Strona główna Polecane Droga mamo – nie musisz być idealna! Bądź sobą
Współczesna mama - czy naprawdę musi być idealna? Mama pracująca w domu - siedzi na podłodze w sypialni, na jednym kolanie trzyma laptopa, na drugim kolanie siedzi jej córka o rysuje.
Strona główna Polecane Droga mamo – nie musisz być idealna! Bądź sobą

Droga mamo – nie musisz być idealna! Bądź sobą

autor: Dorota Mirska-Królikowska Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

Jakie są współczesne mamy? Mamy ery Instagrama i TikToka. Mamy, od których oczekuje się, żeby były skoncentrowane na dziecku i jego potrzebach i jednocześnie robiły karierę, były zadbane i wysportowane. O tym, z czym dzisiaj się zmagają, co sprawia im problemy i jak mogą sobie z nimi poradzić, rozmawiamy z psycholożką dziecięcą Anną Kańciurzewską.

Do gabinetu Anny od ponad dziesięciu lat trafiają dzieci z różnego rodzaju problemami rozwojowymi. Ale terapia dziecka oznacza także pracę z całą rodziną. Ania ma więc za sobą setki godzin rozmów nie tylko ze swoimi podopiecznymi, ale również z ich matkami. Postanowiłyśmy więc pokusić się o nakreślenie portretu współczesnej mamy: z czym się mierzy na co dzień, co sprawia jej największe problemy i w jaki sposób może sobie pomóc?

Dorota Mirska-Królikowska: W mediach społecznościowych widzimy dziesiątki kont z pięknymi mamami tulącymi swoje radosne dzieci. Podróżują z nimi po całym świecie, gotują im wegańskie dania, uczą je praktykować jogę. Do tego w sklepach jest dosłownie wszystko – od ubranek, poprzez pieluchy, aż po świetne kosmetyki do pielęgnacji… Współczesny świat wydaje się sprzyjać młodym mamom.

Anna Kańciurzewska: Media społecznościowe często kreują sztuczny, skutecznie wygładzony filtrami świat, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Tymczasem te żyjące w realu młode mamy często są zmęczone, niewyspane, przytłoczone codziennością. Patrzą na cukierkowe obrazki z Instagrama i myślą sobie: „Co jest ze mną nie tak?”. To jest zdanie, które chyba najczęściej słyszę w gabinecie.

Przychodzą do mnie mamy z dziećmi w różnym wieku, z różnymi problemami, ale wszystkie one mierzą się z tym samym: po pierwsze – nie mają na nic czasu, po drugie – czują, że nie są w stanie spełnić oczekiwań, jakie mają wobec nich najbliżsi i społeczeństwo, po trzecie – nie radzą sobie z ciągłym poczuciem winy.

A więc z moich obserwacji wynika, że współczesny świat wcale nie sprzyja młodym mamom. Postawił tak wysoko poprzeczkę oczekiwań, że niewiele z nich jest w stanie im sprostać. Z jednej strony oczekuje się od kobiet, że będą ze stuprocentową uważnością zajmowały się swoimi dziećmi, wspierały je, rozwijały ich potencjał i były przy nich stale obecne. Ale z drugiej strony z mediów i społeczeństwa płynie inny silny przekaz – nowoczesna kobieta powinna być niezależna finansowo, rozwijać swoje pasje, być silna i asertywna. I kobiety w gabinecie załamują ręce, bo już nie wiedzą, co mają robić! Pracować i rozwijać karierę czy skupić się na wychowaniu dzieci i dbaniu o dom?

Szczególna więź między matką a córką. Wywiad z psycholożką dr Joanną Kot

– Raczej trudno to pogodzić?

– Bardzo trudno. I tu pojawia się ten mroczny cień macierzyństwa – poczucie winy. Bo jakąkolwiek drogę wybrałaby kobieta, ma poczucie, że w którejś z tych ról zawodzi. Kiedy decyduje się na rozwijanie kariery i swojego potencjału, czuje się winna, że nie ma jej w domu przy dziecku. A kiedy zapragnie pierwsze lata po narodzinach malca spędzić z nim w domu – ma poczucie winy, bo marnuje rozwijającą się dotąd karierę.

