Strona główna ZdrowiePsychologia Dlaczego warto marzyć i jak spełniać marzenia?

Dlaczego warto marzyć i jak spełniać marzenia?

autor: Dorota Mirska-Królikowska

Im bardziej niepewne czasy, tym bardziej warto marzyć. Potrzeba nam teraz dobrych emocji, więcej nadziei, wiary w siebie i radości. Jak snuć marzenia, żeby zyskać poczucie sprawstwa, i co robić, jeśli nasze pragnienia się nie spełniają? Rozmawiamy z Olą Potykanowicz – psycholożką, specjalistką w dziedzinie psychologii pozytywnej, trenerką rozwoju osobistego.

Strona główna ZdrowiePsychologia Dlaczego warto marzyć i jak spełniać marzenia?

Lubimy marzyć. O wakacjach pod palmami, piękniejszych domach albo, po prostu, o dniu bez stresu czy cichym, spokojnym poranku z kawą. Ale czy w tych niespokojnych czasach, w jakich żyjemy, warto marzyć, snuć plany na przyszłość? A może to strata czasu, bo przecież nie wiadomo, co czeka nas za chwilę… Może szkoda naszej energii na złudne nadzieje… Pandemia wiele naszych marzeń starła w pył, wojna za naszą granicą pokazała, że w jednej chwili można stracić wszystko. Czy to jest dobry czas na marzenia? 

Dlaczego warto marzyć?

Dorota Mirska: Czy to, że lubimy snuć marzenia, jest dobre dla naszej psychiki? Dlaczego warto marzyć?

Ola Potykanowicz: Warto mieć marzenia. Snucie marzeń jest siłą napędową – wzmacnia nas, daje nadzieję i wiarę w to, że cokolwiek teraz nas spotyka, może skończyć się dobrze. Marzenia dają nam też motywację do działania i naszego samorozwoju. Jeżeli chcę coś zdobyć, to wkładam w to wysiłek, szukam różnych dróg dojścia do celu. Jest jedno „ale”: dobrze wpływają na nas marzenia realne, czyli takie, które naprawdę możemy przekuć na konkretne cele i je zrealizować. Dzięki nim wzrasta poczucie skuteczności, które jest jednym z filarów naszego dobrostanu.

Jeśli coś sobie wymarzyliśmy, zaplanowaliśmy i zrealizowaliśmy – czyli widzimy, że nasze działania przynoszą konkretny, zamierzony skutek – to zyskujemy poczucie sprawstwa. Innymi słowy zwiększa się nasza pewność siebie, dostajemy zastrzyk dobrej energii i poczucie, że jeśli chcę, to mogę. Rośnie nasza samoocena. A to daje napęd do robienia dalszych planów, pomaga cieszyć się życiem i tym, co ono nam jeszcze przyniesie. I to wcale nie muszą być tylko „duże”, ale też całkiem „malutkie” marzenia. Możemy długofalowo marzyć o podróży na Fidżi, ale w ciągu tygodnia wymarzyć sobie godzinną kąpiel w ciszy i spokoju z ulubioną książką w ręce.

Jeśli natomiast pragniemy czegoś, czego na pewno nie będziemy w stanie osiągnąć, to takie myślenie życzeniowe, magiczne rzeczywiście nie będzie dobre dla naszego dobrostanu. Będziemy się obwiniać, czuć żal, złościć się i później poniesiemy niestety konsekwencje tych emocji. 

DM: Czyli latanie na miotle odpada (śmiech)?

