Strona główna Najnowsze artykuły Karolina Ferenstein-Kraśko o nauce jazdy konnej
Strona główna Najnowsze artykuły Karolina Ferenstein-Kraśko o nauce jazdy konnej

Karolina Ferenstein-Kraśko o nauce jazdy konnej

autor: Izabela Nowakowska-Teofilak

Jeździectwo to fitness, terapia i medytacja w jednym. Zapewnia kontakt z naturą, jest odskocznią od rzeczywistości, pozwala odnaleźć wewnętrzny spokój i przywraca wiarę w siebie. Daje wszystko, czego w stresujących czasach pandemii potrzebujemy najbardziej. A w dodatku nie ma tu limitów wiekowych i nie jest wymagana ponadprzeciętna sprawność. Brzmi sielsko? Są jednak rzeczy, o których warto wiedzieć, zanim pierwszy raz wsiądzie się na konia. Jak się do tego przygotować? Opowiada Karolina Ferenstein-Kraśko, właścicielka Stadniny Koni Ferenstein w Gałkowie, od dziecka związana z jeździectwem.

Izabela Nowakowska-Teofilak: Klubów, stajni i szkółek jeździeckich jest mnóstwo, ale z jakością w nich bywa różnie. Czym się kierować, wybierając miejsce do nauki jazdy konnej?

Karolina Ferenstein-Kraśko: Dobre ośrodki mają certyfikaty wydawane przez Polski Związek Jeździecki. Dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z jeździectwem, to najlepszy drogowskaz. Przed pierwszą lekcją wybierz się do stajni i poobserwuj, co się tam dzieje, jak pracują konie na ujeżdżalni lub hali, zwróć uwagę na zachowanie zwierząt, jeźdźców i instruktorów. Czy wszyscy są spokojni, nie ma krzyku i nerwowej atmosfery? To dobry znak.

Ale ważne jest także to, co na zewnątrz. Przespaceruj się po terenie, sprawdź, czy wokół stajni są odpowiednio duże padoki, by konie mogły się swobodnie wybiegać. To zwierzęta, które muszą się ruszać, potrzebują przestrzeni, świeżego powietrza, swobody, światła. Zamknięcie ich w stajennym boksie to najgorsze, co można im zrobić. Bywa, że padoki są, ale puste. Zapytaj, dlaczego nie ma na nich koni. Ile mają czasu w ciągu dnia na swobodne spacery po łące? To ma ogromny wpływ na ich psychikę. Konie, którym zapewniono odpowiednią ilość ruchu, będą spokojniejsze zarówno w obsłudze, jak i pod siodłem.

Dowiedz się także, w jakiej formie odbywają się lekcje. Mogą być prowadzone w grupie lub indywidualnie. Druga opcja jest zdecydowanie lepsza na początek.

Bieganie dla początkujących – jak zacząć biegać podpowiada dziennikarka Beata Sadowska

Karolina Ferenstein-Kraśko podczas zawodów jeździeckich przeskakuje z koniem przez przeszkody.

– Marzyłam o tym od dziecka, ale na pierwszą lekcję jazdy konnej wybrałam się dopiero jako dwudziestolatka. Nie wiedziałam, jak się zachować przy koniu, nie znałam sprzętu jeździeckiego, nie miałam pojęcia, co gdzie założyć… Ciągle pamiętam ten strach i zagubienie. Magię poczułam dopiero w siodle.

– Nic dziwnego, znacznie łatwiej odnaleźć się na koniu niż przy nim. To duże, silne zwierzę, którego reakcji trzeba się nauczyć. Co zrobić, kiedy podnosi nogę albo odwraca się do nas tyłem? Tysiące zachowań, których zrozumienie przychodzi z czasem. Dlatego w mojej stajni na debiutantów czeka osiodłany już wierzchowiec.

Zaczynamy od podstawowej nauki jazdy na lonży, czyli długiej ośmiometrowej linie, na której instruktor prowadzi konia i kontroluje jego zachowanie. To czas, w którym można nawiązać pierwszą relację ze zwierzęciem, poczuć je, zrozumieć, jak się porusza. Dopiero później odbywa się nauka prowadzenia konia w ręku, pierwsze wejście do boksu czy siodłanie, oczywiście pod kontrolą doświadczonego instruktora, który tłumaczy i pokazuje wszystko krok po kroku. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto jest pierwszy raz w stajni i mało wie o koniach, ot tak, samodzielnie wszedł do boksu. To zwyczajnie niebezpieczne.

– Jak należy się w takiej sytuacji zachować?

– Przede wszystkim trzeba najpierw koniowi zasygnalizować, że się do niego podchodzi, powoli wyciągnąć rękę. Żadnych gwałtownych ruchów, krzyków, pisków. Wyciszenie, opanowanie, równowaga to podstawa w stajni. Konie bardzo wyczuwają strach i niepewność, mogą reagować na nie nerwowością. Wewnętrzny spokój to jest to, co lubią w ludziach najbardziej. I my w sobie chyba też.