Są też mamy, które stają na rzęsach, godząc pracę i wychowanie dziecka. I wielu się to udaje, ale… odbywa się to ogromnym kosztem. Po roku, dwóch takiej harówki są kompletnie wyczerpane. A poczucie winy wcale nie jest mniejsze. Bo kiedy są w pracy, zastanawiają się, co teraz robi dziecko: niepokoją się, czy jest dobrze zaopiekowane, mają wyrzuty sumienia, że karmi je i tuli do snu ktoś inny. A z kolei będąc z nim w domu, martwią się, że nie poświęcają odpowiedniej uwagi swoim zajęciom zawodowym.

– I tak źle, i tak niedobrze…

– Dokładnie tak. Ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ od kilku lat zauważyłam kolejny ogromnie obciążający dla młodych mam trend – zajęcia dodatkowe rozwijające potencjał dzieci. To jest jakieś szaleństwo. Rodzice czują ogromną presję, że powinni zapewnić swojemu dziecku najlepszy możliwy start w życiu. Widzą, że jego koledzy i koleżanki z przedszkola czy szkoły są w wielu kółkach zainteresowań, sekcjach sportowych itd., więc nie chcą, aby ich pociecha została w tyle.

Matki mają gdzieś z tyłu głowy, że jeśli nie zapiszą i nie zawiozą dziecka na te zajęcia, to marnują jego potencjał. A więc byłyby złymi matkami… Wożą więc malca po zajęciach w przedszkolu czy szkole na zajęcia muzyczne, angielski, robotykę, basen, karate, piłkę, balet itd. Przychodzą do mnie do gabinetu kilkulatki, których godzina terapii jest dosłownie upchnięta pomiędzy inne zajęcia.

Może tak naprawdę mamy wolałyby spokojnie po południu posiedzieć w domu, upiec ciasto, poczytać z dzieckiem książeczkę czy pójść z nim na spacer. Ale myślą, że to nie jest wystarczająco rozwijające, wystarczająco wartościowe. I czują na plecach oddech wyścigu – więcej, szybciej, sprawniej. Chcąc nie chcąc, wpadają w taki kołowrotek. Robią wszystko, żeby pogodzić rolę mamy z pracą, etatem szofera, kucharki (najlepiej wykwalifikowanej), gospodyni domowej itd. Po całym dniu takiego pędu rodzina pada wyczerpana.

A gdzie tu czas na rozmowę, wspólne nudzenie się, żarty, przytulanie? Przecież bliskość, poczucie bezpieczeństwa, spokoju potrzebne dzieciom jak tlen rodzą się właśnie w takich chwilach. Tymczasem wiele matek tak naprawdę spędza czas ze swoimi dziećmi, tylko siedząc w samochodzie czy kładąc je spać. I w pewnym momencie orientują się, że tak naprawdę wcale ich nie znają…

Co mama w genach dała? Co córki dziedziczą po mamie?

– Ten problem wielu rodziców zauważyło podczas pandemii.

– Mój telefon się wówczas dosłownie urywał. Rodzice zostali zamknięci z dziećmi w czterech ścianach i nie radzili sobie w tej sytuacji. Nagle zauważali trudności, których wcześniej nie dostrzegali, bo po prostu nie mieli wcześniej okazji spędzać wspólnie tyle czasu. Z tego samego powodu trudne bywają wakacje z dziećmi, długie weekendy czy święta. Kolejny kamyczek do poczucia winy dla mamy – nie znam kompletnie swojego dziecka. Co ze mnie za matka…

– Gdzie w tym błędnym kole znaleźć czas dla siebie? Przecież chcemy być nie tylko matkami, ale także kobietami – po prostu.

– Dotknęłaś kolejnego punktu zapalnego. Poczucia kobiecości. Szczególnie trudne jest to dla mam małych dzieci, które są tak zmęczone, że nie mają siły umyć głowy czy pomalować paznokci. Tymczasem społeczeństwo oczekuje od nich, żeby były zadbane, zrzuciły szybko nadwagę po ciąży i cieszyły się swoim matczynym szczęściem. Nic dziwnego, że kobiety tak często zapadają na depresję poporodową. To wyjątkowo trudny czas, gdy na burzę hormonalną nakłada się poczucie winy, że z niczym sobie nie radzę. Ale nawet kiedy dzieci już są większe, nadal mamom trudno jest znaleźć czas dla siebie, na swoje przyjemności.