OP: No odpada (śmiech)! Chyba że doskonale zdajemy sobie sprawę, że magiczne przedmioty czy rzucanie zaklęć to domena baśni czy bajek. Ale spełniamy sobie takie marzenia po prostu w wyobraźni i w zupełności nas to satysfakcjonuje. Ja czasami przed snem wyobrażam sobie, że leżę na plaży na Malediwach w ciepłych promieniach słońca, i bardzo dobrze się z tym czuję. W takiej sytuacji – bardzo proszę: czary, loty na księżyc, randka z Bradem Pittem, wszystko, co tylko poprawia nam samopoczucie. Poza tym przypomnijmy sobie dzieciństwo – wówczas nasza wyobraźnia nie miała granic. Dzieci potrafią tworzyć przepiękne marzenia – i jaką im to daje radość. I jeśli my dziś, jako dorośli, pozwalamy sobie na marzenia, to odradzając w sobie niejako tamto dziecko, z jego zaufaniem i wiarą, na chwilę oderwiemy się od rzeczywistości. To jest nam też w dzisiejszych czasach bardzo potrzebne.

DM: Wracam na ziemię do realnych pragnień. Żyjemy ostatnio w bardzo niepewnym świecie – czy mimo to warto snuć plany na przyszłość? 

OP: Im bardziej niepewne czasy, tym bardziej warto marzyć. Jesteśmy na co dzień przytłoczeni ilością zła wokół nas, smutku, beznadziei. Potrzeba nam teraz dobra, pozytywów, pięknych wizji, spełnienia marzeń. W niepewnych czasach często czujemy, że nie mamy wpływu na to, co się wokół nas dzieje, żyjemy w niepewności, co potęguje nasz lęk i stres. Natomiast dzięki temu, że budujemy w sobie poczucie sprawstwa i skuteczności, lepiej poradzimy sobie nawet w trudnych chwilach. Co więcej, nawet jeżeli rzeczywiście spotykamy się z sytuacją, na jaką nie mamy wpływu, to łatwiej będzie nam ją zaakceptować i odpuścić.

Jak wcielać plany w życie

DM: Czy są jakieś sposoby, dzięki którym zwiększę szansę na spełnienie marzenia?

OP: Zachęcałabym do tego, żeby wziąć kartkę i długopisi spróbować rozbić marzenie na czynniki pierwsze, urealnić je. Plany mobilizują, rozbudzają kreatywność. Nawet jeśli coś wydaje nam się bardzo trudne do spełnienia, to jeśli zrobimy dobry „biznesplan”, to możemy stopniowo do osiągnięcia marzenia dążyć. 

  1. Zaczęłabym od skonkretyzowania, o czym tak naprawdę marzymy.
    Ja na przykład przez wiele lat marzyłam o tym, żeby mieć swój dom. Taki dom, w którym cała rodzina siada przy stole i wszyscy czujemy się w nim bezpieczni.
  2. Musimy też określić, na ile to marzenie jest realne. W moim przypadku nie było to łatwe, bo koszt domu przez wiele lat przekraczał moje możliwości finansowe. Ale… miałam nadzieję i wielką determinację, żeby zarobić te pieniądze i szansa na to istniała. 
  3. Ostatnim krokiem jest wyznaczenie terminu realizacji – warto określić, do kiedy dajemy sobie czas na spełnienie marzenia. Ja też wyznaczyłam sobie termin mojego marzenia, ambitny, ale realny. Określiłam moment w moim życiu, w którym chciałabym już być w moim domu.

I potem pozostaje nam metoda, którą uwielbiam i polecam w każdej sytuacji – małymi krokami sobie do tego marzenia dochodzimy. Nie rzucamy się z motyką na słońce, bo wówczas rzeczywiście możemy napotkać poważne problemy. Tylko spokojnie, zgodnie z planem, powoli, systematycznie realizujemy kolejne podpunkty, aż wreszcie dochodzimy tam, gdzie chcieliśmy.

Marzenia wpływają na samorozwój

DM: Udało ci się? Masz już wymarzony dom?

