Strona główna ZdrowiePsychologia Nie tylko „ochy i achy!”, czyli o kobiecym spełnieniu

Nie tylko „ochy i achy!”, czyli o kobiecym spełnieniu

autor: Julia Jarosz Data publikacji: Data aktualizacji:
Data publikacji: Data aktualizacji:

W kinie oglądamy filmy z przerysowanymi scenami miłosnych uniesień. Czytamy w książkach cudowne opisy takich momentów. I w naszej głowie rysuje się wyidealizowany obraz orgazmu. W zderzeniu z codziennością powoduje często presję, lęk i wiele dodatkowych emocji. Czy tak ma to wyglądać? O tym oraz o wielu innych kwestiach, między innymi o autoprogramowaniu, „solomiłości” czy modelu PLISSIT, rozmawiamy z Natalią Grubizną, edukatorką, certyfikowaną doradczynią w obszarze seksualności i relacji oraz autorką bloga proseksualna.pl.

Strona główna ZdrowiePsychologia Nie tylko „ochy i achy!”, czyli o kobiecym spełnieniu

Pojawiający się przyśpieszony oddech, rytmiczne skurcze mięśni pochwy, odbytu. Łechtaczka, która ulega powiększeniu i staje się przekrwiona. Grubienie warg sromowych mniejszych i charakterystyczny rumieniec seksualny na skórze. To wszystko dzieje się z ciałem podczas podniecenia seksualnego. Może być ono odczuwane zarówno w całym ciele, jak i w miejscach genitaliów. Pojawiają się też reakcje emocjonalne – czasami ulga, złość, lęk, płacz albo poczucie szczęścia.

Orgazm to nie tylko emocje, jakich doświadczamy w sypialni – to także myśli, które siedzą w naszych głowach. Właśnie to, jak myślimy o orgazmie, czego od niego oczekujemy, co on dla nas znaczy, jest istotne i może mieć wpływ na to, jak go doświadczamy – solo czy też z partnerami.

Julia Jarosz: Wokół kobiecego orgazmu narosło wiele mitów i fałszywych przekonań. Czasami łatwo jest się w tym pogubić i uwierzyć w taki przekaz…

Natalia Grubizna: Jeden z mitów mówi, że orgazm zawsze będzie odczuwany w ten sam sposób. Ma to swoje odzwierciedlenie w kulturze, w której zwykle przedstawiany jest jako „rozstępowanie się niebios” czy „fajerwerki”, a nie reakcja fizjologiczna i emocjonalna, uzależniona od wielu czynników. Jakich? Na przykład orgazm zależy od naszego poziomu zmęczenia, rodzaju pobudzania i czasu, jaki poświęciliśmy swojej przyjemności.

Często zapominamy, że orgazm może być odczuwany w różny sposób: od małego drgnienia przyjemności, aż po bardzo długie i intensywne doświadczenie. Kobiety, z którymi pracuję, bardzo często mają trudność z określeniem, czy to, co czują, i to, jak reaguje ich ciało, to orgazm. I wcale nie pomagają im rady koleżanek w stylu: „Kiedy będziesz miała orgazm, to z pewnością to rozpoznasz”.

Według mnie większość kobiet, która mówi, że ma problem w osiągnięciu orgazmu, tego orgazmu tak naprawdę doświadcza, nie zdając sobie z tego sprawy. Dlaczego? Bo ich reakcje nie przypominają tych przedstawianych w filmach czy książkach. Myślę, że nieznajomość własnego ciała i tego, jak odczuwana jest przyjemność, sprawia, że orgazm wydaje się trudniejszy do osiągnięcia.

Joanna Keszka o kobiecej seksualności: ciało raz puszczone w ruch samo puszcza się dalej

– Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że mają duży kłopot z osiągnięciem orgazmu. Czy są jakieś czynniki, które rzeczywiście mogą utrudnić kobietom jego doświadczenie?

– Tutaj mamy do czynienia z wieloma czynnikami, które mogą mieć wpływ na doświadczenie orgazmu. Po pierwsze – jak już wspomnieliśmy, nieświadomość i nieznajomość własnego ciała i tego, jak ono reaguje. Po drugie – możemy nie wiedzieć, co tak naprawdę nam się podoba. Wydaje nam się, że to partner powinien wiedzieć, co zrobić, by doprowadzić nasze ciało do orgazmu. To jednak jest ślepa uliczka.

Niestety, często też pojawia się lęk przed doświadczeniem orgazmu i odkrywaniem swojej seksualności w pojedynkę, który wynika z wielu przekazów kulturowych. Do dziś, ku mojemu utrapieniu, w seksuologii powtarza się, że jeśli kobieta będzie pieścić sama swoje ciało, to „uzależni się” od tego rodzaju stymulacji i nigdy nie będzie mogła doświadczyć orgazmu w inny sposób (w domyśle podczas stosunku z partnerem). Jest to niestety bardzo szkodliwy przekaz, bo kobiety tak boją się „zepsuć” swoją seksualność, że nie eksperymentują z nią wcale. Kolejną rzeczą, o której warto powiedzieć, jest nasze autoprogramowanie.

