Inność

autor: Lidia Nwolisa

Obecne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych pokazują do jakich opłakanych skutków prowadzą wieki podziałów na tle rasowym. W naszym kraju również nie brakuje podziałów na tym i wielu innych tłach. To stawia przed każdym z nas pytanie: jaka jest moja osobista relacja z innością; każdą innością, bo oprócz koloru skóry, dzielą nas też inne różnice: w sprawności fizycznej, zdrowiu psychicznym, statusie materialnym i wielu innych.

Pierwsze spotkania z innością

Już jako nastolatkę, bardzo interesowały mnie losy ludzi z innych kultur. W latach osiemdziesiątych, w bliskim sąsiedztwie mojej babci, powstały 3 obozy dla uchodźców. Podwarszawska wieś z dnia na dzień zamieniła się w wielobarwną mikro-metropolię. Podmiejskie autobusy, sklepiki spożywcze i polne drogi zapełniły się mieszanką wszystkich kolorów skór.

Tym samym otworzył się dla mnie upragniony świat totalnej odmienności. Od tego dnia moje życie już nigdy nie było takie samo.

Razem z kurdyjskimi kobietami przewijałam i karmiłam ich dzieci.  Wspólnie gotowałyśmy arabskie dania i plotkowałyśmy w oparach egzotycznych przypraw.  Siedząc w kręgu z całymi syryjskimi rodzinami, w dymie fajek wodnych, słuchałam opowieści o życiu w ich kulturze. Wieczorami tańczyłam taniec brzucha z młodymi kobietami z Libanu.

Od Irakijczyków nauczyłam się jeść niektóre polskie rośliny, o których jadalności nie miałam pojęcia. Z Somalijczykami smakowałam najdziwniejsze dania w moim życiu. To właśnie Etiopczycy nauczyli mnie jak myśleć pozytywnie, pomimo tego, że nie ma się absolutnie nic.

Lidka i Arinze Nwolisa w Nigerii. Problem nietolerancji w Polsce.

Lidia i Arinze Nwolisa w tradycyjnych strojach w Nigerii

Będąc niepoprawną idealistką, czułam się w tym międzynarodowym towarzystwie totalnie bezpiecznie. Nie widziałam w inności absolutnie niczego zagrażającego. Co nie oznacza, że uczucia te dzieliła ze mną moja rodzina czy inni mieszkańcy wioski mojej babci. Wręcz przeciwnie.

Nie raz zdarzało mi się wspinać na barykady i bronić godności uchodźców przed atakami lokalnych mieszkańców, którzy dostrzegali w nich głównie zagrożenia.

Od zawsze byłam otwarta na inność.  Już jako dziecko marzyłam o podróżach i wtapianiu się w inne kultury. Tak się stało, że urodziłam się w miejscu i czasie, w którym nie miałam tego szczęścia, żeby podróżować dalej niż nad Bałtyk. Jednak moja moc manifestacji marzeń była tak duża, że inność przyszła do mnie.

Kintsugi – szanuj swoje blizny

Spotkanie z innością – level PRO

Wiele lat później, na przystanku autobusu jednej z warszawskich linii, siedział przystojny ciemnoskóry chłopak o wyjątkowo hebanowym odcieniu skóry. Czekając codziennie na swój autobus wpatrywał się w ciemną uliczkę, zastanawiając się czy ktoś tam w ogóle mieszka.

Pewnego marcowego popołudnia, idąc jedną z głównych ulic Warszawy, spotkałam mężczyznę, o którym nie marzyłam, a który okazał się spełnieniem moich marzeń. Spotkaliśmy się gdzieś w połowie drogi pomiędzy jego przystankiem i moją uliczką. Kiedy pierwszy raz otoczył mnie ramieniem, wiedziałam, że jest moim domem.

Mieliśmy w sumie trzy śluby; cywilny i kościelny w Polsce, a potem tradycyjny w Nigerii. Mamy czworo dzieci o karnacji białej, mlecznej i gorzkiej czekolady.

Spotkanie dwojga ludzi, tak różnych jak my, okazało się podobne do mojej przygody z uchodźcami. Pierwsza fascynacja sobą sprawiła, że to co jest inne w drugiej osobie, widzieliśmy jako wyłącznie fascynujące. Różnice w ekspresji emocji, sposobie myślenia i pojmowania świata stały się przedmiotem długich, wieczornych dyskusji okraszonych dreszczykiem obcowania z tym co nowe i nieznane.

