homeopatia

Motto: „Najważniejszym i najpierwszym powołaniem lekarza jest czynić ludzi chorych – zdrowymi; nazywa się to leczeniem. Najwyższym ideałem leczenia jest szybkie, lekkie i trwałe przywrócenie zdrowia lub usunięcie choroby”.

Samuel Hahnemann, „Organon sztuki lekarskiej”

Zrozumieć homeopatię

Najłatwiej jest poznać i zrozumieć tę metodę leczenia, przyglądając się odkrywcy homeopatii, Samuelowi Hahnemannowi. Poświęcił całe życie, najpierw by znaleźć sposób leczenia jak najbardziej przyjazny chorym, nie dający skutków ubocznych, a potem, by udowodnić jego skuteczność.

Pijawki i upuszczanie krwi? Nie pomagają, lecz szkodzą!

XVIII wiek. Europa nękana jest epidemiami. Ludzie nie mają jeszcze pojęcia, że wiele chorób jest przenoszonych przez zarazki, więc nikt nie dba o higienę, żadnemu z ówczesnych medyków nawet nie przychodzi do głowy, żeby myć ręce, opiekując się chorymi. Lekarze prosto z prosektorium idą na szpitalne sale, gdzie badają ciężko chorych ludzi, a następnie (nadal nie myjąc rąk) pomagają przyjmować porody. Nie wiedzą, dlaczego większość kobiet zapada na gorączkę połogową, a wiele z nich umiera. Będą zastanawiać się zresztą nad tym jeszcze długo, a doktor Semmelweis, który odkryje w połowie tego stulecia tajemnice aseptyki i zacznie namawiać kolegów lekarzy do mycia rąk i do zmieniania pościeli w szpitalach, zostanie wyszydzony jako wariat.

W takich to mrocznych dla medycyny czasach przychodzi na świat w Niemczech (w 1755 r.) Samuel Hahnemann, syn malarza porcelany. Uważany za genialne i niezwykle wrażliwe dziecko, ma wyjątkowy talent językowy. Jako nastolatek uczy swoich rówieśników greki, a w wieku lat 20 mówi już płynnie w ośmiu językach.

Wybiera studia medyczne i studiuje w Lipsku, potem w Wiedniu i Erlagen. Kończy studia w 1779 r. i rozpoczyna praktykę. Ale zderzenie jego młodzieńczych ideałów z rzeczywistością okazuje się brutalne. Ten wrażliwy idealista z przerażeniem patrzy, jak lekarze jako antidotum na większość schorzeń stosują upuszczanie krwi, przystawiają pijawki albo podają chorym silne specyfiki przeczyszczające lub leki zawierające trucizny: rtęć i arsen.

Nic dziwnego, że większość chorych broni się przed umieszczeniem w szpitalu, słusznie podejrzewając, że będzie to ich ostatnia podróż w życiu. Hahnemann nie ma zamiaru uczestniczyć w takich praktykach. Nie tak wyobraża sobie swój zawód i powołanie lekarza… Jest przekonany, że zwalczać choroby powinno się w inny sposób. Stawia sobie za punkt honoru odnalezienie innej drogi medycznej.

Zamyka gabinet (ku rozpaczy wielu chorych, zwłaszcza tych niezamożnych, których często przyjmował bezpłatnie) i zaczyna studiować teorię medycyny. Tłumaczy książki medyczne z całego świata. Ogromne wrażenie robią na nim prace Hipokratesa, który uważał, że organizm ludzki jest zdolny do samoleczenia, a zadaniem medyka jest jedynie pomagać tej wewnętrznej sile uzdrawiającej.

Po przestudiowaniu wielu opracowań medycznych (zna już wówczas 12 języków) dochodzi do zaskakujących wniosków. Objawy choroby takie jak np. gorączka czy ból, nie są czymś złym, z czym należy walczyć (co głoszą wówczas jako pewnik inni lekarze). To po prostu widoczne gołym okiem sygnały alarmowe wysyłane przez chory organizm.

Pokazuje on w ten sposób, że walczy, stara się powrócić do zdrowia. A lekarz nie powinien tych objawów tłumić, tylko bardzo dokładnie przeanalizować, co czuje chory, a następnie tak dobrać lek, by wspomógł organizm pacjenta w jego dążeniu do samouleczenia. Hahnemann zgłębia więc tajemnice chemii. Szuka substancji, które mogą pobudzić do działania siły obronne pacjenta w delikatny, naturalny sposób. Rozpoczyna nawet pracę w aptece, by nauczyć się przyrządzania leczniczych mikstur.

Podobne należy leczyć podobnym

Przełomem w jego poszukiwaniach okazuje się lektura książki szkockiego lekarza Williama Cullena o środkach lekarskich, ich działaniu i zastosowaniu. W jednym z rozdziałów Cullen pisze o podawaniu chininy (pozyskanej z kory chinowej) podczas leczenia malarii. Twierdzi, że specyfik ten ze względu na swoje silne właściwości ściągające wzmacnia żołądek.

