Strona główna Polecane Agnieszka Maciąg: zmieniłam swoje życie na lepsze. Ty też możesz!
Strona główna Polecane Agnieszka Maciąg: zmieniłam swoje życie na lepsze. Ty też możesz!

Agnieszka Maciąg: zmieniłam swoje życie na lepsze. Ty też możesz!

autor: Dorota Mirska-Królikowska

Czujesz się źle w swojej pracy, nie jesteś szczęśliwa w związku, twoje życie jest szare i nudne? Ale nie widzisz wyjścia z tej sytuacji. Przyzwyczaiłaś się już do tego, co jest, i myśl o zejściu z utartego szlaku cię przeraża. Boisz się nieznanego. Odważ się na zmiany! Wszechświat sprzyja ci jak nigdy dotąd. Właśnie wkroczyliśmy w Erę Wodnika. To era zmian w naszym życiu – zmian na lepsze. Przed tobą czas piękna, miłości i szczęścia… Oto 5 rad Agnieszki Maciąg, jak znaleźć w sobie odwagę, by zmienić swoje życie.

1 stycznia tradycyjnie robimy postanowienia – nowy rok, nowa ja. Piszemy w nowym kalendarzu, co chcemy zmienić: schudnę, będę trenować, zrobię porządki, znajdę lepszą pracę… Zwykle pod koniec stycznia zapominamy już o połowie postanowień, a w lutym życie wraca na stare tory. Ale nie tym razem! Teraz, czy chcemy tego, czy nie, zostaniemy przez wszechświat popchnięci do dokonania zmian w życiu. Jak mówią astrologowie, nadeszła Era Wodnika, a wraz z nią czas zmian.

Wszyscy marzyliśmy, żeby fatalny 2020 rok się skończył i życie znów wróciło do normy. Ale nigdy nie powrócimy do tego, co było. Nowa Era to czas, kiedy wszystko to, do czego byliśmy przyzwyczajeni przez ostatnie setki lat, będzie się zmieniało.

Jak wyjść z bezpiecznego (bo znanego) schematu i odnaleźć piękno i mądrość w naszym nowym życiu? Oto rady Agnieszki Maciąg.

Filmik, w którym Agnieszka Maciąg opowiada o swojej przemianie obejrzysz na naszym kanale YouTube:

1. Naucz się medytować

Zmiana to zawsze wielka niewiadoma, może więc budzić lęk. Umysł pragnie wszystko kontrolować, ale nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć, ani kontrolować przyszłości. Zbytnie rozmyślanie o przyszłości, analizowanie wszystkich niebezpieczeństw, które mogą nam zagrażać, prowadzi do lęku, niepokoju, niepewności, a nawet do depresji.

Większość osób, które mają jakiś realny lub wyimaginowany problem, rozmyśla intensywnie nad tym, jak go rozwiązać. Nie śpią nocami, głowią się w ciągu dnia… I nic. Dlaczego? Ponieważ łatwo jest zabłądzić w gąszczu myśli, trudno się oderwać od przekazanych nam przez rodziców czy społeczeństwo schematów i nawyków myślowych. Nie widzimy więc nowych rozwiązań, ponieważ za bardzo tkwimy w utrwalonych przez lata przekonaniach. Nasz intelekt, rozum łatwo może wyprowadzić nas na manowce.

Są też osoby, które nie są zadowolone ze swojego życia. Nie widzą wyraźnie przyczyny swojego niezadowolenia – po prostu ich życie nie jest takie, jakiego by chcieli, czują, że utknęli w martwym punkcie. Nie wiedzą, czego chcą, tylko czują, że jest im źle. Ktoś np. czuje się niewygodnie w swojej pracy, inny męczy się od lat w związku, ale tkwi w nim, bo uważa, że nie ma innego wyjścia.

