Strona główna DzieckoProblemy zdrowotne Patrycja Piekutowska – skrzypaczka w masce wilka
Strona główna DzieckoProblemy zdrowotne Patrycja Piekutowska – skrzypaczka w masce wilka

Patrycja Piekutowska – skrzypaczka w masce wilka

autor: Joanna Gorzelińska

Patrycja Piekutowska, słynna skrzypaczka, przez wiele lat walczyła o życie i zdrowie swojego synka. Dzisiaj pomaga innym. Została prezeską fundacji K.I.D.S, której misją jest tworzenie szpitali przyszłości: nowoczesnych i przyjaznych pacjentom i lekarzom. Propaguje akcję #DołączDoStada, która pomaga w zbiórce funduszy na wdrożenie w Centrum Zdrowia Dziecka Systemu zdalnej opieki i buduje poczucie solidarności we wspólnej walce z COVID-19.

– Spędziłaś w szpitalach wiele tygodni, Twój synek Antoś przeszedł aż trzy operacje serca, znasz problemy szpitali od podszewki.

– Na pewno wiem dużo więcej, niż szczęśliwcy, którzy nie musieli z dziećmi bywać często w szpitalu. Choroba mojego synka, o której dowiedzieliśmy się w połowie ósmego miesiąca ciąży i której leczenie operacyjne rozłożyło się na ponad 5 lat powoli zmieniało we mnie priorytety. O ile na początku każdy koncert był dla mnie wielkim spełnieniem, o tyle z biegiem czasu, dotarło do mnie, że scena nie daje mi już pełnej satysfakcji.

Zrozumiałam, że są w życiu sprawy dużo ważniejsze. Bez koncertu i ja mogę żyć i publiczność. Ale już oddział kardiochirurgii nie powinien funkcjonować bez nowoczesnego sprzętu, a ten niestety nie zawsze jest finansowany przez państwo. Zaczęło mnie to bardzo nurtować.

Poza tym, kilka lat wcześniej zaczęłam się angażować w projekty pozamuzyczne promujące Polskę na świecie. Byłam ich organizatorem, a im większe i trudniejsze były wyzwania, tym moje zaangażowanie większe. Organizowanie rozmaitych przedsięwzięć stało się dla mnie ogromną pasją.

– Więc połączyłaś muzykę z działaniem?

– Początek mojej działalności, która skupiała się na połączeniu muzyki klasycznej z biznesem, wywołał impuls po trzeciej operacji Antosia. Dokładnie pięć lat temu. Dowiedziałam się, że podczas zabiegu wykorzystany był aparat do autotransfuzji krwi, który był wypożyczony dla CZD – szpitala nie było stać, żeby go zakupić.

Pomyślałam, że skoro mój synek zupełnie przypadkiem mógł skorzystać z tego sprzętu, bo akurat w tym czasie miał operację, to dlaczego ten aparat nie może zostać tam na zawsze.

– I rozpoczęłaś zbiórkę 120 000 złotych, żeby go kupić?

– Trzy miesiące później zainaugurowałam stworzony specjalnie dla Fundacji Serce Dziecka, której wtedy zostałam ambasadorem, cykl koncertów “Otwarte Serca – Mistrzowie muzyki, biznesu i kardiochirurgii dzieciom”. Występowali wybitni soliści muzyki klasycznej, wszystko odbywało się pro bono, łącznie z cateringami i  wynajmem pięknych przestrzeni. Zbiórkę wsparło wielu ludzi z całego świata. Tak się zaczęło.

Koncerty powstawały w szalonym tempie – pierwsze cztery, co trzy miesiące. W sumie powstało siedem wydarzeń, zebraliśmy ponad 700 tysięcy złotych. Kupiliśmy bardzo ważne sprzęty dla szpitali dziecięcych w Warszawie, Łodzi i Krakowie o łącznej wartości ponad 600 tysięcy złotych. To sprawiło mi tyle radości, że mogłam dalej przenosić góry.