Hahnemann postanawia zrozumieć, co to oznacza, i decyduje się wypróbować na sobie działanie tego lekarstwa. Choć jest całkowicie zdrowy, zaczyna przyjmować duże dawki chininy. Po jakimś czasie pojawiają się u niego typowe objawy malarii: dreszcze, gorączka, poty. Jest zaskoczony. A więc chinina podawana zdrowej osobie wywołuje objawy malarii! Trawiony sztucznie wywołaną gorączką eksperymentator skrupulatnie notuje wszystkie symptomy, jakie u siebie zauważa. Kiedy przestaje zażywać chininę, objawy malarii natychmiast ustępują.

Dzięki temu pierwszemu doświadczeniu, które potem dociekliwy uczony powtarza wielokrotnie, stosując innego rodzaju specyfiki, określa pierwszą zasadę nowej gałęzi medycyny: Podobne należy leczyć podobnym (nawiązuje tym samym do zasady podobieństwa, którą sformułował przed laty Hipokrates). Chcąc pokonać schorzenie, musimy podczas terapii wykorzystać substancję, która u zdrowej osoby wywołuje takie same objawy jak dana choroba.

Tylko że choremu należy podać ją w mikroskopijnej ilości, tak małej, by organizm – nawet osłabiony – szybko sobie z nią poradził. Ale właśnie doświadczenie, które jego ciało zdobędzie podczas tej pozorowanej bitwy (Hahnemann nazwał ją sztuczną chorobą), jest kluczowe. Organizm bowiem, pokonując takie „pojedyncze ziarnko piasku”, uczy się, w jaki sposób może zwyciężyć całą burzę piaskową, czyli właściwe schorzenie.

Przypomnijmy – nikt wówczas nie ma pojęcia o działaniu układu immunologicznego. Jest to więc, jak na owe czasy, absolutnie rewolucyjne odkrycie. Hahnemann przekonany o słuszności swoich rozważań, publikuje w wiodących czasopismach medycznych artykuły naukowe dotyczące opracowanej przez siebie nowej metody leczniczej. Nazywa ją homeopatią (z gr. homois pathos = podobne cierpienie).

W swoich publikacjach pisze: „Nie chorobę należy leczyć, lecz chorego. Należy szukać lekarstw likwidujących konkretne przypadki chorobowe, a nie uniwersalnych panaceów” (pierwszy artykuł homeopatyczny pod tytułem: „Eksperyment z nową zasadą wykazywania uzdrawiającej siły substancji leczniczych”).

Jak większość lekarzy wykraczających poza ramy ówczesnej medycyny akademickiej wzbudza wściekłość i pogardę w środowisku medycznym. Ale nie wszyscy koledzy po fachu trzymają się kurczowo drakońskich i nieskutecznych metod leczniczych.Wielu młodych, odważnych medyków, także zniechęconych do metod oficjalnej medycyny, czyta jego pisma z zainteresowaniem. Dołączają do niego, chcąc bliżej poznać homeopatię. Do tej pory Hahnemann wypróbowywał działanie przeróżnych substancji roślinnych czy mineralnych na sobie oraz na chętnych członkach rodziny czy przyjaciołach. Teraz także jego studenci i współpracownicy zaczynają brać udział w eksperymentach.

Wszyscy przyjmują podczas tzw. prób lekowych niewielkie ilości specyfików, które potencjalnie mogą zostać uznane za lecznicze. Sprawdzają na własnych organizmach, jakie będą efekty. Skrupulatnie notują obserwacje i wnioski, tworząc tzw. obraz leku homeopatycznego (np. wysoka gorączka, bóle głowy, kości, drapanie w gardle itp.).

Ważna jest nie tylko ilość i rodzaj substancji leczniczej, ale także energia, którą się wkłada podczas przygotowywania leku

Wreszcie w 1796 r. Hahnemann, przekonany co do skuteczności i bezpieczeństwa swojej metody leczniczej, ponownie otwiera podwoje swego gabinetu. Zaczyna podawać pierwsze leki homeopatyczne chorym. Poświęca im podczas wizyt mnóstwo czasu, każdego traktując jak odmienny, indywidualny przypadek. Efekty są oszałamiające. Jego pacjenci wracają szybko do zdrowia i polecają nową metodę leczniczą bliskim i znajomym.

Doktor nie osiada na laurach, wraz ze swoimi studentami testuje coraz to nowe leki, wszystkie doświadczenia starannie opisując i sprawdzając jednocześnie, jak różnego rodzaju substancje działają na kolejnych chorych.

Pewnego dnia, pędząc na koniu do jednego ze swoich pacjentów zauważa, że torba z lekarstwami obluzowała się. Nie ma jednak czasu jej poprawić, więc specyfiki podczas galopu obijają się o ścianki naczynia. Doktor dociera wreszcie na miejsce, podaje choremu leki. Obserwując pacjenta, szybko orientuje się, że ich działanie lecznicze jest szybsze i silniejsze niż dotychczas. Czyżby potrząsanie preparatem mogło mieć wpływ na jego działanie? – zastanawia się.

