Strona główna ZdrowiePsychologiaStres Epidemia lęku. Rozmowa z lekarzem, autorem książki „Jak żyć z lękiem”

Epidemia lęku. Rozmowa z lekarzem, autorem książki „Jak żyć z lękiem”

autor: Marzena Wróbel Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Nie dają spać, odbierają apetyt, a czasem nawet chęć do życia. Zaburzenia lękowe mogą dotknąć nawet 25–30 procent z nas. Dorosłych i dzieci. Co jest ich przyczyną? Jak rozpoznać objawy? I co zrobić, żeby odzyskać spokój? Rozmawiamy z lekarzem i psychoterapeutą Marcinem Matychem, znanym jako Dr Nerwica.

Strona główna ZdrowiePsychologiaStres Epidemia lęku. Rozmowa z lekarzem, autorem książki „Jak żyć z lękiem”

– Czego się współcześnie boimy?

– Boimy się tego, co będzie. Tego, że na przykład trzeba kupić drogi lek, a nie mamy pieniędzy w portfelu.

– Ale przecież to normalne… Możemy mieć chwilowy brak ciągłości finansowej, trudny egzamin albo rozmowę o pracę. To nie powinno być przyczyną bezsenności czy samookaleczania się. A jednak tak się dzieje, często u ludzi, którzy – wydaje się – nie mają większych problemów, uczą się w dobrej szkole, mają kochającą rodzinę, tak zwane normalne życie…

– Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: strach i lęk. Lęk rodzi się z przewidywań, a strach czujemy w realnej sytuacji, w której już jesteśmy i zagraża nam coś rzeczywistego. Na przykład mamy lękowe przewidywania co do klasówki z matematyki, rozmowy o pracę albo czy wystarczy nam „do pierwszego”. Ale jeżeli w portfelu nie ma pieniędzy, to już co innego. Moglibyśmy więc założyć na rzecz naszej rozmowy, że ludzie sukcesu, którzy mają świetną pracę i pieniądze, nie muszą się niczego bać. Ale tak nie jest, ponieważ mogą mieć stany lękowe, gdy zaczną snuć czarne scenariusze przyszłości. Zasobność portfela nie zabezpiecza przed nadmiernym lękiem o brak pieniędzy. Na tym właśnie polega zaburzenie – jeżeli na nie cierpimy. Lękamy się spraw nierealnych, odległych w czasie. Takich, które hipotetycznie mogą się w przyszłości wydarzyć, choć póki co nie mamy realnych powodów, by się ich obawiać. Na przykład tego, że nie zdamy egzaminu, który czeka nas za pół roku. Albo tego, że możemy kiedyś stracić dobrą pracę. Strach mija dość szybko, ale lęki męczą nas długo. I wycieńczają organizm. Bo on nie odróżnia lękowych myśli od rzeczywistości.

– Jak reaguje?

– Na poziomie układu immunologicznego, hormonalnego i neurologicznego. Zarówno wtedy, gdy się boimy realnie, jak i wtedy, gdy czujemy lęk, w organizmie wzrasta poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu. Następuje aktywacja układu współczulnego odpowiedzialnego za mobilizację i pobudzony jest układ odpornościowy, który zaczyna produkować czynniki prozapalne, jakby co najmniej spotkał się z bakterią lub wirusem. Cały organizm dostaje sygnał do walki.

– To chyba dobrze, że się mobilizuje…

– Na krótszą metę – tak. Organizm dostaje sygnał o zagrożeniu, powinien na nie zareagować i wrócić do normy. Ale tak się nie dzieje w przypadku zaburzeń lękowych. Długo nas trzymają, więc organizm permanentnie jest w stanie walki. Można to porównać do jazdy na niskim biegu. Wrzucamy go, gdy chcemy kogoś wyprzedzić. Samochód dostaje wtedy dużo paliwa, silnik ma większą moc i obroty.
A teraz wyobraź sobie, że jedziesz na jedynce albo dwójce długo, nie tylko w czasie wyprzedzania, ale na przykład z Warszawy do Łodzi. Dojedziesz tam w końcu, tylko w jakim stanie będzie wówczas twój samochód? Jazda na wysokich obrotach na kompletnie zniszczy silnik. Analogicznie – długa walka organizmu z niewidzialnym przeciwnikiem, którego sami sobie stwarzamy, kończy się stanami lękowymi, napadami paniki, fobiami, depresją, hipochondrią, zaburzeniami kompulsywnymi.