Ja przed całkowitą zmianą mojego życia w 2006 roku czułam się bardzo nieszczęśliwa, doświadczałam głębokiego wewnętrznego kryzysu, chociaż wszystkie okoliczności zewnętrzne wyglądały świetnie. Byłam znaną modelką, miałam męża, dziecko, dobrze mi się wiodło finansowo, myślałam więc – nie masz prawa być nieszczęśliwa, musisz się z tego cieszyć.

I te niby racjonalne i pełne sensu myśli przez długi czas nie pozwalały mi dopuścić do głosu moich najgłębszych potrzeb i pragnień mojego serca. Nie czułam samej siebie. Nie znałam samej siebie. Stworzyłam siebie z wyobrażeń o szczęściu i o kobiecie, którą powinnam być. Zewnętrznie wszystko pasowało, ale wewnątrz to nie była autentyczna Agnieszka.

Byłam intensywnie w moim umyśle, ale za mało w połączeniu z moim sercem i duszą. Za dużo myślałam, a natłok myśli doprowadził mnie do „ściany”, niemal do depresji. Chora dusza sprawia, że choruje również nasze ciało. Proces, który wtedy przeszłam, aby wyjść z tego ciężkiego stanu i doświadczyć dobrostanu, który jest trwały od 15 już lat, opisałam w książce „Pełnia życia”. Wiem, że ta książka bardzo pomaga kobietom zrozumieć siebie i pokonać własne kryzysy.

Pierwsza rzecz, którą warto jest zrobić w chwili lęku czy kryzysu, to szukanie zdrowego, bezpiecznego sposobu, aby się zatrzymać. Uspokoić głowę. Połączyć się ze sobą i z najgłębszą prawdą o sobie. Nie jestem tylko umysłem i myślami – jestem ciałem, umysłem i duszą. Wszystkie te aspekty nas samych muszą być uszanowane, powinny być w harmonii i równowadze.

Czasem wydaje się nam, że powinniśmy czegoś pragnąć, ale tak naprawdę te wartości są wpojone nam przez media, społeczeństwo, opinię publiczną czy otoczenie. Musimy usłyszeć, czego tak naprawdę MY pragniemy, jaka jest NASZA najgłębsza prawda i potrzeba. I metodą, dzięki której możemy to osiągnąć, jest medytacja. Pomaga wyciszyć umysł, spojrzeć z dystansu na nasze myśli i poczuć siebie. Nasza świadomość to coś znacznie więcej niż tylko nasze myśli. Wielcy przewodnicy duchowi nauczają: „Nie jesteś swoimi myślami”. Odkrycie tej prawdy dla wielu osób staje się rewolucją w całym życiu.

Nie możemy rozwiązać problemów tymi samymi metodami, którymi zostały stworzone. Nowa Era to jest czas działania i tworzenia out of the box ( z ang. ‘poza pudełkiem, poza schematami’), czyli w zupełnie w inny, nowatorski sposób.

Medytacja dla początkujących: 5 wskazówek jak medytować

Jest wiele różnych rodzajów medytacji – medytacje prowadzone, mindfulness czy medytacje, które ja praktykuję. Ja zaczynam dzień od śpiewania mantr. Dzięki nim czuję się znacznie lepiej nawet w najciemniejszy i najzimniejszy poranek. Podnoszą się moje wibracje, a wraz z nimi mój nastrój i nastawienie do życia. Budzi się we mnie siła, radość i moc. Kiedy ja jestem pozytywnie nastawiona do świata, wówczas przyciągam do siebie wspaniałych, dobrych ludzi. Moje życie nie jest szarpaniną czy tkwieniem w miejscu – kiedy moje wibracje są harmonijne, wysokie i czyste, całe moje życie swobodnie płynie.

Po zaśpiewaniu mantry wchodzę w medytację. Wtedy umysł jest spokojny, a ja czuję samą siebie w pełni, czuję istotę, którą naprawdę jestem, jasno wiem, czego pragnie moje serce i moja dusza. Wtedy pojawiają się odkrywcze pomysły i rozwiązania, jak mogę to osiągnąć. To wykracza poza samo „myślenie”. W porównaniu z tym stanem samo myślenie wydaje się sporym ograniczeniem. Umysł może przetwarzać tylko to, co wiemy, co do niego wprowadziliśmy. Mądrość poza to wykracza. Jesteśmy czymś znacznie więcej niż tylko naszym umysłem i myślami.