Kolejne próby potwierdzają jego przypuszczenia. Wykonując setki eksperymentów, dochodzi do wniosku, że im dłużej i energiczniej uderza się w probówkę z substancją leczniczą, tym jej działanie staje się silniejsze. Dzięki temu podczas produkcji leku można zmniejszać dawkę substancji czynnej, nie zmniejszając przy tym potencjału leczniczego preparatu.

To odkrycie, które nazywa dynamizowaniem leku, Hahnemann uważa za niezwykle cenne. Uważa bowiem, że organizm ludzki jest ogromnie czułym i wrażliwym instrumentem. Podając leki homeopatyczne, pragnie pchnąć go ku zdrowiu w możliwie najdelikatniejszy sposób. Dąży do tego, by substancja czynna zawarta w lekarstwie pomagała, nie dając podczas terapii niepożądanych skutków ubocznych. Dzięki dynamizowaniu substancji czynnych wreszcie staje się to możliwe!

Hahnemann eksperymentuje z różnymi substancjami, z których sporządza samodzielnie leki homeopatyczne. W swych kolejnych publikacjach podaje przepisy na prawidłowe ich wykonanie. Podkreśla, że terapeutyczne działanie leków homeopatycznych zależy nie tylko od ich składu chemicznego, ale także od dynamiki i energii, które wykorzystuje się podczas ich produkcji. Na podstawie tych zapisków powstaje dzieło „Pura Materia Medica”, czyli opis wszystkich substancji leczniczych stosowanych ówcześnie w homeopatii (pod koniec jego życia dzieło liczy 6 tomów, dzisiaj zawiera opis ponad 2 tysięcy leków homeopatycznych).

W 1810 r. powstaje kolejna publikacja „Organon racjonalnej wiedzy lekarskiej”, uznawana do dzisiaj za najważniejsze kompendium wiedzy o homeopatii. Opisuje w nim najważniejsze zasady leczenia, instrukcje postępowania z chorymi, a także wskazówki pomagające szukać właściwego środka terapeutycznego. Aż do końca życia Hahnemann systematycznie poprawia i uzupełnia swoje dzieło (ostatecznie zmienia tytuł na „Organon sztuki lekarskiej”).

Dzięki tym dziełom publikowanym w różnych krajach homeopatia zyskuje coraz więcej zwolenników. Ale tak naprawdę na całym świecie metodę Hahnemanna rozsławiają przede wszystkim wdzięczni pacjenci, a zwłaszcza żołnierze Napoleona. Masowo umierali oni podczas epidemii tyfusu po przegranej bitwie pod Lipskiem (1813 r.). Z grupy 180 chorych, którzy trafili pod opiekę Hahnemanna nie przeżył tylko… jeden. Niebywały sukces.

Po dwudziestu latach doktor zresztą z równie dobrym skutkiem ratuje chorych podczas epidemii cholery. Już po jego śmierci leki homeopatyczne pomagają podczas kolejnej epidemii cholery, która wybuchła w 1849 w Cincinnati. Śmiertelność wśród osób leczonych alopatycznie wynosi 70 proc., a homeopatycznie – zaledwie 3 proc.!

W tym samym roku w Londynie powstaje Londyński Szpital Homeopatyczny przy Great Ormond Street. Podczas kolejnej epidemii cholery w 1854 r. w tradycyjnych szpitalach umiera 51,8 proc. zakażonych pacjentów, a w homeopatycznym tylko 16,4 proc.

Samuel Hahnemann pod koniec życia otwiera wraz ze swoją drugą już, znacznie młodszą od siebie żoną, gabinet homeopatyczny w Paryżu. Wreszcie spotyka go uznanie nie tylko ze strony pacjentów, ale także towarzystw medycznych i prasy, które po latach nagonek doceniają jego dokonania. Umiera w wieku 88 lat w 1843 r. i zostaje pochowany na cmentarzu Père Lachaise w Paryżu. Homeopatia jest już wówczas uznaną metodą leczniczą, a studenci i współpracownicy sławnego doktora kontynuują pracę, stale uzupełniając jego badania.

Dzisiaj homeopatia jest nowoczesną, wciąż rozwijającą się gałęzią medycyny. Praktykuje ją ponad 200 tysięcy lekarzy, w tym w Polsce ok. 7 tysięcy. Jest uznana przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) i zgodnie z jej obliczeniami stanowi najczęściej stosowaną metodę alternatywnego sposobu leczenia na świecie.

Leczenie homeopatyczne jest stosowane w 80 krajach świata, także w Unii Europejskiej. Rada Europy w 1999 r. zadecydowała, by leki homeopatyczne włączyć na takich samych zasadach jak leki konwencjonalne czy roślinne do Farmakopei Europejskiej, a wszystkie kraje członkowskie UE są zobowiązane do ich zarejestrowania. Są one produkowane zgodnie z najwyższymi standardami w nowoczesnych laboratoriach (link).

Przyjmuje je ponad 400 milionów pacjentów, a ich skuteczność została potwierdzona ponad 300 randomizowanymi badaniami naukowymi (link).