Strona główna Najnowsze artykuły Raw vegan: Mariusz Budrowski o diecie witariańskiej
Strona główna Najnowsze artykuły Raw vegan: Mariusz Budrowski o diecie witariańskiej

Raw vegan: Mariusz Budrowski o diecie witariańskiej

autor: Dorota Mirska-Królikowska

Dieta witariańska, inaczej raw vegan lub raw food, to sposób odżywiania zalecający jedzenie niepoddanych obróbce termicznej warzyw, owoców, nasion, orzechów oraz olejów tłoczonych na zimno. Osobą, która od wielu lat promuje w Polsce ten rodzaj diety, jest Mariusz Budrowski: autor książek: „Surowe zdrowie” i „Na Surowo. 100 Przepisów” oraz współautor bloga „Odmładzanie Na Surowo”. Pytamy go, czym jest dieta witariańska i dlaczego służy naszemu zdrowiu.

Mariusz Budrowski wiele lat temu poważnie chorował. Zaczął szukać najlepszej diety wspomagającej proces leczenia. Wraz ze swoją partnerką (również zmagającą się z problemami zdrowotnymi) przeszli na wegetarianizm, postawili na kasze, wypróbowywali też sokoterapię. Zmiana sposobu odżywiania rzeczywiście pomogła im w powrocie do zdrowia, udało im się też zrzucić nadprogramowe kilogramy.

Ale choć ich posiłki były zdrowe i urozmaicone, obydwoje czuli, że nie jest to dieta idealna – czuli się osłabieni, brakowało im energii. Metodą prób i błędów, po przeczytaniu dziesiątek książek, po udziale w wielu konferencjach dotyczących zdrowego żywienia, doszli wreszcie do wniosku, że warto wypróbować witarianizm.

Główną zasadą witarianizmu jest powrót do natury i spożywanie nieprzetworzonych warzyw, owoców, nasion i orzechów – bez pieczenia, smażenia czy gotowania. To był strzał w dziesiątkę. Na tej diecie poczuli się wreszcie znakomicie. Mieli mnóstwo siły i energii, a wyniki badań były modelowe.

Odżywiają się w ten sposób do dzisiaj i zachęcają innych do wypróbowania witarianizmu. Trzeba przyznać, że skutecznie, bo blog „Odmładzanie Na Surowo” obserwuje na Facebooku ponad 400 tys. osób. Blog ma ponad 270 tys. subskrypcji na YouTube oraz prawie 39 tys. obserwujących na Instagramie.

Weganizm oswojony, czyli 9 rzeczy, które warto wiedzieć o diecie, która dba o ludzi i zwierzęta

– Dlaczego twierdzi Pan, że gotowane posiłki osłabiają organizm? Zawsze wydawało mi się, że nie ma czegoś bardziej odżywczego i wzmacniającego niż długo gotowany rosół na kurze lub rosół wegański…

– Mnie też się tak długo wydawało. 🙂 Dzisiaj już wiem, że stosowanie wysokiej temperatury w obróbce pokarmu pozbawia go bezcennych dla naszego zdrowia mikroelementów, witamin, a także enzymów, dzięki którym jedzenie w naszym organizmie ma szansę rozłożyć się na potrzebne nam składniki.

Powyżej 48 st. C enzymy po prostu giną, a pokarm zostaje pozbawiony energii, czyli staje się martwy. Zapychamy się nim, wypełniamy żołądek i likwidujemy uczucie głodu, ale nasze ciało nadal pozostaje niedożywione, wręcz zatrute. Efekt? Jeśli wraz z jedzeniem nie dostarczamy ważnych dla naszego zdrowia składników, zaczynamy chorować.

Dlatego zachęcam, żeby wrócić do natury, jeść pokarm nieprzetworzony – żywy. Tylko on daje nam siłę, wnika w każdą komórkę, dostarczając jej budulca, odżywia i leczy. Poza tym warzywa i owoce – podstawa diety witariańskiej, są znakomitym źródłem błonnika, pożywki dla wewnętrznego mikrobiomu zasiedlającego jelita. A przecież to właśnie tym dobrym bakteriom zawdzięczamy prawidłowe działanie naszego układu odpornościowego. To dlatego tak wiele osób dzięki diecie witariańskiej wraca do zdrowia.