– Co to znaczy?

– To, że jeśli ciągle będziemy słyszeć, że nasz kobiecy orgazm jest trudny, rzeczywiście w to uwierzymy i nie będziemy go doświadczać. Tym samym skazujemy się na porażkę. Takie myślenie nie służy naszej seksualności. Tak samo jak myślenie, że kobiety powinny dążyć przede wszystkim do tak zwanego orgazmu pochwowego.

– Wspomniałaś o seksie w pojedynkę – można spotkać się ze stwierdzeniem, że im częściej doświadcza się orgazmu, tym łatwiej jest go osiągnąć w przyszłości.

– To prawda, że im częściej i im intensywniej pozwalamy sobie na odkrywanie swojego ciała i pobudzenie stref erogennych (masturbowanie się, dotykanie pochwy, łechtaczki), tym łatwiej będzie nam doświadczyć orgazmu. Ale lepiej, żeby swoją przyjemność i doznania płynące z ciała traktowały z uważnością, a nie z nastawieniem na konkretny cel. Orgazm określiłabym jako przyjemny efekt uboczny takich doświadczeń.

Ankieta przeprowadzona w Wielkiej Brytanii dotycząca satysfakcji i aktywności seksualnej wykazała, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni doświadczają orgazmu w 95 proc., gdy się masturbują. Natomiast gdy do gry wchodzi zabawa z partnerem, to sprawa okazuje się bardziej skomplikowana. Wykazano bowiem, że kobiety, które uprawiają seks z mężczyznami, znacznie rzadziej doświadczają wtedy orgazmu, mimo że osiągały go podczas seksu w pojedynkę. Oczywiście podczas tych kontaktów seksualnych mężczyźni nadal szczytują w ponad 90 proc. przypadków.

– Dlaczego tak się dzieje?

– Nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Po pierwsze ważne jest to, jak my, kobiety, postrzegamy swoją seksualność i jak podchodzimy do tematów „samomiłości”. Z jednej strony podczas seksu z partnerem może pojawić się oczekiwanie orgazmu pochwowego albo w ogóle jakiegokolwiek orgazmu. To z kolei może łączyć się z lękiem, że zajmujemy za dużo czasu i przestrzeni w naszym seksie. Że partner musi się starać, a to z kolei może powodować u niego jakąś niewygodę, sprawiać, że się nudzi. Musi więc zajść jakaś zmiana na poziomie mentalnym – niekoniecznie dotyczy podejścia: „jeden orgazm za jeden orgazm”. Absolutnie nie o to chodzi!

Chodzi raczej o to, aby przyjemność zarówno jednej, jak i drugiej strony była tak samo ważna. Dlatego warto wspólnie szukać dróg, aby jej doświadczać. Trzeba pamiętać, że nie musi to być klasyczny stosunek seksualny, czyli penetracja – może to być całkiem coś innego, na przykład wzajemne pobudzanie, seks oralny, a może wykorzystanie gadżetu erotycznego – cokolwiek, co sprawia nam przyjemność.

Kolejnym problemem może być zbyt mocna chęć do osiągnięcia orgazmu pochwowego, którego oczekują zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Takie podejście zdecydowanie nie służy zdrowej relacji seksualnej, gdyż wywiera presję zarówno na mężczyźnie, jak i kobiecie. Z jednej strony ciało kobiety musi doświadczyć przyjemności w określony sposób, z drugiej partner musi mieć siłę tak długo i intensywnie odbywać stosunek, by doprowadzić kobietę do szczytowania. To nie jest zbyt komfortowa sytuacja.

Mało osób zdaje sobie sprawę, że orgazm odczuwany w pochwie przypuszczalnie (na granicy z pewnością) nadal jest orgazmem łechtaczkowym. Wynika to z budowy łechtaczki i jej wewnętrznych struktur. To głównie anatomia będzie decydować o tym, czy będziemy osiągać orgazm podczas seksu penetracyjnego, czy nie. Rezonans magnetyczny pozwolił nam lepiej poznać łechtaczkę. Okazało się, że gdy pojawia się pobudzenie seksualne, wewnętrzne struktury clitoris napełniają się krwią i przez to przybliżają się do ścian pochwy, więc zaczynają być wrażliwsze na stymulację również przez waginę, czyli podczas penetracji.

Masturbacja kobiet – jak się masturbować?

– Wydaje mi się, że kwestia podziału orgazmów na ten łechtaczkowy i pochwowy już wielokrotnie była poruszana i obalona. Ale czy orgazmu można doświadczyć również w innych częściach naszego ciała?

– Według wielu filozofii całe nasze ciało może doznawać takiej przyjemności. Mimo że niektóre części ciała, np. sutki czy zgięcie łokci, nie mają zakończeń nerwowych potrzebnych do tego, by wywołać orgazm, to i tak odpowiednie pieszczoty często mogą doprowadzić do orgazmicznych doświadczeń. Duże znaczenie ma otwartość na odbiór bodźców, które mogą dawać przyjemność. Ale żeby do tego doszło, trzeba poszerzyć naszą wiedzę na temat seksualności i orgazmu.

