi o swojej miłości do zwierząt i przyrody, która nas otacza.

Kamila Szczawińska o życiu na wsi i domowym gotowaniu

Aleksandra Jaworska: W mediach społecznościowych widać, że zwierzęta towarzyszą Pani na co dzień. Ponoć za pierwsze zarobione w modelingu pieniądze wykupiła Pani konia przeznaczonego na rzeź.

Kamila Szczawińska: Miłością do czworonogów skutecznie zaraziła mnie w dzieciństwie mama. Gdy jakieś zwierzę potrzebowało pomocy, dziwnym trafem zawsze trafiało na nas. Często wracałam ze szkoły z bezdomnym kotkiem lub zaadoptowanym kundelkiem. Gdy zarobiłam pierwsze większe pieniądze, kupiłam Nirvanę, mojego pierwszego konia. Uratowany spod rzeźnickiego noża, był ze mną wiele lat. A gdy był już stary, mieszkał u znajomych na wsi, w miejscu pięknym, zielonym, spokojnym.

Jako dorosła osoba chętnie działałam w różnych fundacjach, które pomagają czworonogom. Dziś robimy to z mężem raczej bez rozgłosu. W Hiszpanii, gdzie do niedawna mieszkaliśmy, jest mnóstwo bezdomnych zwierząt, dlatego zawsze mieliśmy dla nich w bagażniku puszki z karmą. Woziliśmy koty do sterylizacji, wyrabialiśmy im paszporty i transportowaliśmy je do Polski do adopcji. Do dziś dostajemy mnóstwo ciepłych wiadomości od osób, które je przygarnęły. Mamy kilka psów i kotów, a w domu na wsi pod Poznaniem urządziliśmy kurnik.

Początkowo zamieszkały w nim zielononóżki, potem zwykłe kury nioski, teraz kury ozdobne, np. kochiny, silki. Mają zadaszone wybiegi, kurze malowidła naścienne i odwdzięczają się nam za to świeżymi, pysznymi jajkami. Nasze dzieci, Kalina i Julek, uwielbiają spędzać tam czas, noszą kury, oswajają je, przytulają. Koty, psy, konie i wszystkie futrzaki uczą nas bezwarunkowej miłości, empatii i nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Dlatego kilkanaście lat temu zrezygnowałam z czerwonego mięsa.

Patrycja Woy-Wojciechowska zwyczajnie o życiu na mazurskiej wsi

– Zamiłowanie do zdrowego odżywiania wyniosła Pani z domu rodzinnego?

– Wychowałam się w środku lasu w małej wsi pod Poznaniem, nie miałam więc na co dzień dostępu do junk foodów. Nabrałam zdrowych nawyków żywieniowych dzięki mamie, która dużo i smacznie gotowała, codziennie przygotowywała nam śniadania, obiady, kolacje. Nie piłam alkoholu, nie paliłam, nie próbowałam narkotyków.

Zawsze starałam się racjonalnie odżywiać, choć nie zawsze były do tego warunki, gdy pracowałam intensywnie jako modelka. Gdy zaszłam w ciążę i zwolniłam tempo, wprowadziłam zdrowe nawyki w mojej rodzinie.

– Dzieci także nie jadają mięsa?

– Raczej racjonalizuję dietę, dostosowuję na bieżąco do potrzeb rodziny. Jemy czasem drób i ryby, jednak zwracamy uwagę na pochodzenie mięsa, nie kupujemy drobiu z hodowli przemysłowych.

– A Pani rodzice nie protestowali przeciwko bezmięsnej diecie?

– Nie, od pięciu lat sami są wegetarianami. Zresztą regularnie robimy badania krwi i po wynikach widać, że nie mamy żadnych niedoborów. Suplementujemy jedynie witaminę D.

– Chętnie pani gotuje?