– Trudno jednak zachować spokój, kiedy nie rozumiemy podstawowych poleceń w stajni: „Załóż czapsy”, „Przynieś czaprak i tranzelkę”, „Umyj wędzidło”…

– To prawda, ale nikt chyba nie robi tego złośliwie. Sama łapię się na tym, że odruchowo używam terminologii jeździeckiej, uznając, że jest ona zrozumiała dla wszystkich. Dla większości ludzi, którymi otaczam się na co dzień, to słownictwo jest zupełnie naturalne. Dlatego rozmawiając z kimś spoza świata jeździeckiego, często po prostu zapominam, że wypadałoby pewne rzeczy bardziej obrazowo wytłumaczyć. Zawsze można po prostu zapytać, to żaden wstyd.

– Dobrze, wyjaśnijmy więc po kolei: co to są czapsy?

Czapsy to ochraniacze na łydkę, które chronią przed otarciami, ale także usztywniają i stabilizują nogę jeźdźca. Taką samą funkcję pełnią sztylpy, ale są nieco inaczej uszyte i trochę sztywniejsze. Czaprak to z kolei podkładka, którą kładzie się między grzbiet konia a siodło. Chłonie pot i chroni skórę zwierzęcia przed otarciami.

Tranzelkę, nazywaną także uzdą lub ogłowiem, zakładamy na głowę konia. A wędzidło jest z nią powiązane – to ten element, który wkładamy koniowi do pyska, by podczas jazdy przekazywać mu subtelne sygnały.

Terminów jeździeckich jest sporo. Dlatego przed pierwszą wizytą w stajni warto przeczytać jakiś poradnik, w którym będą wszystkie podstawowe informacje, także te o zwyczajach, zachowaniach i psychice koni. Wszystko dokładnie krok po kroku opisałam w książce Konie. Pasja od pokoleń. W kwietniu ukaże się we wznowionym, rozszerzonym wydaniu. Idealna lektura dla osób, które chcą zacząć przygodę z jeździectwem bez stresu, zakłopotania i niepewności.

Nordic walking dla początkujących – od czego zacząć przygodę z kijkami?

Okładka książki "Konie. Pasja od pokoleń" Karoliny Ferenstein-Kraśko.

“Konie. Pasja od pokoleń” Karolina Ferenstein-Kraśko, wyd. Pascal

– Do jazdy konnej potrzebny jest odpowiedni strój. Trudno jednak w niego inwestować, skoro nie wiesz jeszcze, czy jeździectwo w ogóle ci się spodoba.

– Na pierwsze lekcje wystarczy się ubrać wygodnie, tak by nic nie ograniczało ruchu. Można założyć bluzkę termiczną i zwykłe legginsy, byle nie z materiału, który będzie się mocno ślizgać po siodle. Siedząc stabilnie, poczujesz się pewniej. Zamiast czapsów na początku mogą być grubsze podkolanówki.

Buty obowiązkowo muszą być zakryte. Najlepiej ze wzmocnionym czubkiem, na wypadek gdyby koń nastąpił na stopę. Nie mogą być zbyt szerokie w palcach, a ich podeszwa powinna być w miarę gładka. Dlaczego? By w razie upadku stopa nie zaklinowała się w strzemieniu. Czasem łatwiej po prostu kupić sztyblety, czyli krótkie buty jeździeckie. To akurat mało ryzykowna inwestycja, bo można je nosić na co dzień, nigdy nie wychodzą z mody.

Obowiązkowym elementem jest natomiast kask. W ostateczności może być rowerowy, choć w niektórych ośrodkach można wypożyczyć jeździecki. Warto o to zapytać przed jazdą i jeśli jest taka opcja – zabrać ze sobą cienką czapkę pod kask.

– Kiedy patrzy się na jeźdźców z ziemi, wydaje się, że to sport lekki i przyjemny.

– Przyjemny bez wątpienia, ale też wymagający. Początkowa nauka jazdy konnej jest fizycznie bardzo męcząca i wyczerpująca. Dowiadujemy się o istnieniu mięśni, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, bo nie używamy ich na co dzień. Nie znam innego sportu, który by je angażował. Dlatego po pierwszych jazdach może boleć całe ciało.

Z czasem, kiedy wyrabiamy sobie kondycję, nabieramy wprawy i uczymy się właściwej techniki, jest nieco lżej, ale treningi z koniem zawsze wymagają dużego zaangażowania, koncentracji i skupienia. Pracuje całe ciało i umysł. Skupiamy się nie tylko na sobie, ale także musimy zrozumieć i wyczuć zwierzę. Na różnych etapach tego sportu pracujemy więc nieco inaczej, zawsze jednak towarzyszy temu wysiłek.

– Ale jak się już zacznie, to trudno przestać.