Moim zdaniem medytacja jest obecnie podstawą dobrego życia. W czasach zamieszania i chaosu łączy nas z naszą wewnętrzną siłą, spokojem i mądrością. Żyjemy w okresie intensywnych przemian, co może budzić niepokój czy lęk. To podcina skrzydła i ogranicza dopływ odkrywczych pomysłów i wskazówek, które mogą być niezwykle pomocne, aby dokonać niezbędnych zmian i odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Łagodne i pozytywne adaptowanie się do tych zmian wymaga od nas autentycznego połączenia ze sobą. W tym miejscu znajduje się intuicja oraz siła, aby przez nie przejść.

Agnieszka Maciąg: dzięki medytacjom odnalazłam spokój i szczęście

2. Wsłuchaj się w swoje ciało

Chyba każdy z nas przeżył taką sytuację – spotykasz w pracy czy wśród znajomych osobę, która jest miła i zachowuje się przyjaźnie. Ale pomimo tego, będąc z nią, czujesz się strasznie spięta, wręcz boli cię brzuch. Po spotkaniu i rozmowie z tą osobą wręcz czujesz się „wydrenowana” z energii. Ale tłumisz te uczucia, tłumaczysz sobie (na tzw. „rozum”), że przecież ta osoba jest dobra i miła. Zadajesz sobie pytanie – dlaczego ja tak się czuję?

A czujesz się tak dlatego, że twoje ciało nigdy cię nie okłamuje. Głowa (rozum) – owszem, oszuka, opowie różne historie. Ciało wychwytuje sygnały, które mózg ignoruje lub ich nie rozpoznaje. I jeżeli masz wybierać pomiędzy tym, co mówi głowa, a tym, co mówią twoje „trzewia” – wybierz to drugie. To jest naprawdę bardzo ważne, żebyśmy się nauczyli czerpać wiedzę ze swojego ciała.

Ja ten niepokój, ostrzeżenie dotyczące innej osoby czuję w brzuchu. Jelita to nasz „drugi mózg”, i w pewnym sensie tak jest. To jest ta nasza część, która odbiera czasem więcej wiadomości niż nasz mózg. Osoby, które są bardzo zestresowane, mają bóle brzucha, czasem stres powoduje u nich nawet rozwolnienie.

Ciało ostrzega nas przed toksycznymi osobami. Niedawno spotkałam się ze znajomymi, z którymi przez wiele lat nie miałam kontaktu. Już przy pierwszym spotkaniu przypomniałam sobie, dlaczego nie chciałam się z nimi widywać. To ludzie, którzy cały czas kogoś oceniają. Deklarują głośno, że tego nie robią, ale niestety nie jest to prawda. A ja nie chcę być w wibracji oceny! Nie interesuje mnie ocenianie rozwoju innego człowieka. Interesuje mnie mój własny rozwój, bo tylko to jest ważne. Innych ludzi mogę wspierać, ale nie chcę stawiać siebie w pozycji sędziego. Nie do mnie należy ocena.

Ludzie, którzy nieustannie innych oceniają, nawet jeśli myślą, że robią to w „dobrej intencji”, to złodzieje energii. I twoje ciało to wie. Twoje ciało czuje również, kiedy spotykasz człowieka, który co innego mówi, co innego myśli, co innego czuje i jeszcze co innego robi. I to pomieszanie wibracji powoduje chaos i sprawia, że sama jesteś w relacji z taką osobą pogubiona.