– Tak. Czasu spędzonego w kuchni nie traktuję jako przykrego obowiązku. Planowanie posiłków i gotowanie rzeczywiście zajmuje sporo czasu, ale dzięki temu mam pewność, że moje dzieci jedzą zdrowo. Zwracam uwagę na to, co kupuję, staram się korzystać z sezonowych, lokalnych i nieprzetworzonych produktów.

Poza tym wymyślanie nowych dań, sprawdzanie nowych smaków relaksuje mnie. Cieszę się, gdy smacznymi potrawami sprawiam radość rodzinie i przyjaciołom. Kilka lat temu podzieliłam się przepisami w mojej książce Kuchnia dla całej rodziny.

Oczywiście, czasem jemy poza domem, gdy potrzebuję wytchnienia od gotowania. Ale to dla mnie ogromna satysfakcja, że w dużej mierze moją zasługą jest to, że dzieci i mąż są szczupli, zdrowi i nie borykają się z sezonowymi infekcjami.

– Co jada się u Pani w domu?

– Dziś na śniadanie były tosty z awokado na chlebie razowym i jajka sadzone z naszego kurnika. Lubimy też koktajle owocowe na bazie kefiru, owsiankę, muesli. Kocham zupy i nie wyobrażam sobie bez nich dnia: kapuśniak, ogórkową na własnych ogórkach, botwinkę, zupy kremy.

Nasze posiłki opierają się zdrowych sałatkach, koktajlach owocowo- warzywnych, świeżo wyciskanych sokach. Jemy dużo ziaren, kasz, zdrowych olejów. Wszyscy jesteśmy smakoszami, uwielbiamy próbować nowych potraw. Mąż również świetnie gotuje, specjalizuje się w rybach i owocach morza, a ja w tartach i sałatkach. Często robimy ryby na wiele sposobów: pieczone w soli, w ziołach, cytrynie.

Uwielbiamy proste dania, jak kasza gryczana z kalafiorem i jajkiem sadzonym, poznańskie pyry z gzikiem, uwielbiamy pierogi i gołąbki wegetariańskie z kaszą i pieczarkami. Ponieważ dzieciom nie smakują obiady w szkole, przygotowuję im lunch boxy. Np. ryż z sosem sojowym i sezamem, tortille zapiekane z warzywami, warzywa pieczone.

Kamila Szczawińska w swoim kurniku pod Poznaniem.

– Łatwo było przekonać dzieciaki do zdrowego odżywiania?

– Skończyłam psychologię kliniczną i psychodietetykę, więc wiem, jak namówić kogoś do zmiany nawyków dietetycznych i utrwalić te nawyki (śmiech). Mówiąc jednak serio, uważam, że dobry przykład procentuje. Gdy w domu są na co dzień zdrowe produkty, warzywa, owoce, dzieci są do nich przyzwyczajone.

Podobnie jest ze sportem, my z mężem sporo go uprawiamy, więc jest to naturalna kolej rzeczy, że dzieci – także. Julek i Kalinka szybko zaczęli pomagać w kuchni. Krojąc czy zagniatając ciasto, trenują swoje zdolności manualne, a przez zabawę i próbowanie potraw są też bardziej otwarci na nowe smaki. Poza tym zjedzenie dania przygotowanego własnoręcznie i możliwość poczęstowania tym innych jest dużą frajdą.

– Czy coś, poza czerwonym mięsem, wyklucza Pani z diety? Gluten, cukier?

– Nie jestem zwolenniczką radykalizmów. U nas w domu jest wszystko. Jeśli chodzi o słodycze, też staramy się, by były dobrej jakości, sama często piekę ciasta czy kupuję w cukierni. Bardzo rzadko pijemy słodzone gazowane napoje, raczej sięgamy po wodę, wodę z cytryną, herbatę.

– Często Pani podróżuje, mieszkała Pani w kilku krajach. Jak inne narody troszczą się o środowisko?