W miarę trwania naszego związku, w głowach coraz częściej pojawiali nam się mieszkańcy wioski. Zaczynali szemrać, zaniepokojeni różnicami w tradycjach, wartościach i zwyczajach, aż po jedzenie, pory zasypiania i wstawania i spędzanie wolnego czasu.

Matka i córka – jak zbudować dobrą relację?

Lidia i Arinze Nwolisa w Nigerii. Jak pokochać inność?

W miarę zacieśniania się więzi, zaczynały się konflikty na bazie różnic, które na początku wydawały się być przygodą i polem do świetnej zabawy. Wtedy to okazało się, że mamy w sobie całą wioskę lokalnych ludzi, którzy woleliby, żeby nic się nie zmieniało i wszystko zostało tak jak było.

Nowa fala zamieszek związkowych nadeszła wraz z narodzinami dzieci kiedy to na powierzchnię wypłynęły różne tradycje związane z tym co znaczy prawidłowo zajmować się niemowlęciem, a potem jak wychowywać dzieci na wielokulturowych ludzi.

Zakochując się w inności wpuściliśmy do swojego związku szansę na długotrwały rozwój. W chwilach kiedy próbowaliśmy zmieniać się nawzajem na swoje podobieństwo – pozbawialiśmy się największego potencjału, jakim jest związek różnych z natury kobiety i mężczyzny z różnych światów.

Po latach, moje nastoletnie dzieci zamknęły wszystkie korzyści w jednym zdaniu: „Dobrze, że mama i tata się różnią, bo gdyby byli tacy sami, to bylibyśmy o połowę biedniejsi”.

Jak pokochać inność?

Zadaję sobie pytanie: jak kochać taką inność? Codziennie po przebudzeniu ćwiczę się w patrzeniu na mojego męża, jakbym go widziała po raz pierwszy. Wyobrażam sobie jak uboga byłaby nasza rodzina, gdybyśmy dopuścili, aby wszystko było po mojemu. Akceptuję fakt, że nie wszystko musimy robić tak samo.

Porzucam ideał, że jesteśmy bliźniaczo podobni i całe życie spędzamy zgadzając się. Wprowadzamy zdrowe nawyki realizacji naszych różnych zainteresowań osobno, dzięki czemu wracamy do siebie odświeżeni i stęsknieni.

W kwestiach, w których się różnimy, szukamy alternatywnych rozwiązań, które są bliskie, mimo że nie są do końca tym, czego chcieliśmy. Tam, gdzie nie ma mowy o kompromisach, bo nie da się czegoś zrobić w połowie, kłaniamy się sobie nawzajem. W jednych sprawach ja ulegam i robię ukłon w stronę męża, zgadzając się na coś czego nie do końca rozumiem i czuję.

Porozumienie bez przemocy – jak rozmawiać w przyjazny sposób?

Inność - nietolerancja w Posce. Protest przeciwko rasizmowi.

Wiem natomiast, że jest to dla niego na tyle ważne, że czuje się przyjęty do mojej wioski razem ze swoją inną tradycją. Innym razem to mój mąż kłania się w moją stronę. Jak sobie przypomnę wszystkie jego ukłony to zalewa mnie wdzięczność i poczucie jedności. Błogosławię moment przypływu odwagi, w którym, przy drugim jego podejściu do oświadczyn, odpowiedziałam tak.

Wdzięczność – po co i jak ją praktykować?

Marzę o świecie bez nienawiści. Świecie, w którym czarni, biali, różowi, prawi, lewi i wszyscy inni żyją obok siebie w harmonii. Bez wrogości, bo naszym jedynym realnym wrogiem jest nienawiść. Zacznijmy od tego, aby zauważać nasze reakcje na inność i ukłonić się od czasu do czasu temu co nowe i nieznane.

 

Lidka i Arinze Nwolisapolsko-nigeryjskie małżeństwo z czwórką dzieci. Od 2004 roku wspólnie tworzą Fundację Porta, w ramach której promują postawy otwartego społeczeństwa w mediach i prowadzą warsztaty antydyskryminacyjne w szkołach. W realizację misji fundacji angażują się całą rodziną, jednocześnie modelując, że wielokulturowe społeczności mogą żyć w pokoju i harmonii.

Powiązane artykuły