– Dużo wspominasz o przekonaniach, nastawieniu. W naszym społeczeństwie coraz częściej próbuje się to odczarować, jednak wciąż są osoby, dla których temat seksu czy orgazmu to temat tabu. Jak się uporać z takim podejściem?

Nastawienie, że do szczytowania znowu nie dojdzie, że partner będzie obrażony, sprawia, że orgazm nie kojarzy nam się pozytywnie. W mojej praktyce wykorzystuję model pracy seksuologicznej PLISSIT:

  1. P (z ang. permission – pozwolenie) – pierwsza i najważniejsza zasada, czyli pozwalanie sobie na to, by coś zmienić, na przykład w podejściu do seksualności, do własnego ciała, albo aby po prostu pozostać takim samym. Nie mówię o tym bez powodu. Czasami to, że można otwarcie mówić o swojej seksualności, interesować się nią i dzielić swoimi doświadczeniami, może być bardzo uwalniające.
  2. Jeśli punkt pierwszy to za mało, bo klient lub klientka potrzebują więcej, przechodzimy do kolejnych liter, czyli LI (z ang. limited information – ograniczone informacje). Jest to przekazywanie kobiecie informacji i faktów, które mogą jej pomóc w poznaniu swojego ciała. Może to być przytoczenie statystyk, polecenie odpowiedniej literatury, psychoedukacja w zakresie tego, jak wygląda kwestia orgazmu, ile kobiet szczytuje podczas seksu. Taka wiedza bardzo pomaga w zbliżaniu się do swojej seksualności.
  3. Dalej mamy SS (z ang. specific suggestions – konkretne sugestie) – czyli porady, które pomagają rozwiązać problem danej osobie, biorąc pod uwagę jej indywidualne predyspozycje. Może to być zachęta do skorzystania z gadżetu erotycznego, masaż swojego ciała, przyjrzenie się sobie w lusterku. A gdy w grę wchodzi partner, mogą to być różnego rodzaju wspólnie robione ćwiczenia, np. praktyka Sensate Focus czy mapowanie przyjemności.
  4. Dopiero ostatni krok to IT (z ang. intensive therapy – czyli intensywna terapia). W takim przypadku, gdy osoba nadal ma trudności, może się okazać, że potrzebna jest nie tylko praca edukacyjna czy coachingowa, ale też psychoterapia czy inna forma leczenia. Na przykład wtedy, gdy mierzymy się z traumami, doświadczeniami bólowymi. Wówczas najkorzystniejsze jest podejście interdyscyplinarne.

Jestem zwolenniczką dokładnego przyjrzenia się kwestii odczuwania naszego orgazmu. Sugestia, że potrzebna jest pomoc seksuologa czy psychologa, niestety wciąż nasuwa skojarzenia z psychopatologią. Nie powinno tak być! Jako specjaliści pracujemy z różnymi osobami, ale nigdy nie ma dla nas problemu niewystarczającego, zbyt małego, aby chcieć go rozwiązać. Kiedy jakiś człowiek cierpi, doświadcza trudności, trzeba mu pomóc i tyle. Natomiast dla niektórych osób czasem samo sięgnięcie po literaturę, wybranie się na warsztaty może być przeżyciem bardzo otwierającym na tematy seksualności i cielesności.

Łechtaczka jak orchidea, czyli anatomia kobiecego seksu

– Czasami kobiety mają wiele oczekiwań, pragnień dotyczących orgazmu. Czasami jest to związane z dużą presją. Jak sobie z nią poradzić?

– Bardzo ważnym elementem, niezależnie od płci, jest danie sobie przyzwolenia nie tylko na odczuwanie przyjemności, ale także na to, by orgazm czasem się nie pojawił. Takie podejście może być nieco frustrujące, natomiast wywieranie na sobie presji w jakiejkolwiek sytuacji nikomu nie służy. Moim zdaniem warto przyjąć takie nastawienie, że każde ciało może doświadczać orgazmu, jednak drogi do jego osiągnięcia są różne i nie zawsze tradycyjne.

– Natalio, czy mogłabyś przekazać jeszcze jakąś jedną bardzo ważną radę na temat seksualności i orgazmu naszym Czytelniczkom?

– Przede wszystkim chciałabym uwrażliwić kobiety na to, że odpowiedzialność za nasze życie seksualne leży po obydwu stronach relacji. To nie jest tak, że ktoś przyjdzie i zapewni nam najwspanialsze doznania w życiu. Warto zaznajomić się z możliwościami zaspokojenia siebie i drugiej osoby. Ważna jest w tym wszystkim ciekawość, otwartość na przyjemność, poznawanie i eksperymentowanie. Jednocześnie nie nastawiajmy się na to, że seks z każdym nowym partnerem będzie wyglądał tak samo. To wszystko pokazuje nam po prostu, jak wiele jest różnych dróg, by doświadczyć seksualnej rozkoszy.

Zobacz także: Orgazm czy… oszustwo? Dlaczego udajemy w łóżku?

Czy ten artykuł był pomocny?
TakNie

Podobne artykuły