Mit Matki Polki poświęcającej się dla dzieci tak naprawdę ma się w naszym społeczeństwie bardzo dobrze. Poczucie, że rola matki jest najważniejsza, a twoje potrzeby są na dalszym planie, wynosimy z naszych domów. Słyszymy od naszych matek, ciotek, babek: „Dziecko jest priorytetem”. Kobiety same siebie wtłaczają w poczucie winy. Chciałabym sobie kupić sukienkę, ale… bardziej potrzebne są buty dla małego. Poszłabym z koleżankami do kina, na kawę… ale trzeba lekcje z dzieckiem odrobić. I jeśli rzeczywiście regularnie rezygnujemy z własnych potrzeb, przekazujemy taki schemat naszym dzieciom.

Wyobraźmy sobie dziewczynkę, która widzi, że jej mama wróciła z pracy wykończona, ale choć ledwie powłóczy nogami, przygotowuje jeszcze kolację i ogarnia cały dom. Taka dziewczynka uczy się, że jej potrzeby nie są istotne, bo trzeba spełniać oczekiwania innych. Chłopczyk również zachowa obraz poświęcającej się matki, co może wpływać na jego relacje z kobietami w przyszłości.

Natomiast mama, która potrafi postawić zdrowe granice i bez wyrzutów sumienia powie: „Kochanie, teraz jest czas dla mnie – piję kawę. Pobawię się z tobą, jak skończę”, pokazuje dzieciom, że każdy ma prawo dbać o swoje potrzeby. Że to jest bardzo ważne. Że powinno się zachować w życiu balans, zdrową równowagę. A spełniona, szczęśliwa mama to największy skarb dla dziecka.

Zawsze powtarzam moim klientkom, że dbanie o siebie i o swoje potrzeby to najlepsza inwestycja w dobrostan psychiczny swojego dziecka. Dzięki temu w przyszłości jako osoba dorosła będzie potrafiło także zadbać o siebie.

Matka i córka – jak zbudować dobrą relację?

– Skoro to poczucie winy jest tak przytłaczające, to skąd wziąć siłę, żeby się od niego uwolnić? Jak nauczyć się stawiać te granice, o których mówisz, i zostać szczęśliwą mamą?

– Pierwszy krok do zrzucenia ciężaru poczucia winy to znalezienie czasu na rozmowę z samą sobą i zadanie sobie kilku pytań:

  • Jaką JA chcę być mamą?
  • Co jest dla MNIE ważne w macierzyństwie?
  • Jakie JA chcę przekazać wartości mojemu dziecku?

Najważniejsze, to umieć odróżnić własne pragnienia i potrzeby od tych, które narzucają nam inni. Ważne jest to, jak TY widzisz swoje macierzyństwo, a nie teściowie, sąsiedzi, społeczeństwo czy Instagram. Wsłuchaj się w siebie i zastanów, czy rzeczywiście chcesz i masz siły jeździć z dzieckiem na dodatkowe lekcje, czy robisz to tylko po to, żeby komuś dorównać.

Chcesz karmić córeczkę piersią, chociaż skończyła dwa lata, czujesz, że jest to wam potrzebne, ale wszyscy wokół krytykują ten pomysł? Zapytaj się siebie, co o tym sądzisz. To ty jesteś jej mamą. To jest twoja córka i ty najlepiej znasz swoje i jej potrzeby, a nie ciocia i pani w sklepie.

Marzysz o tym, żeby siedzieć z dzieckiem w domu, gotować, układać klocki i lepić z nim z plasteliny? Przyznaj się do tego przed sobą. Wcale nie musisz mierzyć się z oskarżeniami, że jesteś mało ambitna. Ważne jest to, co ty czujesz, a nie to, czego oczekują od ciebie inni.