OP: Mam! Pracowałam na to marzenie wiele lat, włożyłam w nie ogrom wysiłku, konsekwentną, ciężką pracę, kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń, łez wylanych ze zmęczenia. Wszystko zaplanowałam. Ale… jak to w życiu bywa, mnóstwo rzeczy poszło nie tak; życie pisze czasami nieprawdopodobne scenariusze. Było kilka trudnych sytuacji – miałam już wybrany dom, ale nie dostałam kredytu, w kolejnym przypadku deweloper nie przytrzymał rezerwacji i sprzedał mieszkanie komuś innemu. Zawsze sobie wówczas tłumaczyłam (rozpaczając przy okazji), że widocznie to nie był jeszcze TEN dom. Mój dom gdzieś na mnie czeka albo może czeka na mnie ziemia, na której go sama zbuduję. Robiłam wówczas wizualizacje, wyobrażałam sobie chwile, gdy będziemy w tym domu, szczęśliwi, gdy będę gotować, kłaść się do snu w moim łóżku… Dzięki nim zachowałam motywację, nadzieję i przetrwałam najtrudniejsze momenty. I wreszcie wszystko się udało. Jestem absolutnie przekonana, że ten kawał mojego szczęścia i dobrostanu opiera się na tym, że spełniłam to marzenie, że mam dom i jestem za to ogromnie wdzięczna.

spełnianie marzeń

Co utrudnia spełnianie marzeń?

DM: Często jest tak, że spełniamy swoje marzenie i… ono przestaje nas cieszyć. Ciebie nie przestało?

OP: Uczucie, o którym mówisz, nazywa się mechanizmem hedonistycznej adaptacji. Rzeczywiście szybko przywykamy do spełnionego marzenia i chcemy więcej: może większy, piękniejszy dom, garaż i dwa samochody. Zaczynamy się nakręcać, dalej wymyślamy marzenia. Nie zawsze jest to dobre. Oczywiście, super jest snuć kolejne marzenia, ale warto się cieszyć z tego, co się osiągnęło.

Bardzo pomocna w budowaniu tej radości i poczucia szczęścia jest wdzięczność. Mieszkam w moim domu 5 lat i nie ma dnia, w którym wracając z pracy i otwierając drzwi, nie miałabym myśli „Jaka ja jestem wdzięczna za mój dom”. O poranku, kiedy jeszcze wszyscy domownicy śpią, chodzę po każdym pomieszczeniu, widzę, jak słońce oświetla stół, meble, i cieszę się każdą tą chwilą. Co nie zmienia faktu, że mam kolejne marzenia, które mnie napędzają do działania. Chcę tego piękna i tych fantastycznych momentów w moim życiu, kiedy udaje mi się je spełnić. Jednym z moich marzeń jest zobaczyć zorzę polarną. Na razie nie mogę go zrealizować, ale czasami przed snem zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jestem na biegunie, że widzę to wyjątkowe zjawisko, niemal czuję ten zachwyt i same takie wizualizacje dają mipozytywne emocje.

Warto raz na jakiś czas zrobić sobie mapę marzeń, czyli listę rzeczy, które chcielibyśmy w życiu zobaczyć, odwiedzić, przeżyć itd. Wypisać czy wykleić obrazki symbolizujące wszystko, co nam się w głowie i sercu kołacze. Miejmy ją przed oczami. Być może nie uda nam się wszystkiego od razu zrealizować. Może zajmie nam to wiele lat. Ale marzenia motywują! Wybierzmy 2–3 rzeczy z tej listy, wpiszmy termin realizacji w najbliższym roku i zacznijmy działać. Mocno trzymam kciuki!

Jak pokonywać napotkane przeszkody

DM: Co robić, jeśli miałam marzenie, ale nie udało mi się go spełnić? Walczyć o nie? Zrezygnować?

OP: Przyjrzałabym się temu marzeniu: na ile ono było realne i na ile to, że nie udało się go zrealizować, było zależne ode mnie. Bo czasami życie rzuca nas w takie miejsce, że naprawdę nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić. Pojawiają się takie trudności, przeszkody, na które kompletnie nie mamy wpływu. Nie ma sensu zarzucać siebie pretensjami, obwiniać. Po prostu tak się zdarza – na jedne rzeczy mamy wpływ, na inne nie – i trzeba to rozgraniczyć.