Przypomnij sobie, co czujesz, gdy ktoś siedzi naprzeciwko ciebie, cały czas macha nogą i nie potrafi usiedzieć spokojnie. Taka osoba nie ma wewnętrznej harmonii. Jeśli chcemy współpracować z kimś takim, to musimy się liczyć, że może to być współpraca burzliwa. Ktoś, kto nie ma w sobie harmonii, nie stworzy jej wokół siebie – ani w życiu osobistym, ani w życiu zawodowym.

Słuchaj swojego ciała, nawiąż z nim dobry kontakt, zaprzyjaźnij się z nim. Kiedy jesteś w dobrej relacji z drugim człowiekiem, powinnaś się czuć dobrze, być zrelaksowana. Powinnaś czerpać radość ze spotkania, z wzajemnej wymiany energii.

Nie możemy dokonywać pozytywnych zmian w naszym życiu, jeżeli utknęliśmy w toksycznych relacjach, w toksycznej pracy, w toksynach w nas samych. Ale to właśnie te niewygodne związki są często impulsem do dokonania niezbędnych zmian w naszym życiu. Możemy je przerwać, kiedy mamy dość, zaczynamy siebie szanować, kochać i cenić i zaczynamy rozumieć, że zasługujemy na zdrowe relacje.

Agnieszka Maciąg medytuje. Dorocie Mirskiej opowiada o zmianie, jaka w niej zaszła i jak znaleźć w sobie odwagę aby zmienić swoje życia.

W mojej najnowszej książce „Twoja wewnętrzna moc” piszę, jak niezwykle ważna w życiu jest spójność tego, co mówimy, co myślimy, co czujemy i jak działamy. To się nazywa koherencja, która jest niezbędnym czynnikiem naszego zdrowia, dobra i pomyślności we wszystkich obszarach. Jeżeli chcemy odnaleźć w życiu dobrobyt, pomyślność, harmonię, to naszym zadaniem jest odnaleźć w sobie tę spójność. Jest to proces.

Wychodzimy z ery oszustwa i manipulacji. Wystarczy spojrzeć na polityków, którzy mówią jedno, a robią drugie. To my wybraliśmy tych toksycznych, manipulujących ludzi. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy nieustannie oszukiwani. Tymczasem wejście w Nową Erę wymaga od nas autentyczności. Więc my musimy się uczyć tej autentyczności najpierw w sobie i w swoim życiu.

Nie możemy oczekiwać, że nasz rząd będzie uczciwy i autentyczny lub że przełożony będzie szlachetny, mądry i autentyczny. Musimy wymagać od samych siebie tego, żebyśmy żyli w taki sposób, który jest dla nas dobry i zdrowy. Zdrowi, spójni ludzie stworzą zdrowe, spójne społeczeństwo.

Każdy człowiek jest tu z jakiegoś powodu, aby rozwijać swoje dary i talenty, wzrastać i robić coś dobrego dla innych ludzi, dla świata. Uwierz, że mamy prawo, aby żyć w dobrym świecie. Musimy sami dla siebie ten świat stworzyć. Ale każda zmiana zaczyna się od nas samych. „Jeśli pragniesz zmienić świat, zmień samego siebie”.

Samoakceptacja – jak ją osiągnąć?

3. Rozwijaj swoją intuicję

Intuicja to nasza bezcenna nawigacja po tym życiu, po tym świecie, po oceanie zmian. Intuicja – ta nasza wewnętrzna mądrość, która przeprowadzi nas przez wszystkie zawirowania i burze. Każdy z nas posiada dar intuicji, ale trzeba nauczyć się z niego świadomie korzystać.

Chyba każdy doświadcza tego przynajmniej co jakiś czas – myślisz o kimś intensywnie i ta osoba dzwoni do ciebie albo wpada na ciebie na ulicy. Albo komuś z rodziny dzieje się krzywda – i czujesz to. Pamiętam, jak kiedyś bliska mi osoba miała wypadek samochodowy. Obudziłam się w nocy i wiedziałam, że coś złego jej się stało.