– Przestajemy spać, pojawiają się zaburzenia odżywiania, samookaleczenia…

– Kiedy napięcie nie może być rozproszone, często próbą jego rozładowania mogą być samookaleczenia. Bo gdy organizm jest „przesterowany”, nagromadzone emocje wymykają się nam spod kontroli. Gdy wpadniemy w błędne koło lęku, traci zdolność do samoregulacji.
Nie da się „przyzwyczaić” do takiego lęku. Po wielkim wysiłku, jak po maratonie, organizm długo jest wykończony, ma dług tlenowy. Maratończycy to znają – wymiotują, nie są w stanie spać, płakać. Takie wycieńczenie osłabia. Podobnie jest z psychiką. Napędzany lękami organizm nie potrafi wrócić do normy. Nie śpi, nie może jeść…

– A bliscy mówią: „Hej, o co ci chodzi? Przecież masz wszystko. Studia, pracę, mieszkanie, kochających rodziców. W czym problem?”.

– No właśnie. Gdy ktoś uderzy się młotkiem w palec, to wierzymy mu, że go boli. A gdy ktoś ma stany lękowe i z tego powodu nie śpi i wymiotuje – nie. Zakładamy, że nie ma powodu, jego problem nie wydaje nam się realny. Kulturowo mamy wpojone oddzielenie ciała i umysłu. I te dwie strefy, według nas, się nie łączą. Trudno nam zaakceptować, że to, co dzieje się w umyśle, może dawać fizyczne objawy.

– To problem współczesny? Wcześniej nie było stanów lękowych? Na przykład po wojnie realny strach o przeżycie zaglądał ludziom w oczy.

– Zaburzenia lękowe były zawsze. Ale ludzie akceptowali to, że tylko silni sobie poradzą, a pozostali będą skazani na cierpienie. Mało uwagi zwracano na jakość życia. Liczyło się przeżycie – to było najważniejsze. Dzisiaj na szczęście zauważamy cierpienie. Z drugiej strony kiedyś mieliśmy rytuały pomagające oswoić trudne rzeczy, np. śmierć – ciało zmarłego było wystawiane, znajomi przychodzili się pożegnać, żyła tym cała wioska lub ulica, omawiano to, przeżywano. Świat wokół był ograniczony i w jakimś stopniu oswojony.

– Zmienił się świat czy my?

– My zmieniamy świat, a świat nas. Kiedyś światem było najbliższe otoczenie. Współcześnie każdego dnia w czasie rzeczywistym zalewa nas nieporównywalnie więcej informacji o strasznych rzeczach, które dzieją się na całym globie. O chorobach, śmierci, cierpieniu.

– Ale przecież niespecjalnie się tym przejmujemy.

– Pozornie. Bronimy się przed tym, odpychamy, ale jednak mamy emocje, które zbierają się w nas na skutek napływu tych wszystkich informacji. Nie odizolujemy się od nich. Napięcie cały czas rośnie. Często próbujemy je schować, bo tak jest pozornie łatwiej. Odcinamy się od trudnych emocji i otaczającej nas rzeczywistości.

– To chyba forma samoobrony?

– Oderwanie od emocji i rzeczywistości nigdy nie jest dobre. Kiedyś rzeczywistość była prostsza, łatwiejsza do ogarnięcia. Wprawdzie nasi przodkowie żyli krócej, ale martwili się tylko tym, co się dzieje wokół nich. Pamiętajmy, że układ nerwowy człowieka nie zmienił się od 300 tys. lat, a postęp leci jak oszalały. Zmysły nie nadążają z przetwarzaniem informacji, więc pojawia się napięcie, a zbyt duży poziom napięcia staje się lękiem. Niektórzy potrafią nosić maskę i udawać, że wszystko jest OK. Chodzą w kieracie, odcinają się od emocji i przestają czuć. Inni nie są w stanie tego wszystkiego unieść i rozsypują się. I to u nich właśnie pojawiają się zaburzenia lękowe, nerwicowe. Depresja, wypalenie zawodowe, zaburzenia snu i odżywiania. Można powiedzieć, że taka wzmożona reakcja układu nerwowego jest w zasadzie oznaką zdrowia, a nie zaburzenia.