Po drodze miałam półtora roku przerwy, aby zostać drugi raz mamą i być non stop z moimi synkami. Taką miałam potrzebę. Kiedy Adaś podrósł, wróciłam z kolejnym koncertowym projektem „Wielcy Artyści Małym Pacjentom”. Moje działania zauważyli twórcy i założyciele Fundacji KIDS (Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali) i zaprosili mnie do współpracy. Zostałam jej prezesem i to już totalnie odmieniło moje życie.

Nie wróciłam na uczelnię, gdzie wykładałam, gram teraz bardzo rzadko, swój czas w pełni poświęcam pracy na rzecz szpitali. Misją fundacji KIDS jest tworzenie szpitali przyszłości: nowoczesnych i przyjaznych pacjentom i lekarzom.

Mgr Anna Nagadowska, Zastępca Dyrektora ds. Pielęgniarstwa i dr Marek Migdał, Dyrektor IPCZD

Mgr Anna Nagadowska, Zastępca Dyrektora ds. Pielęgniarstwa i dr Marek Migdał, Dyrektor IPCZD

– Jak tego dokonać?

– Chcemy wprowadzić innowacyjne rozwiązania. Najpierw zmodernizujemy Centrum Zdrowia Dziecka, potem inne ważne szpitale dziecięce w Polsce. Powstaje ogromny dokument – raport Szpital Przyszłości, nad którym od wielu miesięcy, zupełnie za darmo pracują wybitni specjaliści, pasjonaci tego tematu. Tworzony jest na podstawie ponad 150 wywiadów z lekarzami, pielęgniarkami, pracownikami administracji. Raport analizuje obecne wdrożenia i przedstawia najbardziej innowacyjne rozwiązania dla szpitali z całego świata.

Obok tych działań, poprawiamy warunki w poszczególnych poradniach w CZD. Ostatnio udało nam się zmodernizować bank krwi. Dotychczas zlokalizowany był 700 metrów od bloku operacyjnego!!! Codziennie do każdej operacji panie laborantki niosły krew w lodówkach podręcznych robiąc 2300 kroków, pokonując ponad 50 schodów, 3 kondygnacje i 2 windy! Teraz wyposażony w innowacyjny sprzęt bank jest na wyciągnięcie ręki tuż obok bloku operacyjnego.

– Czy namalowane na ścianach zebry mogą ułatwić leczenie pacjentów w szpitalu?

– Mogą umilić czas oczekiwania na wizytę i na pewno zmniejszyć stres. Gdy dzieci mają wokół siebie pięknie i wesoło, to odwraca ich uwagę od choroby. To bezcenne. Dlatego nasze kolorowe zebry w okularach w kształcie serduszek są hitem poradni okulistycznej. A drzwi do szachtów przeciwpożarowych są w pudrowym różu. Nigdy nie było takiego zamówienia.

– Czy namalowane niebo na suficie w poradni chorób płuc i chmury na lampach pozwalają lepiej oddychać małym pacjentom?

– Tak. To projekt, który był najbardziej wymagający, bo oddział był od 40 lat nie remontowany. Teraz jest zjawiskowo, ponieważ wszystkie elementy wizualne są związane z lataniem, z chmurami, ptaszkami, balonami. Okazało się, że długie oczekiwanie na badania w tak pięknych i bardzo przemyślanych wnętrzach wywołuje u dzieci spokój, niweluje stres i poprzez działanie podprogowe pogłębia oddech. To dla mnie niesamowita satysfakcja i radość. Wielka sprawa dla małych pacjentów. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia wielu firm i rewelacyjnych ekip remontowych.

Co roku 200 tysięcy dzieci korzysta z leczenia w CZD, z czego 40 000 jest hospitalizowanych.

Maseczka z wilkiem - #dołączdostada - akcja Fundacji K.I.D.S.

– A co można zrobić, żeby pacjent, który ma wizytę w szpitalu o 13.00 nie musiał przyjeżdżać o 7.00 rano, czekając potem 6 godzin w poczekalni?

– Dzięki pracy i analizom wielu osób udało się wreszcie znaleźć rozwiązanie tego problemu! Okazało się, że można ustawić bramki czasowe, tzw. sloty, dzięki którym pacjenci z góry dowiadują się, że powinni być na przykład między 8-8:30 lub 11:30-12. Dzięki temu w poczekalni nie będzie siedziało kilkadziesiąt osób naraz.