I z tego naszego wewnętrznego głosu, intuicji, telepatii, głosu serca czy przeczucia – jakkolwiek to nazwiesz – warto korzystać codziennie. Traktować jako nasz codzienny GPS. 

Żyjemy w świecie, w którym panuje totalna dezinformacja. Kiedyś było tak, że osoba, która miała wiedzę, była mądra. A teraz osoba, która ma wiedzę, jest zagubiona. Ponieważ przez cały czas, na każdy temat, docierają do nas skrajnie różne informacje. I ta tendencja będzie się nasilała, niestety, ponieważ Era Wodnika to era technologii, internetu. Więc tych informacji będzie coraz więcej. Każdy może publikować wszystko, co tylko mu przyjdzie do głowy, gdzie chce i jak chce. Nie ma nad tym żadnej kontroli. Musisz w tym gąszczu nauczyć się jakoś poruszać. Jak? Oczywiście słuchaj rozumu, zdobywaj wiedzę, pytaj innych o zdanie. Ale po zebraniu informacji usiądź w spokoju, pomedytuj i poczuj, co mówi twoja intuicja. 

Ten wewnętrzny głos niesie nam niesamowitą mądrość. Ja żyję w ten sposób już od wielu lat. I jeśli np. chodzi o moją ścieżkę zawodową, to nie prowadzi mnie jasno wytyczony biznesplan. W ogóle czegoś takiego nie posiadam. Mój umysł nigdy by nie wymyślił tak doskonałej i pięknej ścieżki zawodowej, której obecnie doświadczam! Co mnie prowadzi? Wewnętrzny głos. Serce i intuicja. Medytuję codziennie. Każdego ranka wchodzę w medytację, oczyszczam mój umysł, uspokajam oddech. W tej przestrzeni nie ma lęku – jest odwaga i mądrość. Po porannej medytacji ja po prostu wiem, co mam robić, jaki następny postawić krok.

Masz wątpliwości, którą drogą iść, nie jesteś pewna, czy działasz rozsądkowo, czy zgodnie z intuicją? Podczas medytacji wyobraź sobie obie ścieżki i poczuj, która z nich daje ci więcej radości, swobody, ekscytacji. Wyobraź sobie swoje życie – jakie będzie, jeśli wybierzesz pierwszy wariant, a jakie – jeśli drugi. Po prostu poczujesz, który wybrać. To uczucie jest tak wyraźne i tak silne, że nie będziesz miała wątpliwości. To przewodnictwo twojej duszy, która wie znacznie więcej niż umysł. Ona się nie pomyli.

To nie znaczy, że gdy będziesz iść tą ścieżką, będzie tylko łatwo i zawsze bardzo przyjemnie. Mogą pojawić się wyzwania, którym będziesz musiała sprostać. Ale to dobrze – dzięki pokonywaniu trudności uczymy się, rozwijamy, hartujemy i wzmacniamy. I to jest naprawdę wspaniałe! To jest esencja samego życia!

Inteligencja emocjonalna

4. Pisz – to pomoże oswoić lęk

Zmiany to jedyna pewna rzecz w naszym życiu, a 2021 rok na pewno będzie w nie obfitował. Zmiany zmuszają nas do rozwoju i są nieodłącznym elementem życia. Możemy je przyjąć na dwa sposoby:

  • pierwszy – otworzymy się na nowe i zaakceptujemy to. Poczujemy wiatr tych zmian i damy się im ponieść, aby stworzyć swoje autentyczne życie, zgodne z naszymi wartościami. Czując wiatr tych zmian i wierząc, że wszechświat nas wspiera, zrobimy wszystko, aby znaleźć się w pracy, która jest zgodna z naszym powołaniem, sprawia nam radość i dobrze służy ludziom. Zdecydujemy się na związek, w którym poczujemy się dobrze, lub na rozstanie, bo czasem lepiej być samemu niż tkwić w toksycznej relacji. Jeśli witamy zmiany z otwartością, kierujemy się intuicją, korzystamy z medytacji, która wlewa w nasze serca i umysły spokój, to zmiany te będą piękne, wspaniałe, a my będziemy się rozwijali i wiedli lepsze życie.
  • drugi – tak bardzo będziemy bać się zmian, że będziemy kurczowo trzymali się starej ścieżki. A wtedy wszechświat zrobi wszystko, żeby nas z niej zepchnąć, czasami w dość bezwzględny sposób. Na przykład poprzez utratę pracy, chorobę i różnego rodzaju kryzysowe momenty mówiące: zatrzymaj się, zastanów się, wybierz inaczej. 

