Strona główna ZdrowiePsychologia O pasji, dzieciach i jednym z najpiękniejszych górskich biegów

O pasji, dzieciach i jednym z najpiękniejszych górskich biegów

autor: Beata Sadowska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Z pasją jest jak z jedzeniem: czym skorupka za młodu. Jako dziecko trenowałam lekkoatletykę i choć – akurat w moim przypadku – treningi skutecznie zniechęciły mnie do zawodowego biegania, to radość z aktywności fizycznej została we mnie do dziś.

Strona główna ZdrowiePsychologia O pasji, dzieciach i jednym z najpiękniejszych górskich biegów
Bieganie to pasja, którą Beata Sadowska zaraża swoje dzieci.

Kocham się ruszać, kocham smak endorfin i poczucie, że mięśnie zdrowo się zmęczyły. Kocham w ogóle je czuć, odkrywać tam, gdzie bym się ich nie spodziewała. Jak mantrę powtarzam, że dziecku potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa, bliskość, zdrowe jedzenie i ruch na świeżym powietrzu, kontakt z naturą.

Sport uczy sumienności, dokładności, hartuje ducha, sprawia, że dziecko lepiej się uczy, bo lepiej funkcjonuje mózg. A w przyrodzie… W przyrodzie jest wszystko: równowaga, balans, cisza, spokój, zdrowie, tlen. WSZYSTKO.

Sport to pasja, a z pasją żyje się pełniej

Nasze dzieci od maleńkości uczestniczą w naszych aktywnościach: i tych podróżniczych, i tych sportowych. Malutki Tyś był z nami na maratonie w Nowym Jorku i w Londynie. Obaj chłopcy kibicowali tacie podczas ultramaratonu wokół Mount Blanc (170 kilometrów!) i podczas TDS (najbardziej technicznie wymagający bieg podczas festiwalu UTMB). Nie zliczę pomniejszych biegów, gdzie byli, krzyczeli, zagrzewali, żeby się nie poddawać.

Dlaczego tak o to dbamy? Nie, nie po to, żeby na siłę wpisać dzieci do naszego świata. I również nie dlatego, że nie potrafimy z niczego zrezygnować. Potrafimy, bo rodzicielstwo (zwłaszcza to świadome, a do takiego dążymy) to codzienne – większe lub mniejsze – kompromisy i codzienne lekcje pokory oraz prztyczki w nos.

Pokazujemy chłopcom świat sportu, żeby pokazać im pasję. Radość z dążenia do celu i dumę z jego osiągania. Kibicujemy razem z nimi podczas wydarzeń sportowych, bo ta energia przenika każdego do szpiku kości i – w co bardzo wierzę – zostaje.

Bieganie dla początkujących – jak zacząć biegać?

Mama na trasie MCC, czyli 40 km ze Szwajcarii do Francji

W sierpniu kolejny raz zmierzyłam się z 40 kilometrami szczytami gór ze Szwajcarii (Martigny) do Francji (Chamonix). To jeden z moich ukochanych górskich biegów: MCC (sprawdź: przebiegłam półmaraton du Mont Blanc). Przepiękne widoki, wspinanie się pod górę i zbiegi, podczas których czuję, jak schodzą mi paznokcie (taki urok tej pasji, ale biorę to w pakiecie!).

Nie, nie byłam dobrze przygotowana i nie ma się tu czym chwalić. Poprzedzające dwa miesiące były dla mnie czasem wytężonej pracy w studiu nagraniowym przeplatanym opieką nad dziećmi. A ponieważ kocham jedno i drugie, grzechem byłoby narzekać.

No dobra, ale co z tym biegiem!? MCC to nie przelewki: po pierwsze 40 kilometrów po górach, po drugie 2300 metrów w pionie. Miałam myśl, żeby sobie odpuścić, ale kiedy przypominałam sobie, jak pięknie jest po drodze (startowałam w MCC już dwa razy), postanowiłam pobiec. I… nie pożałowałam! Pierwszy kilometr był najgorszy, a potem… Potem już poszło! Mój mąż, Paweł Kunachowicz, pojawił się w kilku miejscach na trasie, żeby mi pokibicować, wesprzeć, zapytać, czy wszystko OK. Na zdjęciu widać, jak się cieszę, że jest obok.

Meta, czyli szczęście w komplecie

A wracając do dzieci: wiedziałam, że będą na mnie czekać na mecie, wiedziałam, że przygotowały sobie alpejskie dzwony, żeby nimi hałasować. Wiedziałam, że chłopcy będą przybijali piątki setkom biegaczy. Wiedziałam w końcu, że dołączą do mnie na ostatnich metrach i razem przekroczymy linię mety.

To jest tak wzruszające, że trudno to opisać: zmęczenie, wyczerpanie z jednej strony, a z drugiej – mega siła płynąca z tej małej łapy, która idealnie wpasowuje się w naszą dłoń. 300, może 200 metrów z synkami za rękę i wspólne pokonanie ostatniego odcinka. To jest dopiero doping!

Tak, chcę, żeby moje dzieci to poczuły, żeby miały frajdę ze sportu. Nie, nie muszą wygrywać i rywalizować. Chciałabym, żeby miały pasję, frajdę, zabawę, żeby im się chciało chcieć. I wiecie co? Jestem pewna, że tak będzie.

Narty biegowe – jak zacząć?

Najnowsze artykuły