– Nie wyobrażam sobie dnia bez ciepłego posiłku…

– Doskonale to rozumiem, bo przecież także przez wiele lat gotowałem i żyłem w sposób tradycyjny. I… chorowałem. Teraz jem na surowo i jestem zdrowy. Dla mnie wybór jest prosty. Poza tym, jeśli mam ochotę na ciepły posiłek – podgrzewam go na kaloryferze lub w inny sposób, pilnując, żeby nie przekroczyć temperatury 48 st. C (to temperatura, którą możemy uzyskać naturalnie, np. kładąc pokarm na słońcu).

Z wielką przyjemnością wypiję też czasami gorącą herbatę. I na tym koniec. Jestem witarianinem od tak długiego czasu, że nie brakuje mi ani rosołu, ani tym bardziej kotleta. Przestrzegam zresztą wszystkich mięsożerców, że wraz z mięsem zjadają kilogramy antybiotyków, sterydów i innej chemii, którą są faszerowanie zwierzęta w przemysłowej hodowli. Taki rosół na kurczaku może raczej zaszkodzić niż pomóc wrócić do zdrowia.

Weganizm prosto z serca

– Co więc witarianie mogą jeść, a czego nie?

– Staramy się żyć w zgodzie z naturą, nie jemy więc mięsa, nabiału, mleka ani jego przetworów. Nie jemy też pokarmów produkowanych przemysłowo, np. chleba, makaronu czy słodyczy. To zapychacze, które tylko udają, że są prawdziwym pożywieniem. Podstawą diety witariańskiej są surowe, najlepiej pochodzące z lokalnych upraw ekologicznych (lub własnych ogródków), warzywa, owoce, a także pestki, nasiona i tłoczone na  zimno oleje. Ale surowe to nie znaczy wcale, że jedzone tylko pod postacią surówki.

Warzywa czy owoce można kisić, suszyć lub mrozić. Polecam zwłaszcza suszenie w temperaturze do 48 st., czyli np. w suszarkach do grzybów albo dehydratorach. Z takich produktów odparowujemy wodę, ale nadal zachowują one wszystkie właściwości odżywcze, a także wewnętrzną energię. Dzięki temu możemy spożywać je zimą, gdy brakuje nam świeżych, sezonowych warzyw czy owoców, i dostarczamy wszystko, co jedlibyśmy na surowo wiosną czy latem.

Co ogromnie ważne, suszone produkty można przechowywać przez bardzo długi czas bez obaw o utratę cennych składników. Jakiś czas temu odnaleziono wysuszone ziarna w piramidach, miały 2–3 tys. lat. Część z nich zasadzono w gruncie. Ku zdziwieniu badaczy okazało się, że wyrosło z nich zboże! Oznacza to, że zachowana została cała energia i „moc produkcyjna” tego ziarna.

Natomiast w okresie jesienno-zimowym zachęcam do częstego jedzenia kiszonek. Zawierają dobroczynny kwas mlekowy, który zasila nasze jelita. Kiszona kapusta to także bogactwo witaminy C, która znakomicie wzmacnia nasz układ odpornościowy. 100 gramów dziennie kiszonej kapusty i żadne wirusy nam niestraszne. Możemy także kisić buraki, ogórki, kalafiory. Dobrym sposobem na przechowywanie produktów jest też mrożenie, ale pod warunkiem, że podczas rozmrażania nie wylejemy wody, która powstaje w mrożonce. Jest w niej mnóstwo cennych składników.

3 najlepsze źródła białka dla wegan i wegetarian

– Zgodnie z filozofią medycyny chińskiej jedzenie surowizny jesienią i zimą nie jest wskazane, ponieważ wychładza organizm. Eksperci w tej dziedzinie zalecają jedzenie rozgrzewających, gotowanych potraw. Co Pan na to?

– Jako witarianin mam odmienny pogląd na to zagadnienie. Zgodnie z moją wiedzą zdrowy organizm, wyposażony w sprawnie działający układ termoregulacji, sam rozgrzewa się od środka. Wystarczy ciepło się ubrać, by ochronić się przed chłodem. Co ciekawe – to, czy nasz wewnętrzny „ogrzewacz” działa prawidłowo, zależy od mikroflory jelitowej.