Więc – albo będziemy otwarci na zmianę i popłyniemy w rzece życia, albo zostaniemy do tych zmian zmuszeni. Zmiany muszą się dziać, ponieważ są częścią naszej ewolucji, a natura dąży do rozwoju. Zmiany są nieuniknione, innego wyjścia nie ma.

Ostatnio wspominaliśmy z moim mężem, Robertem, cały rok 2020. Chorowaliśmy na COVID-19, przeszliśmy przez kwarantannę, zdobyliśmy odporność, a w ciągu tych 12 miesięcy wydarzyło się mnóstwo nagłych, niespodziewanych i nieplanowanych sytuacji…

Podchodziliśmy do nich z otwartością, ze spokojem i zaufaniem. Jakakolwiek zmiana się pojawiała, przyglądaliśmy się jej i pytaliśmy się siebie – jaka jest dla mnie w tym szansa, lekcja, jak mogę to wykorzystać z korzyścią dla mnie, dla rodziny, bliskich. I doszliśmy do wniosku, że to był dla nas wspaniały rok, pełen niesamowitych, bezcennych darów. Helenka nie chodziła do szkoły.

Ale ponieważ w jej klasie wszyscy rodzice jej kolegów i koleżanek przeszli zakażenie koronawirusem, zaczęliśmy się komunikować między sobą – chcieliśmy, żeby dzieci mogły się spotykać, bawić. Poznaliśmy więc tych rodziców i okazało się, że są to cudowni ludzie! Tak wiele nowych, bezcennych znajomości, które wzbogacają nasze życie! Wystarczy spojrzeć na zmianę, jaką był na przykład lockdown, z zupełnie innej perspektywy – jak na coś, co nas wzbogaca, a nie jedynie ogranicza.

Ale zmiany często wcale nie są łatwe, bywają bolesne i trudne. Jeśli znajdziesz się na ścieżce przemian, zapewne poczujesz lęk. Zmiana jest niewiadomą, a niewiadome może budzić strach. Człowiek w procesie ewolucji tak został stworzony, żeby unikać tego, co niesie zagrożenie. Dążymy do bezpieczeństwa, stabilizacji – i często ludzie rezygnują ze swoich marzeń dlatego, że wyjście ze strefy komfortu, zmiana, jest zawsze pewnym rodzajem ryzyka. 

Jest jednak sposób, by poradzić sobie z lękiem – jeżeli boisz się zmian, weź kartkę papieru i pisz. Ręcznie, ołówkiem, długopisem, obojętnie. Wyrzuć w ten sposób z siebie lęk. Zamiast związane ze zmianą napięcia i stres nieświadomie przerzucać na męża, dzieci, bliskich – pisz.

Pomogło mi to ogromnie, kiedy ja przechodziłam okres głębokich przemian. Choć byłam na nie otwarta, wcale nie były dla mnie łatwe. Brałam więc kartkę A4 w kratkę i pisałam wszystko, co przyszło mi do głowy. Nie zastanawiałam się, czy ładnie zbuduję zdanie, czy mam ładne pismo – po prostu siedziałam i wyrzucałam z siebie potok słów. Mąż patrzył na mnie z lekkim niepokojem, zastanawiając się, co się ze mną dzieje. A ja pisałam. I czułam, jak wówczas wszystko ze mnie wychodziło, cały niepokój i stres, wszystko, czego się bałam.