– Bo jeździectwo nie jest tylko sportem. To relacja metafizyczna, która wymaga od nas zupełnie innego zaangażowania. Odcięcia się od tego, co jest dookoła, i skupienia tylko na tym, co tu i teraz. Ma to absolutnie zbawienne skutki dla naszej psychiki. Konie emanują niezwykłą, magiczną wręcz aurą. Bije od nich ciepło, spokój, dobra energia, która od razu się udziela. Dzięki temu człowiek wchodzi w totalnie inny wymiar i wszystko przestaje mieć znaczenie. Wszelkie frustracje zostają za drzwiami stajni.

– Można powiedzieć, że jeździectwo ma właściwości terapeutyczne.

– I nie ma w tym ani grama przesady. Zbliża nas do natury, wzmacnia relacje rodzinne, bo to sport ponadpokoleniowy, nie ma ograniczeń wiekowych. Konno może więc jeździć cała rodzina: dzieci, rodzice, dziadkowie. Poza tym jeździectwo kształtuje charakter, uczy hartu ducha, determinacji w dążeniu do celu, konsekwencji, cierpliwości, spokoju, wytrwałości. Lista zalet jest długa, a dobroczynne działanie – bezsprzeczne.

– Ale konie bywają także niebezpieczne…

– To płochliwe zwierzęta, dlatego czasem mogą być nieprzewidywalne. Obcując z nimi, uczymy się jednak obserwacji, szybkich reakcji i stawiania granic. Zwierzę dobrze wie, na ile może sobie pozwolić, i będzie wykorzystywało nasze słabości. Niektóre konie gryzą, ale nie ma to nic wspólnego z agresją czy złośliwością. To zazwyczaj zwierzęta, które często dostawały z ręki różnego typu smakołyki. Przez to nauczyły się myszkować po kieszeniach i asertywnie dopominać się o przysmaki.

Jeśli chcesz nagrodzić konia, wrzuć mu więc lepiej marchewkę do żłobu, unikniesz później nieprzyjemnych sytuacji. Niektóre zwierzęta reagują nerwowo na dopinanie popręgu (przebiega pod brzuchem i utrzymuje siodło na miejscu) czy zakładanie derki (okrycie konia). W takich sytuacjach należy zachować szczególną ostrożność i czujność.

Joga dla początkujących – jak zacząć praktykę?

Karolina Ferenstein-Kraśko siedzi na koniu podczas zawodów jeździeckich.

– Początkujący jeźdźcy są często tak zachwyceni tym sportem, że szybko zaczynają myśleć o własnym koniu. Romantyczne opowieści o niezwykłych relacjach z tymi zwierzętami utwierdzają ich w przekonaniu, że to świetna decyzja.

– To zazwyczaj nie kończy się najlepiej. Układanie koni wymaga dużej wiedzy i doświadczenia. Amator będzie więc potrzebował stałej opieki doświadczonego trenera. I tu zaczynają się schody, bo nie sztuką jest zebrać jednorazowo większą kwotę i kupić sobie konia. Jego comiesięczne utrzymanie generuje naprawdę duże koszty.

Ktoś, kto dopiero zaczyna przygodę z jeździectwem, nie zdaje sobie sprawy, ile wymaga ono czasu, pracy i wyrzeczeń. Koń potrzebuje ruchu codziennie, siedem dni w tygodniu. Jeśli nie możemy do niego przyjechać, musimy zatrudnić kogoś, kto będzie na niego wsiadał podczas naszej nieobecności, najlepiej wykwalifikowanego, doświadczonego instruktora. A to wiąże się z dużymi kosztami. Warto także wiedzieć, że tak zwane końskie zdrowie jest mocno przereklamowane. W rzeczywistości to bardzo delikatne i wrażliwe zwierzęta. Często zdarzają im się kulawizny, kolki, wrzody i inne choroby. A wtedy leczenie trzeba wpisać w swoją codzienność i wydatki… Relacja z koniem jest bezcenna, ale wszystko inne niestety ma swoją cenę.

– Obcowanie z tymi zwierzętami jednak procentuje. Doceniłam to szczególnie kiedy zostałam mamą. Opieka nad koniem powinna być kluczowym elementem kursu dla przyszłych rodziców.

(śmiech) To prawda. Koń nam nie powie, że boli go brzuch, ma gorszy nastrój, źle się czuje. To zwierzęta niezwykle oszczędne w wyrażaniu emocji, nie wyją i nie skomlą jak psy, nie machają ogonem z radości, dają bardzo subtelne sygnały. Wszystko trzeba wyczuć, wyczytać z oczu, minimalnych zmian w zachowaniu. Taka relacja bez słów jest najlepszą nauką wyczuwania nastrojów i potrzeb kogoś innego. To faktycznie procentuje przy wychowywaniu dzieci.

Ale bezbłędnie sprawdza się tylko przy maluchach. Nastroje nastolatków są bardziej nieprzewidywalne niż dokazywanie najbardziej krnąbrnych źrebaków. Konie uczą nas na szczęście także wyrozumiałości, która przydaje się we wszystkich relacjach. I chyba najlepiej uświadamiają nam, że metody siłowe nie są żadnym rozwiązaniem. W tej kwestii przewaga jest po ich stronie, my musimy się wykazać inteligencją i sprytem.

Najnowsze artykuły