Warto więc wziąć pod lupę takie niespełnione marzenie, ocenić, co w jego realizacji zależało ode mnie, a co nie. Bo jeśli to, że go nie osiągnęliśmy, było niezależne od nas, to pomagamy sobie zaakceptować fakt, że akurat to się nam nie udało. A może nie udało się nam po prostu teraz zdobyć tego, czego od życia oczekujemy. Może musimy po prostu wyznaczyć inny, nowy termin realizacji tego marzenia. Dać sobie więcej czasu. Może to nie była pora ani miejsce na realizację tamtego marzenia. Jeśli jesteśmy w trudnym momencie, rzeczywiście trudno nam zobaczyć pozytywny koniec. Najczęściej możemy zobaczyć korzyści i happy end z perspektywy czasu. Dlatego fantastyczni są przyjaciele, którzy dodają wiatru w skrzydła, dmuchną w nie i czasami, jeśli ty nie widzisz nadziei, to może da ci ją ktoś, kto cię kocha, jest ci życzliwy.

Marzenia a nadzieja

DM: Powiedziałaś, że snucie marzeń daje nadzieję. Jednak nadzieję nazwano „matką głupich”. Z punktu widzenia psychologa warto ją mieć, pomimo wszystko?

OP: Nadzieja to pozytywny stan emocjonalny, jeden z najważniejszych i najpiękniejszych w życiu człowieka. Dopóki mamy nadzieję, mamy impuls, który pozwala nam się podnosić, nawet w sytuacjach krytycznych. Nadzieja pozwala nam wierzyć, że będzie dobrze, że cokolwiek by się działo, damy sobie radę. Bardzo nam pomaga w trudnych czasach. Ja raczej nazwałabym nadzieję matką mądrych, którzy nie dają się lękowi i katastroficznemu myśleniu,snuciu czarnych scenariuszy. Nadzieja wiąże się bowiem z poczuciem sensu. Viktor Frankl, były więzień obozu w Auschwitz, autor książki„Człowiek w poszukiwaniu sensu”, uznawanej za jedną z najważniejszych pozycji w literaturze psychiatrycznej od czasów Zygmunta Freuda, uważa, że dążenie do znalezienia w życiu sensu jest u człowieka najpotężniejszą siłą motywującą.

Jest mnóstwo badań, które pokazują, że osoby, które czują, że ich życie ma sens, albo widzą ukryty sens nawet w najtrudniejszych doświadczeniach życiowych, lepiej sobie z tymi trudnymi doświadczeniami radzą. To tak zwani racjonalni optymiści – akceptują to, że teraz jest ciężko, ale robią wszystko, co w ich mocy, żeby się nie poddać. I wierzą, że jest szansa na dobre zakończenie. Jasne, nasza trudna sytuacja życiowa może skończyć się źle, ale z punktu widzenia psychologii bardziej opłaca się wierzyć, że może skończyć się dobrze.

DM: A kiedy nadzieja gaśnie? Co wtedy robić?

OP: Możemy wracać do sytuacji z przeszłości, kiedy wydawało nam się, że coś jest niemożliwe albo że dana trudna sytuacja nigdy się nie skończy, że się przez nią nie podniesiemy. A jednak patrząc z perspektywy czasu, widzimy, że daliśmy radę! Nie spełniły się czarne scenariusze. Nadzieja okazała się uzasadniona, była czymś, co pomogło nam przetrwać. Przeszliśmy przez to i dopiero patrząc do tyłu, widzimy, że nie tylko wszystko się dobrze skończyło, ale dzięki trudnym przeżyciom jesteśmy dziś w zupełnie innym miejscu – często lepszym. Czytajmy też opowieści ludzi, którym udało się pokonać np. ciężką chorobę czy przetrwać skrajnie trudne sytuacje życiowe, chociażby historię Viktora Frankla. Pomagają nam zyskać perspektywę wobec własnych problemów i dają nadzieję, że skoro inni w tak niezwykle trudnych sytuacjach dali radę, my też sobie poradzimy.

Warto więc mieć nadzieję, warto marzyć. Pomaga nam to żyć, rozwijać się, wzrastać i rozkwitać. I tego nam wszystkim w nowym roku życzę!

Podobne artykuły