Jeśli dostarczymy odpowiedniego pokarmu (czyli błonnika) mikrobom zasiedlającym układ pokarmowy – wytworzy ciepło. Marzną osoby, które  spożywają pokarmy przemysłowe, zwłaszcza białe pieczywo, słodycze, co niszczy ich florę bakteryjną. Problemy z uczuciem chłodu mają też ludzie z różnymi problemami zdrowotnymi, np. z chorą tarczycą. Odpowiada ona za metabolizm, czyli wytwarzanie energii cieplnej w organizmie. Kiedy tarczyca nie pracuje poprawnie, kobiety – ponieważ to ich najczęściej dotyczy ten problem – niezależnie od pory roku będą marzły.

Z podobnymi kłopotami zmagają się osoby z cukrzycą – gdy występuje niedocukrzenie w organizmie, czyli hipoglikemia, pojawia się uczucie chłodu. Na to, że marzną ręce i nogi, narzekają też ludzie z niedoborami żelaza i witamin z grupy B (głównie B1). Takie osoby szukają ratunku w gotowanych, gorących posiłkach.

Niestety – tak jak mówiłem wcześniej – gotowany posiłek nie ma żadnych wartości odżywczych, więc im więcej takich potraw się je, tym bardziej organizm się buntuje. Natychmiast chce wyrzucić na zewnątrz gotowaną „truciznę”, a objawem takiego oczyszczania się może być katar, kaszel – infekcja. My obwiniamy o wywoływanie chorób wirusy, tymczasem to nasza odporność, zniszczona przez niezdrowe jedzenie, jest słaba. Chorujemy tylko z dwóch powodów niedożywienia surowym żywym pokarmem i zanieczyszczenia pokarmem przemysłowym. Wystarczy więcej się ruszać, odżywić florę bakteryjną, która będzie grzała od środka, ciepło się ubrać, zadbać o tarczycę, uzupełnić żelazo i witaminy z grupy B. I nagle okaże się, że przestajemy chorować i jest nam ciepło – także zimą. Naprawdę polecam.

– Napisał Pan całą książkę z przepisami witariańskimi. Moimi ulubionymi potrawami są twarożek z orzechów nerkowca z rzodkiewką – dałam się nabrać, myślałam, że jest z białego sera 🙂 – i szarlotka z wiórkami kokosowymi.

– Bo potrawy witariańskie są urozmaicone i pyszne. Ludzie często mówią: „Nie przeżyłbym chyba bez chleba”. Ale wcale nie muszą! My robimy chleby witariańskie! Smakują i pachną tak samo jak tradycyjny chleb, ale powstają bez pieczenia. Polecam zwłaszcza chleb bananowy, z płatków owsianych górskich, z kaszy gryczanej niepalonej. Ten chleb jest zdecydowanie zdrowszy niż taki klasyczny z piekarni. Ja wiem, że jesteśmy przyzwyczajeni do pachnącego bochna chleba z pieczoną skórką, ale niestety nie jest to najzdrowszy pokarm.

Warto uświadomić sobie, że podczas pieczenia w ziarnach powstaje akrylamid – rakotwórczy związek bardzo dobrze zbadany przez naukowców. Zjadając kromkę takiego pieczywa, po prostu się zatruwamy. Zwłaszcza że dzisiejsze chleby w niczym nie przypominają tradycyjnych wypieków naszych dziadków. To chemiczne konstrukty dostarczane jako półprodukt do supermarketów. Naprawdę czas zmienić swoje nawyki żywieniowe.

Dlatego prowadzę projekt „Odmładzanie Na Surowo”, żeby obudzić jak największą grupę Polaków. Większość osób, które przeszły na witarianizm, miała poważny powód – po prostu ciężko chorowała i cierpiała, i tylko dlatego odważyła się wprowadzić takie rewolucyjne zmiany na talerzu. Ale lepiej być mądrzejszym i zawczasu zatroszczyć się o swoje zdrowie i odporność.

Wegańskie smakołyki, które zastąpią ci mięso!

Powiązane artykuły