W pewnym momencie się zatrzymywałam, bo otwierała się we mnie jakaś przestrzeń, jakaś „klapka”, jakby coś zostało uwolnione, odblokowane. Nagle znajdowałam rozwiązania, przychodziły do mnie pomysły, wstępowała we mnie nowa nadzieja. Kiedy zaczynałam pisać – byłam w lęku, wręcz przygnębiona, a kończyłam, będąc w euforii i czując szczęście. Odkładając kartkę papieru, byłam innym człowiekiem. To jest naprawdę znakomita terapia. Korzystajcie z niej!

Ja na co dzień prowadzę dziennik, w którym notuję, piszę o tym, czego się boję lub co mnie zachwyca. To moja codzienna autoterapia i tworzenie pięknego, pełnego życia.

Beata Sadowska o Mentalist – przestrzeni dla tych, którzy szukają siebie

5. Bądź bliżej natury

Jeśli utkwiłaś w wirze swoich myśli, jeśli nie widzisz rozwiązań, stresujesz się, cierpi nie tylko twoja dusza, ale także twoje ciało. Stres doprowadza do tego, że spinają się twoje mięśnie, sztywniejesz. Jeśli idziesz do masażysty i słyszysz, że mięśnie na barkach, na plecach są jak kamienie, to otrzymujesz jasny sygnał – to efekt stresu. Tak nie powinno być.

Nasze ciało powinno być miękkie, rozluźnione, elastyczne. Nie powinno być w nim żadnych blokad. Długo utrzymywane negatywne emocje – złość, strach, smutek, niepewność, żal – mogą prowadzić do powstania fizycznej choroby. 

Nie trzymaj tych emocji w sobie! Włącz program „e-motion” (po angielsku emotion to emocja, natomiast motion oznacza ruch). To jest ważne – wykonaj ruch, zmień swoją energię. Idź na spacer. Ruch to także rodzaj zmiany. Nawet jeśli pada śnieg czy deszcz, ubierz się i wyjdź. To zmienia perspektywę widzenia świata i swoich problemów! Przestają być takie ważne, ciasne, pojawia się w nich przestrzeń. 

Ostatnio nadrabiałam zaległości filmowe i obejrzałam serial „The Crown”. Przyjrzyjmy się, co robi królowa. Wcale nie czerpie wyjątkowej radości z siedzenia na tronie. Wkłada wygodne buty i idzie na wrzosowiska, przez błoto, przez krzewy. Jeździ na konne przejażdżki nawet podczas chłodu i słoty, chodzi z psami i zachwala deszczową pogodę w Szkocji. To właśnie na wsi, pokonująca strome zbocza w deszczu i błocie, wydaje się najszczęśliwsza. 

Jest w tym naprawdę głęboka mądrość. Bo jeżeli jesteśmy na spacerze, zmienia się nam energia w ciele. A to z kolei nam zmienia energię w głowie. Nasze ciało wpływa na głowę i nasza głowa na ciało. To system naczyń połączonych. Nie zastygajmy, nie zamierajmy tylko dlatego, że na dworze jest zimno. Wczoraj byłam na spacerze w śnieżycy. Śnieg sypał mi w oczy – nic nie szkodzi, założyłam czapkę z daszkiem, a na to ciepły kaptur. Zawsze można znaleźć sposób, żeby dobrze się ubrać i ochronić przed chłodem.

Jeżeli chcemy się zmienić, zmieńmy sposób życia. Zróbmy coś inaczej niż do tej pory, unikajmy rutyny w naszym życiu, tego, że zawsze robimy coś tak samo. Zacznijmy patrzeć na życie z różnych perspektyw, wychodźmy zmianom naprzeciw. A na efekty nie będziemy musieli długo czekać. Będą wspaniałe. Zobaczycie! Przecież mamy Erę Wodnika i cały wszechświat nam sprzyja.

Sylwoterapia – drzewa, które leczą

Najnowsze artykuły