– A mogłoby się wydawać, że współcześnie żyje nam się lepiej…

– Dziś stawiamy na jakość życia, to całkiem niedawny wynalazek. Uważamy, że mamy prawo do dobrostanu, samorealizacji i szczęścia, ale jednocześnie akceptujemy, że musimy na to pracować jak niewolnicy. To działanie destrukcyjne – nauczyliśmy się chcieć, a chcieć to móc. Przecież wystarczy trochę popracować, by wynająć sobie samochód. Warto, bo to narzędzie pracy. Dzięki niemu będziemy mogli zdobyć jeszcze więcej. I koło się zamyka. Zachowujemy się jak dzieci w sklepie z cukierkami. Nigdy nie mamy dość. I ugotowaliśmy się, wpadliśmy w pułapkę, utożsamiliśmy dobrostan z konsumpcją. Uwierzyliśmy, że jak będziemy szybciej biec, to wiatr będzie nas chłodził. Tak zaczęły się problemy.

Przetrwają najsilniejsi?

– Niekoniecznie, często najsilniejsi kończą najbardziej gwałtownie. U nich po latach pojawią się na przykład choroby onkologiczne, autoimmunologiczne, zawał albo… samobójstwa, bo organizmu nie da się oszukać. Więc – paradoksalnie – lękowcy, którzy wcześniej się przewrócili, zderzyli się ze ścianą, są zdrowsi, bo wcześniej wysiadają z tej karuzeli emocji. Problem pozornej siły szczególnie dotyczy mężczyzn, którzy długo skrywają trudne emocje, uznając je za słabość, i niestety często niespodziewanie odbierają sobie życie. Jest to zaskoczenie dla otoczenia, ponieważ nikt nie zaobserwował nic niepokojącego.

– A młodzież, dzieci? U nich też coraz częściej diagnozowane są stany lękowe.

– To po części odbicie naszych aspiracji – choć chcieliśmy dobrze. Pragnęliśmy zapewnić im dobrobyt. Zabraliśmy do Hiszpanii, bo chcieliśmy im pokazać świat. Zafundowaliśmy im treningi i kursy, wakacje oraz sprzęt elektroniczny, by zapewnić lepszy start. Zaszczepiliśmy wiarę w postęp i w zwycięstwo. Nauczyliśmy ich, że każdy może być kowalem swego losu. A jednocześnie spędzaliśmy czas w pracy, a one były samotne. Dlatego nasze dzieci mają niezaspokojone potrzeby emocjonalne i ogromny bunt przed takim stylem życia, jaki im zaproponowaliśmy. Są samotne i zalęknione. Wołają o naszą pomoc i wsparcie. Nie wiedzą, jak mają żyć. Jedyne, co wiedzą, to jak nie chcą żyć.

– Czy lęki można leczyć?

– Potrzebny jest psychoterapeuta i psychiatra. No i konsultacja internistyczna, bo lęk może być wynikiem na przykład problemów z tarczycą. Kiedy dziecko ma objawy lękowe, to konieczna jest terapia całej rodziny, z udziałem rodziców, a najlepiej też nauczycieli. Trzeba uporządkować rytm życia, spełnić potrzeby, zaczynając od najprostszych, podstawowych, po możliwość samorealizacji i uznania. Wzajemnie nauczyć się wyrażać emocje, przytulać się, szczerze rozmawiać. A także dobrze się odżywiać i spać.

Zobacz także: Lęk separacyjny u dzieci – jak się objawia? Jak pomóc dziecku?

Są takie plemiona, gdzie bardzo długo nosi się dzieci na rękach. To zdrowe. A u nas przez lata było popularne karmienie zgodnie z zegarkiem, bez uwzględniania potrzeb dziecka. Poza tym u każdego lękowca, niezależnie od wieku, wskazana jest przewidywalność i proste życie, unikanie ocen oraz wsparcie, dotyk, nawiązywanie relacji z ludźmi, nauczenie się mówienia o emocjach, o uczuciach. Trzeba być asertywnym , dbać o siebie, spełniać swoje potrzeby. A gdy nadejdzie stres i lęk, uwolnić nadmiar ciśnienia, na przykład krzycząc w lesie albo uderzając w poduszkę. Nie zlikwidujemy w ten sposób przyczyny, ale rozładujemy napięcie. Najlepiej regularnie uprawiać też umiarkowany wysiłek fizyczny.

Zobacz także: Kto jest narażony na nerwicę? Co wpływa na jej rozwój?


Mam taką refleksję socjologiczną, że społeczeństwo ma objawy nerwicy, ponieważ jest niewydolne w zakresie relacji, rytmu życia, zachowania równowagi między potrzebami a oczekiwaniami. Jest to ważny komunikat dla nas wszystkich, żeby poddać refleksji to, co jest w życiu najważniejsze.

Zobacz również: Dlaczego boimy się kochać, czyli lęk przed miłością

Czy ten artykuł był pomocny?
TakNie

Podobne artykuły