– Im bardziej rozwinięty kraj, tym większa świadomość ekologiczna. W Hiszpanii, tak jak wcześniej wspomniałam, przykro mi było patrzeć na bezdomne zwierzęta. W sklepach każdy owoc ludzie pakują bezmyślnie w oddzielną foliową torebkę. Ja tego nie robię, stosuję specjalny płyn do mycia owoców i warzyw.

Z kolei w Niemczech, gdzie teraz mieszkamy, żyje się bardzo wygodnie. Na każdym kroku są sklepy eko, w przyszłym roku będzie obowiązywał zakaz używania plastikowych torebek. Kładzie się duży nacisk na ponowne wykorzystywanie rzeczy. W naszym domu także niewiele rzeczy wyrzucamy. Ubrania po dzieciach oddajemy znajomym, meble też przekazujemy komuś, kto potrzebuje.

– No właśnie, czy meble dla najmłodszej córeczki także są ekologiczne?

– Tak! To zabawna historia, bo znalazłam je niedaleko naszego domu w Wielkopolsce. Firma Loftable, która je produkuje, dba o jakość drewna, pochodzi ono z kontrolowanych upraw, a więc nie jest transportowane przez cały kraj. Przy produkcji nie stosuje się lakierów i rozpuszczalników, więc obrabiane naturalne drewno nie uwalnia do środowiska negatywnych chemikaliów. A poza tym mają przepiękny design.

– Rozumiem, że na przybycie nowego członka rodziny wszystko jest gotowe?

– Tak, czekają już certyfikowane kosmetyki, ubranka wykonane z bawełny organicznej, która nie podrażnia wrażliwej skóry dziecka. I oczywiście biodegradowalne pieluszki. Gdy starsze dzieci były małe, nie było łatwego dostępu do ekologicznych pieluch. Stosowałam więc wielorazowe, co nie było zbyt praktyczne w podróży.

Dziś mam ulubiony sklep, gdzie kupuję m.in. wegańskie kosmetyki i pieluszki Kid&Kin. Współzałożycielką tej marki jest Emma Bunton ze Spice Girls, która szukała kiedyś biodegradowlanych, niebielonych pieluch dla swojego dziecka. Tyle mogę zrobić dla środowiska i mojego dziecka.

Ekorodzicielstwo, czyli jak być ekorodzicem i nie zwariować

Przepisy Kamili Szczawińskiej

1. Krem brokułowo-kalarepkowy

Składniki:

  • duży brokuł
  • duża marchewka
  • kalarepa
  • 2 ziemniaki
  • garść świeżego szpinaku
  • pół szklanki posiekanego koperku

Wszystkie warzywa należy ugotować na bazie bulionu wegetariańskiego (pietruszka, cebula, seler, por, 4 liście laurowe, 4 ziela angielskie, pół łyżeczki sosu sojowego, pół łyżeczki lubczyku, sól i pieprz do smaku). Następnie zmiksować ze świeżym szpinakiem i koperkiem.

2. Tarta koperkowa

Składniki na ciasto:

  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • 2 żółtka
  • szczypta soli

Wszystkie składniki zagniatamy, masą wykładamy tartownicę. Następnie na ciasto układamy świeże liście szpinaku, surowe szparagi i podsmażoną cukinię. Całość zalewamy sosem.

Składniki na nadzienie do tarty:

  • 300 ml śmietany kremówki
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 3 łyżki posiekanego kopru
  • 2 jajka
  • sól i pieprz do smaku

Wszystkie składniki miksujemy i wylewamy na ciasto. Tartę pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 45 minut.

3. Koktajl wzmacniający włosy

  • sok z 2 jabłek
  • sok z 20 winogron
  • pęczek natki pietruszki, z którego wyciskamy sok, lub łyżka listków do zblendowania
  • pół banana
  • 4 liście szpinaku – wyciskamy z nich sok lub blendujemy

Wszystkie składniki mieszamy razem i chłodzimy.

Najnowsze artykuły