Szukanie własnego głosu, tego, czy moje postępowanie jest zgodne ze mną, jest często długim i trudnym procesem. Warto obserwować siebie w ciągu dnia w różnych sytuacjach, brać pod lupę swoje zachowania, zatrzymać się choć na kilka chwil i je przeanalizować. Czy to, jak spędzam czas, jakie podejmuję decyzje jako mama i jako kobieta, jest zgodne z moimi wartościami? Czuję się w tym dobrze czy zaciskam zęby i powtarzam: „Wytrzymam”.

Dobrze też jest regularnie robić notatki w dzienniczku. Kiedy po jakimś czasie przejrzysz zapiski, będzie ci łatwiej ocenić, czy to, co robisz, jest zgodne z tobą, czy zostało narzucone z zewnątrz.

Jeśli już będziesz wiedziała, jaką naprawdę chcesz być mamą, będziesz mogła postawić granice i budować macierzyństwo na swoich zasadach. Jest to znakomite narzędzie w walce z poczuciem winy.

– Wydaje mi się, że dla wielu przytłoczonych codziennością młodych mam przeprowadzenie takiej samoobserwacji może okazać się nierealne.

– Warto wówczas skorzystać z pomocy psychologa czy psychoterapeuty, który pomoże nam sobie z tym lepiej poradzić. Na szczęście, jak wynika z moich obserwacji, mamy coraz śmielej i chętniej korzystają z takiego wsparcia. Jeszcze dziesięć lat temu trafiały do mnie kobiety z dziećmi z poważnymi trudnościami rozwojowymi, dzieci z autyzmem, innymi zaburzeniami. Dzisiaj coraz więcej mam chce po prostu dowiedzieć się, jak lepiej radzić sobie w tej roli. Czasami chcą się wyżalić, upewnić się, czy w określonej sytuacji postępują dobrze, czy źle.

Macierzyństwo jest ogromną szansą na samorozwój. Kiedy stajemy się matkami, na światło dzienne wychodzi mnóstwo starych, ograniczających nas przekonań, traum ukrytych przez lata. Warto je przepracować dla dobra siebie i także dzieci.

Czy można żałować bycia mamą?

– Ale skąd wziąć czas i siły jeszcze na własną psychoterapię?

– Prosić o pomoc i wsparcie. Wiele kobiet nie daje sobie pozwolenia na to, żeby im ktoś pomógł w opiece nad dzieckiem. Powtarzamy sobie, że same damy radę, że wszystko ogarniemy. Pewnie damy, ale jakim kosztem i jak długo? Jeśli nie musimy, to nie dźwigajmy wszystkiego na swoich barkach. Przyjmijmy wsparcie od męża, mamy, teściowej, przyjaciółki. Często wokół siebie mamy sporo życzliwych osób, które chętnie pójdą z dzieckiem na spacer, pobawią się czy zrobią mu kolację. Ale może nie wiedzą, że ich pomoc jest potrzebna. Jeśli nie ma takich osób, to może warto zatrudnić nianię. Taka inwestycja w siebie naprawdę się opłaci.

Powtórzę raz jeszcze – nie stawiajmy siebie stale na drugim miejscu. Nie na tym polega dobre macierzyństwo. Zresztą nie zawsze konieczna jest długotrwała psychoterapia. Czasami wystarczy jedno czy dwa spotkania (nawet online) z psychologiem, które pomogą sobie coś w głowie ułożyć, lub rozmowa z przyjaciółką, która spojrzy na nasz problem z innej perspektywy.

Warto też korzystać z wiedzy i porad psychologów, którzy od czasu pandemii są aktywni w mediach społecznościowych i często (także bezpłatnie) oferują kursy, webinary czy szkolenia. Znakomity blog na Facebooku prowadzi np. Agnieszka Stein, jedna z pionierek rodzicielstwa bliskości w Polsce. Można tam znaleźć znakomite rozmowy o macierzyństwie, w których porusza różne – także trudne – tematy. Mówi również o kobiecości, o tym, że bycie matką jest tylko jedną z ról, o tym, jak radzić sobie z oczekiwaniami innych, i o tym, że nie musimy być idealne. Żadne dziecko nie oczekuje tego od mamy.

– A co myślisz o wsparciu, jakiego mamy udzielają sobie w mediach społecznościowych?