Wkrótce rejestracja będzie wykonywana w domu, a specjalnie zainstalowany „robot” wprowadzi dane do systemu szpitalnego. Nie mogę się doczekać, aż to rozwiązanie zadziała! Miało być uruchomione dokładnie wtedy, kiedy wszystko zostało zamknięte z powodu pandemii koronawirusa. Teraz priorytetem jest ochrona zdrowia i życia personelu medycznego, żeby w ogóle miał kto nasze dzieci leczyć.

– Ile czasu zajęło Ci zdobycie 500 maseczek FFP3 dla pracowników CZD, 20 nowoczesnych laptopów do uruchomienia połączeń telemedycznych i 100 przyłbic?

– To wszystko może zabrzmi niewiarygodnie, ale laptopy udało mi się zorganizować w trzy dni, ich sfinansowanie zajęło tydzień, dzięki szybkiej decyzji o sponsoringu czterech wspaniałych firm. Przyłbice w dwie doby, a maseczki w 24 godziny. To kwestia umiejętności przekonywania. Choć te wszystkie projekty były wyjątkowo trudne, ponieważ nie mogłam z nikim się spotkać. Pozostał mail i telefon.

Podejmowałam bardzo szybkie i niełatwe decyzje, najpierw załatwiając to, co było potrzebne, a potem szukając pieniędzy. Udało się. Wierzę w wielką energię sprawczą, którą zawsze wysyłam z dość dużą siłą rażenia. Mamy też duże portfolio: projekty warte blisko 2 mln zł, wszystkie ukończone, a Fundacja K.I.D.S istnieje zaledwie od czerwca 2019.

– Stworzyliście też akcję  #DołączDoStada K.I.D.S, której celem jest wprowadzenie telemedycyny do Centrum Zdrowia Dziecka. O co w niej chodzi?

– Akcja #DołączDoStada urodziła się w dobie koronawirusa. Chcemy wesprzeć lekarzy, pokazać jak ich “funkcjonowanie w stadzie” jest determinujące dla szpitala, zwłaszcza w tak ekstremalnych warunkach jak teraz. Maseczki nawiązujące do wizerunku wilka to gest wsparcia dla lekarzy. Tych, którzy nie tylko walczą bezpośrednio z COVID-19, ale także tych, którzy mimo epidemii każdego dnia nieustannie walczą o zdrowie swoich pacjentów.

Zakup każdej maseczki to zbieranie środków na telemedycynę, która w warunkach pandemii jest niezbędna – aż 80% wartości z każdej maseczki pójdzie na ten cel.

Jak dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć akcję #DołączDoStada K.I.D.S. ?

W serwisie PolakPotrafi.pl uruchomiona została zbiórka, której celem jest finansowanie Systemu Zdalnej Opieki dla Centrum Zdrowia Dziecka. Na stronie MadMask.pl można zakupić minimalistyczną, wysokiej jakości maskę wilka, specjalnie zaprojektowaną i uszytą dla Fundacji przez firmę @Mad_Sis.


Fundacja K.I.D.S. przygotowała także wirtualne maseczki. Można je znaleźć w filtrach mediów społecznościowych. Wystarczy poszukać w galerii pod tagami: wilk, maska, kids, wolf, mask. Oba rodzaje maseczek antywirusowych to znak solidarności z lekarzami – wilkami, którzy każdego dnia walczą dla nas z COVID-19. Dołącz do stada, załóż maskę z wilkiem i wspieraj szpitale dziecięce. Więcej informacji na stronie K.I.D.S.

Maseczka z wilkiem - #dołączdostada - akcja Fundacji K.I.D.S.

– Czym jest telemedycyna?

– Telemedycyna jest przyszłością w teraźniejszości. To zdalna diagnostyka i opieka lekarska. Powinna już dawno być wdrożona w Polsce, ale nigdy nie była u nas priorytetem. Istnieje prawie wyłącznie w prywatnej służbie zdrowia.  Pandemia zmieniła naszą rzeczywistość, teraz najbezpieczniejszym miejscem jest dom, dlatego telemedycyna jest potrzebna jak nigdy wcześniej.