– Bardzo dobrze myślę! Kobiety tworzą często w mediach społecznościowych wspaniałe przestrzenie, gdzie można się wygadać, zaprzyjaźnić, podpowiedzieć sobie nawzajem wiele rozwiązań i po prostu poczuć, że nie jesteśmy z jakimś problemem czy pytaniem same.

Warto też zaobserwować wartościowe konta prowadzone przez fajne, mądre mamy, które dzielą się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem. Nie lukrują codzienności, nie pokazują, że zawsze są umalowane i wyspane, a dzieci czyste i szczęśliwe, tylko pokazują codzienność. Także tę trudną. Wszystkim mamom, które narzekają na brak czasu i gnębiące je poczucie winy, polecam na przykład konto Oli Budzyńskiej @paniswojegoczasu. Jej wpisy na Instagramie, blog czy książka „Mama i czas” są ogromnie wyzwalające. Pamiętam dyskusję, jaka się rozpętała pod postem, w którym napisała, że jej dziewięcioletnie dzieci same robią sobie pranie. Spadły na nią straszne gromy, oskarżenia, że jest złą matką, skoro nie pierze dzieciom.

Marianna Gierszewska o sobie: „Jestem kobietą, mamą, żoną, stomiczką”

– Kto ją tak oskarżał?

– Najczęściej inne mamy! Z punktu widzenia psychologa to ogromnie ciekawe zagadnienie. Z tego kobiecego hejtu wynika, że komentujące mają poczucie winy. Nie odnajdują się w tym, czy są dobrymi mamami, czy nie, i próbują sobie zrekompensować brak pewności siebie. Mówią: „Ja piorę swojemu dziecku, to znaczy, że jestem dobrą mamą”. Szukają punktu zaczepnego, żeby udowodnić sobie, że są wystarczająco dobre. I takie gorące dyskusje w internecie są potrzebne, ponieważ dzięki nim dowiadujemy się, że są inne wzorce macierzyństwa. Że są kobiety, które zachęcają swoje dzieci do samodzielności i znajdują czas dla siebie.

Kolejną osobą, której profil obserwuję i bardzo wszystkim mamom polecam, jest joginka Małgosia Mostowska. Nie tylko warto ćwiczyć z Gosią jogę, praktykować oddychanie i medytację, ale warto czytać wpisy dotyczące jej macierzyństwa. Jako mama dwóch małych córeczek pisze bez ogródek, że jest jej ciężko, że często nie daje sobie rady. Kiedyś przyznała, że od kiedy pojawiła się na świecie jej druga córeczka, nie miała czasu przez rok pomalować sobie paznokci. I to było wspaniałe! Bo pozwala myśleć innym mamom: „Ach, to ze mną wszystko jest ok! Inne kobiety też tak mają!”.

Bardzo ciekawą psycholożką pracującą w nurcie psychologii pozytywnej, a także „normalną” mamą, jest także Ola Potykanowicz. Ona również miała odwagę powiedzieć, że przesiedziała godzinę w toalecie, płacząc – czuła się beznadziejną matką, bo jej dziecko przyniosło kolejną jedynkę ze szkoły… Ach, i te komentarze innych „beznadziejnych” matek, które wspierały ją, „przytulały” wirtualnie, okazywały zrozumienie. Bardzo tego potrzebujemy. Ola Potykanowicz często mówi o samowspółczuciu. To cudowna praktyka, dzięki której uczymy się spoglądać na siebie łagodniej, z przyjaźnią. Nie biczować się za każde potknięcie, ale być także dla siebie dobrym rodzicem, zadbać o swoje wewnętrzne dziecko. Z czułością i wyrozumiałością podchodzić do swoich słabszych stron.

Więc wykorzystajmy dla siebie tę dobrą stronę internetu. Im więcej takich mam będzie mówiło o swojej niedoskonałości, tym nasze macierzyństwo będzie stawało się lepsze i szczęśliwsze.

Korzystając z okazji, chciałabym wszystkim mamom złożyć najcieplejsze życzenia z okazji Dnia Matki. Drogie Mamy, bądźcie dobre nie tylko dla swoich dzieci, ale i dla siebie. Dajcie sobie czas, uwagę i troskę. Pamiętajcie, że wcale nie musicie być idealne! A wasz uśmiech uszczęśliwi wasze dziecko najbardziej.

Najnowsze artykuły