Jej spektrum możliwości jest ogromne. Począwszy od spotkań online z lekarzami na tych oddziałach, na których można wizyty kontrolne przeprowadzić widząc się na ekranie komputera (psychiatria i psychologia), aż po urządzenia, które za kilka miesięcy mali pacjenci będą otrzymywać na jakiś czas do domu, aby mierzone parametry można konsultować online z lekarzami.

Dzięki temu dzieci będą mogły wcześniej opuścić szpital i nie będą zmuszone tak często przyjeżdżać osobiście na badania. I co równie ważne – zwolnią się wcześniej miejsca na danym oddziale, co wpłynie bezpośrednio na skrócenie czasu oczekiwania na zabieg lub operację. Z mojej perspektywy, jako matki, która przez to przeszła, to bezcenne.

– Jakie badania będzie można sprawdzić zdalnie?

– Niezwykle ważną dziedziną jest diabetologia, ponieważ niestety bardzo znacznie wzrósł procent dzieci chorujących na cukrzycę. Glukometry, z których muszą korzystać dzień w dzień mali pacjenci, mogą zostać połączone z systemem platformy telemedycznej, by lekarze mieli możliwość śledzenia zmian parametrów na podstawie wyników. Można wtedy zmienić pacjentowi dawkę leku bez konieczności czekania, aż nadejdzie jego wizyta kontrolna.

To tylko niektóre z przykładów. Obecnie szukamy najlepszych rozwiązań umożliwiających zdalny monitoring stanu zdrowia pacjenta. A gdy zdobędziemy fundusze, przejdziemy do wdrożeń.

Patrycja Piekutowska - skrzypaczka w maseczce z wilkiem. Fundacja K.I.D.S.

Patrycja Piekutowska, fot. archiwum prywatne

– Nurtuje mnie ciągle pytanie: dlaczego symbolem tej akcji stał się wilk?

Wilki to zwierzęta, które żyją w bliskich relacjach, chronią członków stada i pomagają sobie w potrzebie. Dzisiaj takimi „wilkami” są przede wszystkim pracownicy służby zdrowia, ale także wszyscy, którzy wspierają ich w tym trudnym okresie. To też symbol Fundacji K.I.D.S., który jest z nami niemal od początku. Pojawił się już w naszej poprzedniej akcji na rzecz telemedycyny. W grudniu zaprezentowaliśmy interaktywny film, ukazujący szpital widziany oczami lekarzy, rodziców i małej dziewczynki, której towarzyszy przyjaciel – właśnie wilk. Ja więc też założyłam maseczkę z wilkiem.

– Jak sobie radzisz z izolacją?

– Jestem od samego początku non stop z moją rodziną. Pracuję tylko z domu, bo moja praca to w większości rozmowy z ludźmi i organizowanie funduszy oraz koordynowanie projektów.

Izolacja uczy mnie tego, z czym zawsze miałam wielki problemem – powtarzalnością czynności… Codziennie muszę ugotować obiad, dodatkowo z daniem wegetariańskim, bo mąż nie je mięsa. Zajmujemy się synkami – młodszy ma niecałe trzy lata, starszy jest w piątej klasie. Dwa różne światy.

Nie miałam też czasu na seriale, których teraz odkryłam wiele, a prawie nigdy nie oglądałam telewizji. Po prostu wielką przyjemność zaczęło mi sprawiać spędzanie czasu w domu. Zmieniamy wystrój, zawieszamy obrazy, które dwa lata czekały w piwnicy, zmieniamy kolory ścian. Dużo rozmawiamy.

Staram się, aby dzieci nie odczuwały, że ten czas jest smutny, tylko wręcz przeciwnie. Zależy mi na pozytywnych emocjach. Na nas ta izolacja wpływa bardzo pozytywnie, choć wiadomo, że chciałoby się wrócić do normalności. Tylko pytanie czym jest normalność…

Powiązane artykuły